Dziś w procesie miał zeznawać biegły sądowy, ale nie pojawił się na sali rozpraw. W związku z tym sędzia nie zamknął przewodu. Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 13 lipca. Dopiero wówczas, po wysłuchaniu biegłego, mogą zostać wygłoszone mowy końcowe.

Zeznawał ostatni świadek. Obawia się zemsty

W środę udało się natomiast przesłuchać ostatniego świadka – Sarę S., która w chwili wypadku była pasażerką  Volkswagena Arteona, którym kierował Żak. Oprócz niej i Żaka w samochodzie byli jeszcze Adam K., Maciej O. i Paulina K., ówczesna partnerka Żaka, która także została poważnie ranna. Sara S. zeznała, że oskarżony groził jej po wypadku.

Na czas zeznań Sary S. Łukasz Żak i pozostali oskarżeni z uwagi na złożony przez kobietę wniosek musieli opuścić salę rozpraw. Kobieta już wcześniej zeznawała przed sądem i zmieniała zeznania, tłumacząc to obawą zemsty ze strony głównego oskarżonego.

Kobieta podkreśliła, że bardzo żałuje, że po wypadku nie poinformowała żadnych służb - Powinnam zadzwonić na policję. (...) Byłam wtedy bardzo zestresowana - mówiła.

Wskazała m.in., że po wypadku Żak mówił, że jego dziewczyna, która również podróżowała z nim samochodem, nie żyje. Miał też rozmawiać o tym, że „odj...ł typa”.

Sara S. twierdzi też, że po wypadku Łukasz Żak miał grozić jej i partnerowi. - Powiedział, że mamy się zamknąć, bo zaraz weźmie nóż - stwierdziła.

Odniosła się również do prędkości samochodu, który miał prowadzić Żak. - Ostatnia prędkość, jaką zauważyłam na liczniku, to 171 km/h, a 191 km/h po wypadku powiedział mi partner - zaznaczyła.

Czytaj więcej

Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Tyle na liczniku miał Łukasz Żak

Co stało się na Trasie Łazienkowskiej 15 września 2024 r.

Do wypadku doszło ok. godz. 1:30 w nocy z soboty na niedzielę na Trasie Łazienkowskiej. W tył jadącego w kierunku Pragi osobowego forda, którym podróżowały cztery osoby, wbił się z dużą prędkością Volkswagen Arteon. W wypadku zginął jeden z pasażerów forda, 37-letni ojciec rodziny. Matka, która prowadziła samochód oraz ośmioletnia dziewczynka i czteroletni chłopiec, zostali ranni.

Arteonem jechało pięć osób: dziewczyna Żaka, Paulina K. (również ranna w wypadku), i jego znajomi: Adam K., Maciej O. i Sara S. Chwilę po wypadku Cuprą Formentor dojechał do nich jeszcze Kacper K. z pasażerami: Damianem J. i Mikołajem N. Ci ostatni podeszli do rozbitego arteona i z Maciejem O. popychali Łukasza Żaka w stronę zjazdu z trasy, krzycząc: „Sp….., uciekaj!”. Zarejestrowało to nagranie jednego ze świadków.

Czytaj więcej

Więcej winnych po tragedii na Trasie Łazienkowskiej. Nowe ustalenia śledczych

Proces ws. wypadku na Trasie Łazienkowskiej trwa już rok

Zaraz po wypadku Łukasz Żak wyjechał z Polski. Zgłosił się na policję w Niemczech, skąd został następnie  sprowadzony do Polski i usłyszał zarzuty spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, ucieczki z miejsca i złamania sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Grozi mu do 30 lat więzienia.

Proces w tej sprawie ruszył w czerwcu 2025 r. w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Oprócz Łukasza Żaka (jest zgoda sądu na podanie nazwiska) na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. Sprawa jednego z nich – Kacpra D. - została wyłączona do odrębnego procesu.

Prokuratura zarzuciła im m.in. utrudnianie postępowania karnego poprzez pomoc w uniknięciu odpowiedzialności karnej Łukaszowi Żakowi, nieudzielenie pomocy osobom znajdującym się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Na rozprawie 28 maja przedstawiono opinię biegłych na temat możliwej zawartości alkoholu w organizmie Łukasza Żaka. Z wyliczeń specjalistów wynikało, że przy wadze 103 kilogramów i wzroście 185 centymetrów oraz przy napełnieniu 40-mililitrowego kieliszka 40-procentowym alkoholem, maksymalne stężenie w czasie wypadku wyniosłoby w przedziale od 1,1 do 1,4 promila.