Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało założenia do projektu nowelizacji ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Zespół do spraw Programowania Prac Rządu, który zajmował się nimi we wtorek, nie zdecydował się na wpisanie projektu do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów. Nie oznacza to jednak, że należy go skreślić. MRiT będzie nadal nad nim pracował i zaproponuje nieco zmienioną wersję.
– Ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych pochodzi z 1959 r. Zgodnie z nią zmarłych można chować w zasadzie tylko na cmentarzach, w trumnie lub urnie. Od lat 50. wiele się w tym obszarze zmieniło. Inne są dziś oczekiwania społeczne, co do możliwości godnego upamiętnienia osób zmarłych. Nie trzeba nikogo przekonywać, że zmiany są potrzebne – mówi "Rzeczpospolitej" wiceminister rozwoju i technologii Tomasz Lewandowski.
– Różne są zdania na temat zakresu tych zmian. Toczymy na ten temat dyskusję z innymi resortami. Wierzę, że uda nam się porozumieć i przełamać fatum, jakie ciąży nad projektem zmiany tej ustawy. Były bowiem takie próby w minionych latach, ale nikomu nie udało się doprowadzić do zmiany prawa. Choć potrzeba zmian jest niekwestionowana. Wskazywał na to NIK, RPO, samorządy, a także obywatele. 1 listopada spotkamy się przy grobach, może to dobry moment, żeby o tym porozmawiać. Zobaczyć, jak to rozwiązały inne kraje, bo Polska nie chce być w awangardzie zmian. MRiT planuje sięgnąć po rozwiązania, które się sprawdziły w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Czechach czy we Włoszech, a więc w krajach kulturowo nam bliskich – dodaje.
Czytaj więcej
Część należności pobieranych przez gminy na cmentarzach jest niezgodna z prawem. Jak informuje Portal Samorzadowy, opłaty wprowadzone przez władze...
Ministerstwo proponuje nowe formy pochówku
Ministerstwo zaproponowało, aby była możliwość przechowywania urny z prochami w domu czy też sytuowania kolumbariów poza cmentarzami, co pozwoliłoby na chowanie urn np. na terenie ogrodu w rodzinnym mauzoleum. Przepisy regulowałyby krąg osób uprawnionych do przechowywania urny, zasady przenoszenia jej do innego miejsca czy też postępowania z nią po śmierci osoby sprawującej nad nią pieczę, a także sposób postępowania w przypadku sprzedaży lub zmiany przeznaczenia nieruchomości, na której znajduje się urna.
MRiT chce też umożliwić rozsypywanie popiołów tak na terenie cmentarnych „ogrodów pamięci”, jak i w górach czy nad morzem lub w innym, ważnym dla zmarłego miejscu oraz dopuścić korzystanie z biodegradowalnych urn , umożliwiających pochowanie prochów pod zasadzonym drzewem czy inną rośliną. Dopuszczone ma być też przechowywanie ludzkich prochów w „obiektach pamięci”, mających postać biżuterii. Z taką funeralną czy memorialną biżuterią można się już dziś spotkać.
– Widzimy też, że rzeczywistość wyprzedza zmiany w prawie. Polskie firmy pogrzebowe na życzenie rodzin oferują relikwiarze, czyli miniurny oraz biżuterię, w której zamyka się odrobinę prochów odsypanych z urny po kremacji. Coraz więcej Polaków mieszka daleko od miejsca pochówku swoich bliskich i w ten sposób mają ich zawsze blisko siebie – zauważa Agnieszka Wójcińska, prezeska Polskiego Stowarzyszenia Celebrantów Humanistycznych, którego celem jest między innymi edukowanie na temat żałoby, pogrzebów i prowadzenia ceremonii w sposób odzwierciedlający wartości bliskie osobie zmarłej.
Czytaj więcej
Zasiłek pogrzebowy od 1 stycznia 2026 r. wynosi 7 tys. zł, ale rząd i ZUS zapowiadają kolejne zmiany. Oprócz uproszczenia procedur, skróci się też...
Spersonalizowane pogrzeby i pochówki
Celebrantka potwierdza rosnące społeczne oczekiwania dopuszczenia przez prawo innych niż tradycyjne form pochówku.
– Zapotrzebowanie na to jest ogromne. Ludzie widzą potrzebę personalizacji również w tym obszarze, chcą to robić osobiście, po swojemu. Podróżujemy po świecie, widzimy w internecie, że inni, i to w bliskich nam kulturowo krajach, takich jak Niemcy, Wielka Brytania czy Holandia, mają cały wachlarz możliwości, jeśli chodzi o pochówek bliskich i coraz więcej osób w Polsce chce, by nasze prawo też na to pozwalało – ocenia Agnieszka Wójcińska.
Podaje przykład chowania prochów w lasach pamięci. To rozległe, naturalne tereny, gdzie pod drzewem albo na łące, w miejscu, które można sobie wybrać jeszcze za życia, chowa się prochy.
– Na takim drzewie czasem jest tabliczka z nazwiskiem, a czasem jej nie ma, zależnie od życzenia. Nie składa się tam kwiatów, a już na pewno nie sztucznych , nie pali zniczy, bo to teren natury i nie wolno go zaśmiecać. Za to można pójść na spacer albo zrobić piknik. W Niemczech taki pierwszy leśny cmentarz powstał w 2001 r., a obecnie jest ich już ponad 300. Z badań, które tam przeprowadzono na reprezentatywnej próbie wynika, że aż 35 proc. ankietowanych chciałoby spocząć w takim miejscu, na łonie natury – dodaje prezes Wójcińska.
Emilia Mandes, także celebrantka humanistyczna i członkini zarządu stowarzyszenia tłumaczy, że postęp nie omija branży funeralnej. W Niemczech czy w Kalifornii dopuszcza się aquamację, czyli wodną kremację albo też terramację, która polega na umieszczaniu ciała w specjalnych kapsułach, gdzie podlega ono działaniu grzybów, bakterii i temperatury. Po kilku tygodniach bliscy otrzymują prochy do pochówku.
– Widać w tych zabiegach dążenie do postępowania w zgodzie z naturą i odejście od monumentalnych nagrobków. Coraz częściej też i my w Polsce wyobrażamy sobie, że to ostatnie miejsce naszej ziemskiej obecności nie musi być tradycyjnym kamiennym grobem z wyrytym nazwiskiem na płycie albo szufladą w kolumbarium – uważa Emilia Mandes.
Czytaj więcej
Nowe, wyższe opłaty za pochówek urnowy na wrocławskich cmentarzach komunalnych. Ceny podnoszą też inne samorządy na swoich nekropoliach.
Przykład Czech daje do myślenia
Wśród naszych rozmówców, tak jak w rządzie , jest zgoda, co do potrzeby zmian, ale nie co do ich zakresu.
– Nasza branża dostrzega potrzebę zmian. Obowiązująca ustawa to skopiowane rozwiązania z regulacji przyjętej w 1932 r., które w 1959 r. poddano tylko nieznacznemu liftingowi. Trudno się dziwić, że te już prawie stuletnie przepisy są anachroniczne i nie przystają do naszych czasów. Powinny być na nowo napisane, lecz zmiany nie mogą się ograniczać do nowych form pochówku, tylko kompleksowo rozwiązywać problemy branży – argumentuje Dariusz Dutkiewicz, dyrektor Instytutu Branży Pogrzebowej i Cmentarnej.
Rozumie on potrzebę zmian, obejmujących również formy pochówku, jednak z jednym zastrzeżeniem, że miejscem pochówku powinien być cmentarz. Bo tylko cmentarz zagwarantuje, że prochy czy szczątki ludzkie będą kultywowane.
– Uczmy się na błędach innych, choćby Czechów. Oni dopuścili trzymanie urn z prochami w domach i teraz te urny, zwłaszcza po śmierci osób, które się nimi opiekowały, trafiają porzucone w miejsca, do których trafiać nie powinny. Jeśli chcemy zapewnić szacunek prochom zmarłych, to chowajmy ich w różny sposób, byle na cmentarzu – przestrzega szef IBPC, który nie wierzy, by inne rozwiązanie zostało w Polsce przyjęte.
Czytaj więcej
Miejskie nekropolie zapełnione są zwłaszcza w dużych miastach, które na różne sposoby starają się rozwiązać ten problem.
Na cmentarzach tłok. Trzeba oszczędzać miejsce
Społeczne oczekiwania w kwestii pochówku, to jedno. Jednym z powodów, które nowelizację ustawy o cmentarzach czynią pilną jest jednak rosnąca liczba zgonów przy kurczącej się powierzchni cmentarzy. Dziś GUS odnotowuje rocznie ok. 400 tys. zgonów. Zgodnie z jego prognozą do 2045 r. ta liczba przekroczy 500 tys. To wymusza dopuszczenie stosowania nowych form pochówku, które pozwolą oszczędniej gospodarować powierzchnią cmentarzy. Nie bez znaczenia są też koszty pochówku. Nowe formy powinny umożliwić pokrycie kosztów pogrzebu zasiłkiem pogrzebowym, który wynosi 7 tys. zł.
Nowelizacja przepisów, jeśli do niej dojdzie, ma też uregulować likwidację cmentarzy, zagospodarowywanie terenów w ich sąsiedztwie, zasady postępowania ze zwłokami i funkcjonowania zakładów pogrzebowych.
cmentarzy jest w Polsce
ludzi umiera rocznie w Polsce
Czytaj więcej
Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowuje szeroką nowelizację przepisów o chowaniu zmarłych. Ma ona umożliwić m.in. przechowywanie urny z pro...