W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie przygotowywanej od dawana ustawy o rzeczach znalezionych.

Zastąpi ona skąpe regulacje kodeksu cywilnego oraz rozporządzenia dotyczącego postępowania w sprawie rzeczy znalezionych. Jedną z przyczyn noweli jest to, że Trybunał Konstytucyjny swego czasu wytknął, że kwestie utraty czy nabycia własności powinny być uregulowane w ustawie. Druga przyczyna jest taka, że zmieniły się nasze zachowania i coraz częściej dochodzi do utraty rzeczy w miejscach publicznych.

Wreszcie istotną część zmian stanowią przepisy mające chronić właścicieli przed utratą własności dóbr kultury w razie kradzieży.

Ma temu służyć nowy i o większej „mocy" prawnej rejestr utraconych dóbr kultury. Ma to być internetowy rejestr prowadzony z takim skutkiem, że od dnia wpisania do niego danego dobra (dzieła przedmiotu) nikt nie będzie mógł zasłaniać się niewiedzą o tym, że zostało ono skradzione. W rezultacie jego kupno będzie nieskuteczne.

Teraz złodziej w prawie polskim nie może nabyć własności skradzionej rzeczy ani jej zasiedzieć, ale kupujący taką rzecz, nawet od złodzieja, uzyskuje własność pod warunkiem, że upłynęły trzy lata od jej utraty (art. 169 kodeksu cywilnego) i nabywał ją w dobrej wierze, tzn. nie wiedział o kradzieży i nie domyślał się.

Podstawowe zasady postępowania z rzeczami znalezionymi pozostaną niezmienione: kto znalazł rzecz zgubioną, powinien zawiadomić uprawnionego do odbioru,  a jeśli nie wie, kto jest uprawniony – oddać w biurze rzeczy znalezionych. Może przy tym zastrzec dla siebie znaleźne  w wysokości 1/10 wartości rzeczy.

– Projekt cofa nas w stosunku do innych państw europejskich takich jak Niemcy, Francja czy Anglia. Dodatkowo jest on, w naszej ocenie, sprzeczny z umowami międzynarodowymi ratyfikowanymi przez Polskę. Znaleziska i skarby powinny należeć nie do  państwa, lecz do znalazców – uważa Piotr Lewandowski, prezes Fundacji Thesaurus, która przygotowała krytyczne uwagi do projektu.

etap legislacyjny: po pierwszym czytaniu