15 lipca obchodzimy Światowy Dzień Bez Telefonu Komórkowego. To nieformalne święto zostało zapoczątkowane przez internautów, aby zachęcić ludzi do odłożenia smartfonów na 24 godziny, odpoczynku od cyfrowego świata i skupienia się na relacjach w rzeczywistości.

W związku z tym dniem Instytut Spraw Obywatelskich zaapelował do Ministerstwa Infrastruktury o wprowadzenie nowego znaku ostrzegawczego – trójkąta z sylwetką osoby zapatrzonej w ekran telefonu. Pomysłowi towarzyszy propozycja kampanii „Podnieś głowę. Odłóż telefon. Przejdź bezpiecznie”.

Czy kolejny znak poprawi bezpieczeństwo? – Myślę, że większość specjalistów zajmujących się organizacją ruchu odpowiedziałaby: nie. Od lat mówi się, że mamy na drogach „znakozę”. Kierowcy dostają jednocześnie tyle komunikatów, że przestają je świadomie odbierać. W pewnym momencie człowiek nie jest już w stanie przetworzyć wszystkich informacji. Dlatego nie sądzę, żeby kolejny znak realnie zwiększył bezpieczeństwo – ocenił w rozmowie z Polską Agencją Prasową Wojciech Pasieczny, były szef sekcji wypadkowej stołecznej drogówki i biegły sądowy. – Tym bardziej że przepisy już istnieją. Mamy zakaz korzystania z urządzeń elektronicznych podczas wchodzenia na przejście dla pieszych, jeżeli ogranicza to możliwość obserwowania sytuacji na drodze. Wystarczyłoby ten przepis egzekwować – dodał ekspert. 

Czytaj więcej

Uwaga, piesi wpatrzeni w smartfony. Jest apel o nowy znak drogowy

Ekspert: bezpieczeństwa nie buduje się wyłącznie przez dokładanie kolejnych tablic

W jego opinii większy nacisk należałoby postawić na skuteczniejsze egzekwowanie przepisów i edukację niż na zmianę przepisów. – Pamiętam, że kilka lat temu w Warszawie przy przejściach dla pieszych malowano na chodnikach ostrzeżenia dla osób korzystających z telefonów i ludzie zwracali na nie uwagę. Ale tylko przez jakiś czas, bo tak działa psychika. Kiedy pojawia się coś nowego, reagujemy. Po kilku miesiącach przyzwyczajamy się i przestajemy to zauważać. To zresztą dotyczy nie tylko oznakowania. Mało kto pamięta, że w okresie międzywojennym mieliśmy zaledwie kilka znaków drogowych. A konkretnie pięć, i to wystarczało. Oczywiście ruch był wtedy nieporównywalnie mniejszy, ale pokazuje to pewną zasadę – bezpieczeństwa nie buduje się wyłącznie przez dokładanie kolejnych tablic – wskazał Wojciech Pasieczny. 

Jednocześnie podkreślił, że problem istnieje i jest bardzo poważny. – Widujemy mnóstwo ludzi, zwłaszcza młodych, którzy idą z głową opuszczoną nad telefonem, ze słuchawkami na uszach i kompletnie nie obserwują otoczenia. Co gorsza, uwierzyli różnym pseudospecjalistom od ruchu drogowego, że na przejściu mają bezwzględne pierwszeństwo, a to nieprawda. Pieszy rzeczywiście ma pierwszeństwo, ale jednocześnie ma obowiązek zachować szczególną ostrożność. Nie wolno mu wejść bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd tylko dlatego, że znajduje się na pasach – podkreślił ekspert.