Rzeczpospolita: Donald Tusk apelował w weekend o jedność liderów obozu rządzącego i opozycji przed setną rocznicą odzyskania niepodległości. Czy to sygnał, że były premier chce wrócić do krajowej polityki?

Prof. Adam Grzegorczyk: Myślę, że Donald Tusk już wrócił na arenę polskiej polityki. I widać to nie tylko w jego komentarzu dotyczącym jedności Polaków przed Świętem Niepodległości, ale także w jego zaangażowaniu w samorządową kampanię wyborczą. Jednoznaczne udzielanie poparcia dla konkretnych kandydatów jest dla mnie wystarczającym dowodem na powrót Donalda Tuska. Przypuszczam, że taką samą funkcję będzie pełnił w kolejnych głosowaniach – zaplanowanych na przyszły rok wyborach europejskich i parlamentarnych.

A może założy wkrótce nową partię?

Nie sądzę, żeby dążył do budowania alternatywnej formacji. Po temu nie ma na dziś ani możliwości, ani nie ma w ogóle takiej potrzeby. Najważniejsze będzie dla niego to, aby w przyszłym parlamencie ukształtować odpowiednią większość dla ewentualnej współpracy z prezydentem. Bo dla mnie to oczywiste, że Donald Tusk będzie kandydował w wyborach prezydenckich w 2020 roku. I wcale nie musi też startować z ramienia konkretnej partii. Wręcz przeciwnie – w mojej ocenie będzie kandydatem ponadpartyjnym.

Dlatego mówił o jedności Polaków przed obchodami Święta Niepodległości?

To nawoływanie do jedności ze strony Donalda Tuska jest elementem bardzo trafnie dobranej narracji. Z jednej strony, wyraźnie odwołuje się tu do zjednoczenia wszystkich Polaków może różniących się poglądami, ale wciąż związanych tą wyjątkową uroczystością. Ale z drugiej strony jedność przewija się także w kontekście europejskim. Konflikty, w które Prawo i Sprawiedliwość, rząd i prezydent wchodzą na polu europejskim, dają korzystny kontrapunkt dla Donalda Tuska, który gromadzi wokół siebie tych, dla których Unia Europejska, jej istnienie i wspólnotowość są ważne. Zwłaszcza kiedy powtarzane są obawy przed rozpadem UE czy też przed ewentualnym wyjściem Polski z jej struktur.

—rozmawiała Katarzyna Płachta