Tak wynika z odpowiedzi, którą Rzecznik Praw Pacjenta dostała od Aleksandra Soplińskiego, wiceministra zdrowia. Przed miesiącem Krystyna Barbara Kozłowska zwróciła uwagę urzędnikom ministerstwa, że na porodówkach  lekarze nie umieją się komunikować z pacjentkami. W związku z czym kobietom potrzebne jest wsparcie psychologa.

Wiceminister Sopliński, uważa jednak, że stała obecność psychologa nie rozwiąże problemów pacjentek związanych z sytuacjami obciążającymi ich stan psychiczny.

„Hospitalizacje na oddziałach ginekologiczno-położniczych z reguły trwają krótko, co z jednej strony uniemożliwia wnikliwą diagnostykę psychologiczną, a z drugiej-brak jest czasu na objęcie skuteczną opieką psychologiczną potrzebujących tego kobiet.  Poruszana kwestia wczesnej diagnozy rodzin, które mogą okazać się niewydolne wychowawczo nie znajdzie rozwiązania podczas krótkiej hospitalizacji.  Znacznie większe możliwości wychwycenia pojawiającego się problemu leżą po stronie położnej środowiskowej, która styka się z rodziną w domu" – odpowiedział Aleksander Sopliński, Krystynie Barbarze Kozłowskiej.

Jednocześnie  wiceminister zdrowia podkreśla, że nie może wymóc na szpitalach aby zatrudniały psychologa na porodówce bo jest  zbyt mało specjalistów w kraju z takim przygotowaniem. Chodzi o psychologów klinicznych.

Na otarcie łez Rzecznika i pacjentem wiceminister zaznaczył, że zobowiąże szpitale aby  w szpitalu dla pacjentek był dostępny psycholog. Znowelizowane ma być rozporządzenie z dotyczące świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego. W związku z tym kontrakt z NFZ będą podpisywać te lecznice zapewniające w  swojej lokalizacji dostęp do pomocy psychologa.

Pomoc psychologiczną mają dostawać te kobiety, które  np. urodzą dziecko o skrajnie małej wadze lub z wadą wrodzoną.