Rz: Od kilku lat bada pan top menedżerów, a zwłaszcza ich niepowodzenia. Co jest głównym powodem porażek doświadczonych i cenionych wcześniej szefów?
Sydney Finkelstein: Tak naprawdę nie ma jednej przyczyny, której można by przypisać błędy popełniane przez menedżerów. W mojej książce „Why Smart Executives Fail" („Dlaczego zdolni szefowie ponoszą klęskę") podkreślam, że błędy wynikają m.in. z porażek sposobu myślenia menedżerów, z ich mechanizmów obronnych oraz oderwania od rzeczywistości.
Poważnym problemem jest mentalność. Szefowie często kierują swe firmy na manowce albo nie potrafią ich zrestrukturyzować we właściwy sposób, ponieważ popełnili zasadniczy błąd w sposobie myślenia o szansach i wyzwaniach, przed którymi stoi ich biznes. Dodatkowo ryzyko porażki rośnie, jeśli menedżer ignoruje problemy i nie zadaje trudnych pytań.
Czy są jakieś kulturowe różnice w działaniach złych szefów?
Jedną z godnych uwagi prawidłowości, które odkryliśmy po latach analiz niepowodzeń firm, jest fakt, że niezależnie od kraju u podstaw pojawiają się te same problemy. Tak więc japońskie firmy miały całą serię źle zarządzanych kryzysów związanych z defektami swych produktów, jak np. Snow Brands w wyrobach mleczarskich czy Toyota w autach. Jeśli jednak przyjrzymy się ich zarządom, a zwłaszcza prezesom, to się okazuje, że w kryzysie reagują niezwykle podobnie jak brytyjskie BP czy niemieckie Audi. Tak więc, choć między krajami występują istotne różnice kulturowe, to w podstawowych przyczynach spektakularnych klęsk jest więcej podobieństw. Głównie dlatego, że są to ludzkie błędy, często wynikające z uprzedzeń w podejmowaniu decyzji.
Co powinny robić firmy, by unikać kosztownych porażek oraz błędnych decyzji swych szefów?
W moich badaniach podałem pięć ostrzegawczych sygnałów, które warto wychwytywać. Po pierwsze, klęską są zagrożone firmy, które w pewnym okresie szły od sukcesu do sukcesu i oderwały się od rzeczywistości, popadając w pułapkę złudnego przekonania o swej przewadze. Po drugie, firmy, które odnoszą sukcesy, są zachętą dla konkurentów, by weszli na ten sam rynek. Jeśli nie ma dużych barier, to ryzyko utraty części rynkowych udziałów jest spore. Po trzecie, sukces rodzi arogancję. Dlatego też firmy i szefowie powinni się zmuszać do krytycznego myślenia i stawiania trudnych pytań. Po czwarte, zyskowne firmy niekiedy tracą czujność i wystawiają się na cios. Zyski nie uchronią ich jednak przed podążaniem prosto w oko cyklonu. Na koniec, po piąte, trzeba pamiętać, że trudno na dłużej utrzymać się na fali sukcesu. Zarząd nie może się więc pogrążyć w stagnacji. Musi stale na nowo myśleć nad swoimi planami biznesowymi i je oceniać.
Od trzech lat publikuje pan co roku listy pięciu najgorszych prezesów. Jakie są główne kryteria ich wyboru?
Przede wszystkim wyniki. Biorę pod uwagę, czy firma zanotowała gwałtowne pogorszenie głównych wskaźników finansowych, notowań akcji albo udziałów w rynku i jak to wygląda na tle konkurencji. Badam też decyzje albo brak decyzji szefa – do jakiego stopnia był odpowiedzialny za załamanie, czy robił wszystko, co powinien, czy dostrzegł zmiany rynkowe oraz jak się do nich dostosowywał; czy w swoich działaniach nie naruszał zasady corporate governance. Liczy się też znaczenie firmy, jej pozycja w biznesie i wpływ na codzienne życie. Co roku bierzemy pod uwagę 10–15 kandydatów i na podstawie tych kryteriów wybieramy pięcioro najgorszych.
Jak to się dzieje, że tak chwaleni i podziwiani kiedyś prezesi jak Andrea Jung z Avonu czy Mark Pincus z Zyngi trafiają na tę listę?
Najgorsi szefowie mają kilka wspólnych cech. W większości przypadków pozwalają, by firmą zawładnęły arogancja i samozadowolenie. Tak jak umieszczeni na liście w 2011 r. szefowie Research in Motion, producenta Blackberry. Nic sobie nie robili z ofensywy iPhone'a i Google Android. To jest arogancja. Z kolei wśród szefów z najnowszej listy, z 2012 roku, są trzy główne podobieństwa. Po pierwsze, nie byli w stanie dostosować się do zmieniających się warunków biznesowych. To przypadek Andrei Yung, Rodriga Rato, byłego prezesa Bankia, i Briana Dunna w Best Buy. Po drugie, nie potrafili oddzielić spraw służbowych od prywatnych. W publicznej spółce, gdzie prezes odpowiada przed akcjonariuszami, może to być przyczyną poważnych kłopotów. Potwierdza to przykład Marka Pinucusa, Briana Dunna i Aubreya McClendona, prezesa Chesapeake Energy. Po trzecie, błędem jest przesadna wiara we własne umiejętności, która zmniejsza skuteczność lidera. Jej przykładem jest cała piątka z ubiegłorocznej listy.
Jak wynika z badań, średni staż na fotelu prezesa wyraźnie się skrócił w minionym dziesięcioleciu. Czy to oznacza, że mamy teraz więcej złych szefów niż kiedyś?
W rzeczywistości dzisiejsi top menedżerowie są dziś często, choć nie zawsze, lepiej wykwalifikowani niż ich poprzednicy. To przede wszystkim zasługa globalizacji rynku talentów menedżerskich. Na czele japońskich firm mieliśmy prezesów z USA i Wielkiej Brytanii, a z kolei menedżerowie z Indii kierują spółkami w USA. Przy większej puli talentów, która nadal będzie rosnąć, wraz z otwieraniem się chińskiej gospodarki, jest logiczne, że umiejętności top menedżerów będą się poprawiać. Ale będą rosły też wymagania wobec nich...
Jakie kluczowe umiejętności powinien dziś mieć menedżer, by odnieść sukces w obecnych warunkach?
Szczerze wierzę, że najważniejszą cechą wspaniałych menedżerów jest umiejętność dostosowywania się do zmian w czasie rzeczywistym. Jest mnóstwo powodów, dla których szefowie i firmy, którymi kierują, mogą uznać, że lepiej trzymać się status quo. Jednak najlepsi liderzy rozumieją, że zmiana to nie tylko rzeczywistość, ale i konieczność. Umiejętność przystosowania się do nieoczekiwanych wydarzeń jest znakiem firmowym najlepszych menedżerów.