To sedno najnowszego wyroku Sądu Najwyższego. O uwzględnienie dowodu z DNA wystąpił mąż matki dziecka. Dysponował badaniem, z którego wynikało, że nie jest ojcem. Sądy niższych instancji oddaliły jednak dowód, zasłaniając się dobrem dziecka i kwestiami proceduralnymi.
Powagi sprawie dodaje fakt, że domniemanym ojcem ma być ksiądz, którego formalny ojciec od dawna o to podejrzewał. Dziecko ma teraz dziewięć lat.
Na badanie do Krakowa
Z tego powodu pobrał materiał genetyczny dziecka i w Instytucie badań DNA Uniwersytetu Jagiellońskiego uzyskał wynik wyłączający pokrewieństwo I stopnia, a więc ojcostwo.
Sąd rejonowy nie dopuścił jednak tego dowodu jako prywatnego, choć oczywiście też są one uwzględniane.
Samo powództwo sąd rejonowy oddalił, wskazując, że w okresie kiedy dziecko się urodziło, rodzice mieszkali wspólnie i dochodziło między nimi do kontaktów fizycznych. Poza tym dziecko traktowało powoda jak ojca, on je jak swoje dziecko. Relacje się popsuły dopiero po około trzech latach, gdy u ojca, nadużywającego alkoholu, narastały podejrzenia o romans żony z księdzem. W przerwie w rozprawie mężczyzna powiedział, że od początku miał podejrzenia, a domniemany ojciec miał wyjeżdżać na wakacje z jego żoną i tym dzieckiem, którego zresztą nie traktował jak obcego.
Formalne działania o zaprzeczenie ojcostwa mężczyzna podjął, kiedy dziecko miało siedem lat. W związku z tym sam nie mógł złożyć pozwu, gdyż na to ojciec ma sześć miesięcy od dnia, w którym dowiedział się o urodzeniu dziecka (art. 63 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). Takiego ograniczenia nie ma prokurator (art. 86 krio). Ten może złożyć pozew o zaprzeczenie ojcostwa, jeżeli wymaga tego dobro dziecka lub ochrona interesu społecznego.
Prokurator to nie ojciec
I tak postąpił prokurator w tej sprawie, ale już się nie odwołał od wyroku sądu rejonowego, a sąd okręgowy oddalił apelację ojca, uznając, że nie ma on do tego legitymacji, gdyż nie jest gospodarzem procesu, bo go nie wytoczył.
W środę przed Sądem Najwyższym, do którego się odwołał ojciec, zarówno jego pełnomocnik, adwokat Izabela Wójcik, jak i prokurator Henryka Gajda-Kwapien opowiedziały się za zmianą orzeczenia, wskazując, że pozbawia ono powoda prawa do drugiej instancji. Opowiedziały się także za dopuszczeniem dowodu z DNA.
Sąd Najwyższy nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy.
– Nie należy mylić prawa do wytoczenia sprawy o zaprzeczenie ojcostwa z prawem do apelacji, które formalny ojciec jako strona posiada. Inaczej mielibyśmy niedopuszczalne postępowania jednoinstancyjne – powiedział w uzasadnieniu wyroku sędzia SN Dariusz Zawistowski.
Sąd Najwyższy stwierdził też, że sąd w każdej sytuacji może powołać niezbędny dowód, także z DNA, jeśli służy to sprawiedliwemu wyrokowi. Tym bardziej że orzecznictwo – także europejskie – coraz mocniej podkreśla ważność kryterium biologicznego przy ustaleniu ojcostwa.
Sygnatura akt: I CSK 801/14
Opinia:
prof. Henryk Haak z Uniwersytetu Szczecińskiego, specjalista od prawa rodzinnego
W dyskusji o zakresie stosowania dowodu z DNA musimy opowiedzieć się, czy dla dobra dziecka ważniejsze jest ustalenie jego biologicznego pochodzenia, czy też można zrezygnować z tej prawdy. Uważam, że na pierwszym miejscu jest prawda biologiczna i należy ustalić, kto jest ojcem biologicznym. Jeśli przyjmiemy tę regułę, to konsekwencją będzie prowadzenie dowodów, które służą temu ustaleniu. A dowodem najpewniejszym jest właśnie dowód z DNA. Dowody ze świadków, jak mówił mój profesor, dotyczą okoliczności, przy których zazwyczaj ich nie ma, a badanie DNA okazuje się akurat bardzo pomocne.