Do Sejmu wpłynął projekt uchwały, w której posłowie chcą zobowiązać ministra administracji i cyfryzacji do zapewnienia środków polegających na blokowaniu stron internetowych z pornografią. To dobry pomysł?

Sam pomysł blokowania pojawiania się obrazków z takimi treściami w urządzeniach przenośnych, takich jak smartfony, jest stosowany przez wielu operatorów jako rodzaj dobrych praktyk. Przy czym dotyczy to głównie krajów innych niż Polska. Z prawnego punktu widzenia upublicznianie w wolnym dostępie stron z treściami pornograficznymi jest w Polsce zakazane i stanowi przestępstwo. Przeciwdziałanie jego popełnianiu jest obowiązkiem organów ochrony prawa, ale może być także zadaniem innych organów państwa.

Pomysł ma zagorzałych przeciwników. Ci twierdzą, że to krok do inwigilowania użytkowników. Dostrzega Pan takie zagrożenie?

Pomysł blokowania stron jest znany i był przedmiotem negocjacji w Radzie Europejskiej przy okazji tworzenia dyrektywy o ochronie dzieci przed wykorzystaniem seksualnym. Przeciwnicy podnoszą, że wprowadzenie tego rozwiązania zepchnie treści pornograficzne do podziemia Internetu, czyli strumieni szyfrowanych, co utrudni ściganie tej przestępczości. Wolność internetu też jest wartością, aczkolwiek byłbym ostrożny z jej wyolbrzymianiem.

Neutralni wobec propozycji eksperci podkreślają, że już dziś jeśli ktoś chce zablokować takie treści ma ku temu możliwości. Na rynku istnieją już programy pozwalające na ochronę dzieci przed treściami pornograficznymi. Jeśli więc rodzice chcą to zrobić to nie potrzebują do tego ustawy.... Mają rację?

Chronimy siebie we własnym interesie.

Jak ocenia Pan dziś ochronę dzieci przed negatywnymi treściami w internecie?

Ostatnie zmiany w Kodeksie karnym, wprowadzone w kwietniu bieżącego roku znacząco podniosły poziom ochrony prawnokarnej. Jest on bardzo restrykcyjny