W poniedziałek wojsko w Birmie (Mjanmie) przejęło władzę, zatrzymując m.in. Aung San Suu Kyi. Państwa zachodnie potępiły działania birmańskiej armii.
Policja poinformowała sąd, że w czasie przeszukania domu 75-letniej laureatki pokojowego Nobla znalezione zostały radiotelefony typu walkie-talkie, które miały być sprowadzone nielegalnie i używane bez pozwolenia.
Z dokumentów, o których pisze agencja Reutera wynika, że policja złożyła wniosek o zatrzymanie Aung San Suu Kyi "w celu przesłuchania świadków, zgromadzenia dowodów i zasięgnięcia porady prawnej po przesłuchaniu oskarżonej".
Według innego dokumentu policja postawiła także zarzuty obalonemu prezydentowi. Win Myint został oskarżony o przestępstwa na mocy ustawy o zarządzaniu sytuacjami nadzwyczajnymi.
W reakcji na wydarzenia w Birmie prezydent USA Joe Biden zagroził przywróceniem sankcji wobec tego kraju. Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres nazwał rozwój sytuacji w Birmie "poważnym ciosem dla reform demokratycznych".
Wojsko zarzuca rządzącej krajem Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) sfałszowanie wyborów z listopada, w których NLD zdobyła 83 proc. głosów. Według przedstawicieli armii w czasie wyborów doszło do 10,5 mln przypadków nieprawidłowości.
Po aresztowaniu Aung San Suu Kyi armia przekazała władzę głównodowodzącemu, gen. Min Aung Hlaingowi. W kraju wprowadzono stan wyjątkowy, który ma trwać rok.
Min Aung Hlaing obiecuje Birmańczykom wolne i uczciwe wybory i przekazanie władzy zwycięskiej w nich partii.