Dyrektywa wprowadza więcej elastyczności i więcej czasu na opiekę nad dziećmi dla pracujących rodziców. Porozumienie przewiduje jako standard w Europie minimalny urlop dla ojców po narodzinach dziecka, wynoszący dziesięć dni i płatny w wysokości wynagrodzenia jak za okres podczas zwolnienia chorobowego.

Proponowane nowe przepisy wzmacniają ponadto istniejące już prawo do czteromiesięcznego urlopu rodzicielskiego przez uczynienie z dwumiesięcznego urlopu prawa, którego nie można przenieść na drugiego rodzica, i wprowadzenie wynagrodzenia za ten dwumiesięczny urlop w wysokości, która zostanie określona przez państwa członkowskie. Obecnie nie można przenieść jednego miesiąca i nie ma żadnych wymogów dotyczących wynagrodzenia.

Obawy Polski

Nowością jest prawo pracownicze dające pracownikowi możliwość wzięcia rocznie pięciu dni urlopu opiekuńczego na mieszkającą z nim bliską osobę. Nowe przepisy wzmacniają ponadto prawo rodziców i opiekunów do ubiegania się o bardziej elastyczną organizację pracy. Nie ma obowiązku uwzględnienia takich wniosków przez pracodawcę, ale Komisja Europejska uważa, że samo prawo do wnioskowania przyczyni się do wprowadzenia tematu do dyskusji między pracodawcą i pracownikiem. I w przyszłości pracodawcy mogą chętniej godzić się na większą elastyczność form pracy wobec osób, które wychowują dzieci.

W trakcie prac nad dyrektywą przeciw były Holandia i Dania, wstrzymała się Polska i Węgry. Dla Polski głównym problemem jest urlop rodzicielski, bo nowe wytyczne zupełnie nie pasują do istniejącego obecnie systemu.

Według teraz obowiązującej unijnej dyrektywy urlop rodzicielski ma wynosić minimum cztery miesiące na rodzica, jest bezpłatny i jeden miesiąc nie może być przeniesiony na drugiego rodzica. W Polsce te wymogi spełnia urlop wychowawczy, który wynosi 36 miesięcy, z czego miesiąca nie można przenieść. Jednak istnieje też urlop rodzicielski, który jest płatny i wynosi do 32 tygodni. Teoretycznie można by go uznać za wypełnienie nowych wymogów unijnych, ale jest jeden problem. Po pierwsze, polskie przepisy nic nie mówią o nieprzenoszeniu części tego urlopu. Po drugie, musi on być przynajmniej rozpoczęty tuż po urlopie macierzyńskim i ojcowskim. Tymczasem nowa dyrektywa przewiduje, że urlop rodzicielski może być wykorzystany w dowolnym momencie do ukończenia przez dziecko ósmego roku życia.

Rada osłabia dyrektywę

Ambicje Komisji Europejskiej zostały nieco osłabione w trakcie prac nad dyrektywą. Jej projekt został przedstawiony w kwietniu 2017 roku i potem był przedmiotem prac w Parlamencie Europejskim i unijnej Radzie.

Szczególnie ta druga instytucja, reprezentująca państwa członkowskie, osłabiła dyrektywę. Po pierwsze, z powodów finansowych. Bo wymogi wprowadzane przez nową dyrektywę mają konsekwencje dla budżetu państwa.

I tak początkowo proponowano, żeby cały czteromiesięczny okres urlopu rodzicielskiego był płatny na poziomie przynajmniej chorobowego. Ostatecznie stanęło na dwóch miesiącach i mowa o „adekwatnym wynagrodzeniu". Podobnie wynagrodzenie na poziomie chorobowego przewidziane było również dla urlopu opiekuńczego. Ostatecznie dyrektywa w ogóle tej kwestii nie reguluje.

Trzy lata na wprowadzenie

Drugim problemem dla niektórych państw członkowskich była – ich zdaniem – nadmierna ingerencja UE w sprawy organizacji życia rodzinnego. Chodziło zwłaszcza o minimalny urlop tacierzyński oraz zwiększenie tej części urlopu rodzicielskiego, która nie może być przeniesiona z jednego rodzica na drugiego. Komisja początkowo proponowała, żeby całość, czyli cztery miesiące, były nieprzenoszalne. Ostatecznie stanęło na dwóch miesiącach.

Dyrektywa została uzgodniona w tzw. trilogu, czyli negocjacjach między Parlamentem Europejskim, Radą i Komisją. Musi być jeszcze formalnie poddana pod głosowanie przez dwie pierwsze instytucje, ale wiadomo, że porozumienie w trilogu nie jest już potem zmieniane.

Państwa członkowskie dostaną trzy lata na jej wprowadzenie w życie. Przewidziane standardy są minimalne: ustawodawcy krajowi mogą uczynić je bardziej ambitnymi.