- Będziemy podnosić zasiłek dla osób bezrobotnych, będzie on podniesiony z poziomu dzisiejszego 860 zł do poziomu 1200 zł, będzie też dodatkowa osłona solidarnościowa - dodatkowy zasiłek 3-miesięczny, dla osób, które teraz tracą pracę w wysokości 1300 zł - powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas piątkowej konferencji prasowej.
Podobną propozycję przedstawił dwa tygodnie temu w ramach kampanii wyborczej prezydent Andrzej Duda. Tyle, że prezydent mówił o podwyżce zasiłku dla bezrobotnych do 1300 zł i czasowym dodatku solidarnościowym dla tracących pracę w wysokości 1200 zł.
Czytaj także: Kosztowna walka Dudy o reelekcję. Po 2500 zł dla bezrobotnych
Z kolei wśród odrzuconych wczoraj przez Sejm poprawek Senatu znalazła się m.in. ta o podwyżce zasiłku dla bezrobotnych do 1800 zł (z obecnych ok. 860 zł brutto).
- Zasiłek jest za niski, trzeba go podnieść. Jednak proponowana przez prezydenta podwyżka i specjalny dodatek mogą zachęcać do zwolnień – ostrzegali eksperci na łamach "Rzeczpospolitej" gdy pojawiła się propozycja prezydenta.
– 1300 zł zasiłku lub 1200 zł dodatku wydaje się rozsądną propozycją – komentował Łukasz Bernatowicz, wiceprezes BCC. – Jednak 2500 zł to już zbyt duża kwota. To niewiele mniej niż minimalne wynagrodzenie, które wynosi 2600 zł i natychmiast wiele osób zaczęłoby rozważać, czy opłaca im się pracować – zauważał.
– Podniesienie zasiłku do połowy minimalnego wynagrodzenia wydaje się wyważoną propozycją – przyznawał Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Jeśli jednak łączne świadczenia z tytułu utraty pracy miałyby wynosić 2500 zł nawet tylko przez trzy miesiące, to niesie to ryzyko wypychania ludzi na bezrobocie – ocenia. Zwłaszcza w przypadku słabiej płatnych zajęć – firma, która musi płacić pracownikowi płacę minimalna, chętnie „przesunie" ten obowiązek na państwo.
– Proponowana skala wzrostu zasiłku jest bardzo duża i wymaga dokładnej analizy, której nikt na razie nie przedstawił – zaznaczał Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. – Zasiłek jest bardzo ważnym parametrem dla rynku pracy i pochopne zmienianie jego wielkości na trwałe, poza czas wyjątkowy, psuje system – podkreślał Dudek.
"Rzeczpospolita" szacowała dwa tygodnie temu koszty propozycji prezydenta (która nieco różniła się od tej, o której mówi teraz premier). Wynikało z tych szacuków, że przy założeniu, że pracę w efekcie pandemii straci 1 mln osób, to sam podwyższony zasiłek wyniesie 3,9 mld zł przez trzy miesiące, a jeśli ta sama grupa skorzystałaby z dodatku solidarnościowego, to daje to kolejne 3,6 mld zł. Jeśli podwyższony zasiłek dla bezrobotnych miałby być wypłacalny dla miliona osób przez rok, to daje to 15,6 mld zł.