Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polegają proponowane przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Cywilnego zmiany dotyczące terminów przedawnienia roszczeń.
- Dlaczego, mimo skrócenia podstawowych terminów, czas na egzekucję długu po wyroku sądowym wydłuży się do 10 lat.
- Jaką nową rolę w badaniu przedawnienia roszczeń mają zyskać sądy i co to oznacza dla stron postępowania.
- Które z projektowanych rozwiązań budzą największe kontrowersje i wątpliwości wśród prawników oraz sędziów.
Dziś podstawowy termin przedawnienia długów wynosi 6 lat. Po tym czasie wierzyciel nie może już skutecznie dochodzić swojego roszczenia. Termin dla przedsiębiorców jest krótszy i wynosi tylko 3 lata. Oprócz tego, istnieje też skomplikowana siatka terminów szczególnych, rozsianych nie tylko po kodeksie cywilnym, ale także w innych ustawach: od kodeksu spółek handlowych po... prawo atomowe. Jedne krótsze (2 lata, rok, a nawet 6 miesięcy), a inne dłuższe (np. 10 lat) od terminu podstawowego.
Problemem jest nie tylko mnogość terminów, ale także ich zróżnicowanie ze względu na typ stosunku prawnego. Przykładowo roszczenia wynikające z umowy o dzieło przedawniają się po 2 latach, a z umowy o wykonanie robót budowlanych po trzech (dla przedsiębiorców) lub sześciu (w przypadku inwestorów indywidualnych). Nierzadkie są sytuacje, w których są problemy z ustaleniem, czy daną umowę należy zakwalifikować jako umowę o roboty budowlane czy umowę o dzieło.
Jak czytamy w uzasadnieniu projektu nowelizacji kodeksu cywilnego, którego celem jest uporządkowanie kwestii przedawnień, takie nadmierne zróżnicowanie prowadzi do tego, że postępowania sądowe niekiedy nie koncentrują się na badaniu treści praw i obowiązków stron, lecz na problemach kwalifikacji umowy w celu zastosowania lub niezastosowania określonego przepisu o przedawnieniu.
Projekt przygotowany przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Cywilnego, który „Rzeczpospolita” opisuje jako pierwsza, uchyla wszystkie obecne regulacje z art. 117-125 kodeksu cywilnego i określa kwestię przepisów o przedawnieniu zupełnie na nowo. Uchylone ma być też wiele przepisów szczególnych, które dziś określają wyjątki od ogólnego terminu.
Podstawowy termin ma zostać skrócony z 6 do 3 lat. Będzie on liczony „od dnia, w którym uprawniony dowiedział się albo z łatwością mógł się dowiedzieć o istnieniu roszczenia i osobie zobowiązanego, jednak nie wcześniej niż od dnia wymagalności roszczenia albo od dnia hipotetycznej wymagalności roszczenia bezterminowego”.
Tak więc, wierzyciele będą mieli 3 lata na złożenie pozwu.
– Wprowadzenie, jako zasady, terminu trzyletniego w niektórych przypadkach będzie oznaczało wydłużenie, a w niektórych skrócenie okresu przedawnienia wobec obecnie obowiązujących przepisów. Jednak plus wynikający z ujednolicenia i uproszczenia stosowania regulacji dotyczących przedawnienia w wystarczający sposób rekompensuje, że w niektórych przypadkach roszczenia będą przedawniać się szybciej niż obecnie – mówi dr Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców BCC, radca prawny.
Czytaj więcej
Komornicy wyrównali rekord skuteczności egzekucji sprzed dwóch lat. Po raz pierwszy jednak wyegzekwowali więcej od emerytów i rencistów niż z wynag...
Więcej czasu na egzekucję wyroków
Co ważne, projektowane przepisy wydłużają też termin przedawnienia – z 6 do 10 lat – dla roszczeń stwierdzonych prawomocnym wyrokiem sądu czy rozstrzygnięciem sądu polubownego. Zatem wierzyciel będzie miał najpierw 3 lata na wytoczenie powództwa, a następnie 10 lat na wyegzekwowanie zasądzonego długu.
– Biorąc pod uwagę to, jak niektórzy nieuczciwi dłużnicy nauczyli się lawirować, by doprowadzić do przedawnienia roszczeń, zmiana, która spowoduje, że wierzyciel będzie miał więcej czasu na dochodzenie roszczeń, jest słuszna – dodaje dr Bernatowicz.
Także zdaniem mec. Agaty Jóźwiak z kancelarii Wardyński i Wspólnicy to dobra zmiana, ponieważ daje większe szanse wierzycielom na uzyskanie zaspokojenia ich roszczeń.
– W okresie 10-letnim może nastąpić poprawa sytuacji majątkowej dłużnika i ktoś początkowo niewypłacalny może w końcu spełnić roszczenie – tłumaczy radczyni prawna.
Inaczej na to patrzy dr Jarosław Świeczkowski z Uniwersytetu Gdańskiego, komornik. – To fatalne rozwiązanie. Ciągle zdarzają się sytuacje, w których pozwany dowiaduje się o tym, że został wydany nakaz zapłaty albo wyrok zaoczny dopiero na etapie wszczęcia egzekucji. Jeśli wierzyciel zdecyduje się wystąpić z roszczeniem tuż przed upływem 10-letniego terminu od uprawomocnienia się wyroku, to dłużnik będzie mógł co prawda wystąpić z powództwem przeciwegzekucyjnym, ale w praktyce będzie mu się trudniej bronić i udowadniać, że on spełnił świadczenie. Z prostego powodu. Kto przez 10 lat trzyma potwierdzenie zapłaconych faktur czy rachunków? – pyta retorycznie. Jak dodaje, obecnie 6 lat to wystarczający okres dla wierzycieli na wyegzekwowanie zasądzonego roszczenia.
Sąd zbada przedawnienie z urzędu w każdej sprawie
Oprócz tego komisja proponuje, by sąd w każdej sprawie – a nie tylko wtedy, gdy roszczenie jest przeciwko konsumentowi, z urzędu sprawdzał czy doszło do przedawnienia. – Celem dopuszczenia (nowelizacją k.c. z 2018 r.) uwzględniania przedawnienia z urzędu była ochrona strony słabszej, której niedostatki wiedzy i brak profesjonalnej reprezentacji w sądzie uniemożliwiają podniesienie przysługującego jej zarzutu przedawnienia. W takiej sytuacji znajduje się jednak nie tylko konsument, czyli podmiot zobowiązany wobec przedsiębiorcy w wyniku dokonanej z nim czynności prawnej. Ta sama potrzeba ochrony zachodzi w przypadku podmiotów zobowiązanych z innych tytułów niż czynność prawna oraz zobowiązanych wobec podmiotów niebędących przedsiębiorcami – tłumaczą autorzy nowelizacji.
– Skrócenie okresu przedawnienia do 3 lat, co będzie ogromnym problemem dla osób fizycznych, w połączeniu z badaniem przedawnienia z urzędu, jest zabiegiem nastawionym po prostu na odciążenie sądów. Dzięki temu mniej spraw trafi do rozpoznania lub będą one szybciej kończone, już na początkowym etapie postępowania – wyjaśnia mec. Agata Jóźwiak.
Nie tylko uproszczenie, będzie też równolegle biegnący termin ostateczny
Choć celem noweli jest uproszczenie przepisów, to projektodawcy postanowili też trochę skomplikować sytuację. Otóż oprócz trzyletniego podstawowego terminu przedawnienia, postulują również wprowadzenie terminu ostatecznego, który ma wynosić 10 lat i, co do zasady, biec od dnia wymagalności roszczenia. A jeżeli wymagalność zależy od podjęcia czynności przez uprawnionego: od dnia powstania roszczenia.
– W systemie przyjętym w projekcie przedawnienie jest przede wszystkim terminem danym przez ustawę wierzycielowi na dochodzenie roszczenia, w przypadku, gdy wie on już albo powinien wiedzieć, jakie roszczenie i przeciwko komu mu przysługuje. Wierzyciel ma wówczas trzy lata na zgromadzenie dowodów, przygotowanie i wniesienie pozwu. Jeśli z kolei od wierzyciela nie można racjonalnie oczekiwać wiedzy o istnieniu roszczenia oraz osobie obowiązanego, bieg terminu podstawowego nie rozpoczyna się – czytamy w uzasadnieniu.
Wyklucza to, by roszczenie przedawniło się w sytuacji, gdy uprawniony nie mógł wiedzieć o jego istnieniu. Ta nowatorska koncepcja jednak nie wszystkich przekonuje.
– Od dziesięcioleci jest jasne, że termin przedawnienia biegnie od daty wymagalności roszczenia. Z natury rzeczy przeważająca większość roszczeń w obrocie cywilnoprawnym ma charakter umowny, stąd ustalenie terminu wymagalności roszczeń nie stanowi wyzwania. Pewnym wyjątkiem są roszczenia deliktowe, w przypadku których liczy się wiadomość o powstaniu szkody i sprawcy zdarzenia wywołującego szkodę (art. 4421 k.c.). Tymczasem projektodawcy uznali za stosowne przyjęcie wyjątku za regułę – krytykuje dr Maciej Klonowski, sędzia Sądu Rejonowego Gdańsk – Północ. – Przynajmniej na pierwszy rzut oka wywraca to dotychczasowy porządek rzeczy, gdyż w zobowiązaniach umownych uprawniony zna zobowiązanego zanim roszczenie stanie się wymagalne. Jeśli projektodawcy zmian w tak istotnym obszarze prawa cywilnego, jak przedawnienie, chcieli przejść do historii, mogli wybrać lepszy sposób na uczynienie tego – dodaje sędzia Klonowski.
Czytaj więcej:
Sąd przekaże przedsiębiorstwo po zmarłym temu spadkobiercy, który da największą gwarancję dobrego zarządzania biznesem. Spłata pozostałych będzie m...
Pro
Zwraca on też uwagę na niespójność pomiędzy deklarowanymi w uzasadnieniu celami, a zaproponowanymi rozwiązaniami. Z jednej strony autorzy nowelizacji podnoszą w uzasadnieniu, że „Terminy przedawnienia w prawie cywilnym podlegają skróceniu, głównie ze względu na radykalne przyspieszenie komunikacji między podmiotami społecznymi", a z drugiej wydłużają terminy 1- i 2-letnie do 3 lat. – Projektodawcy uznali najwyraźniej, że w imię ujednolicania terminów niektóre, istotne z punktu widzenia praktyki gospodarczej, terminy mają być dłuższe niż te przyjęte 60 lat temu, mimo przyspieszenia obrotu gospodarczego i technik komunikacji – wskazuje sędzia Klonowski. Zwraca też uwagę, że projektodawcy posługują się też pojęciami nieznanymi ustawie, co może powodować poważne problemy z ich wykładnią.
Jako przykład podaje proj. art. 1163, którego § 1 stanowi, że „zobowiązany może zrzec się skutków przedawnienia po upływie jego terminu”.
– Wydaje się, że jest to konstrukcja nowatorska, bo zrzec się można roszczenia, względnie prawa podmiotowego. Upływ przedawnienia jest zdarzeniem prawnym, którego skutkiem jest niemożność dochodzenia roszczenia przez drugą stronę. Taki skutek, w projektowanym kształcie normatywnym, nie kreuje prawa podmiotowego, ani nawet zarzutu po stronie zobowiązanego, więc nie za bardzo wiadomo, czego miałby się on zrzekać – wytyka ekspert.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
dr Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych
Nowelizacja wymaga szczegółowej analizy, ale już można wskazać pozytywne i, niestety, negatywne aspekty propozycji, przy czym tych drugich jest zdecydowanie więcej. Na plus na pewno należy uznać uporządkowanie terminów przedawnienia poprzez zmniejszenie wyjątków od terminu zasadniczego. Dotychczasowe przepisy powodują trudność w ich praktycznym stosowaniu, zawierają wiele różnych terminów przedawnienia, więc dobrze, że zostaną one, co do zasady, ujednolicone. To, co niepokoi, to skrócenie terminu przedawnienia z obecnych 6 do 3 lat. Jest to dla mnie niezrozumiała propozycja, gdyż powinniśmy co do zasady iść w przeciwnym kierunku. Polska posiada jedne z najkrótszych terminów przedawnienia roszczeń w Europie, a tym samym znowu osłabiana jest pozycja wierzyciela. Dodatkowo wprowadzenie tak nieostrej przesłanki, jak „łatwość dowiedzenia się o istnieniu roszczenia” przez wierzyciela, która ma generować rozpoczęcie biegu przedawnienia, będzie budziło szereg wątpliwości, które znowu będą musiały być rozstrzygane przez sądy. Negatywnie oceniam również uwzględnianie terminów przedawnienia z urzędu przez sąd w odniesieniu do wszystkich roszczeń. Odchodzimy coraz bardziej od kontradyktoryjności procesu cywilnego na rzecz działania sądu z urzędu. Ten kierunek uważam za niebezpieczny trend. Propozycje zmian na pewno wymagają bardzo pogłębionej dyskusji i na taką liczymy na etapie konsultacji.
Z kolei proj. art. 1164 pkt 2 k.c. odwołuje się do „zachowań ciągłych”, a to pojęcie również nie jest znane ustawie.
– No chyba że karnej, w której mowa o czynie ciągłym. Na gruncie prawa cywilnego mamy co najwyżej art. 3651 k.c. odwołujący się „zobowiązań bezterminowych o charakterze ciągłym”. Art. 3841 k.c. mówi zaś o „stosunku umownym o charakterze ciągłym”. Przepisy są jasne, bo ciągłość może być cechą stosunku prawnego. W żadnym jednak wypadku nie można mówić o „zachowaniu ciągłym” w kontekście przesłanek przedawnienia. Zachowanie może być bowiem czynnością faktyczną. Jednym zachowaniem, jakie przychodzi na myśl jest co najwyżej ciągłość posiadania – tłumaczy sędzia Klonowski, dodając, że podobne wątpliwości może rodzić treść proj. art. 1168 par. 1, który odwołuje się do szkody spowodowanej „niespełnieniem świadczenia”.
– Wprawdzie k.c. w dwóch miejscach mówi o świadczeniu niespełnionym, jednak art. 471 k.c. i następne mówią o „niewykonaniu zobowiązań” i nienależytym ich wykonaniu. Może warto byłoby się tego trzymać. W przeciwnym razie prosta droga do wniosku, że art. 1168 dotyczy innego rodzaju roszczeń niż te, o których mowa w art. 471 k.c.
Czytaj więcej
Wartość zryczałtowanej rekompensaty za koszty odzyskiwania należności podlega zaliczeniu do wartości przedmiotu sporu cywilnego – stwierdził w uchw...