Niebawem do Sejmu ma trafić zapowiadany przez minister ds. walki z korupcją projekt ustawy antykorupcyjnej. „Dziennik” napisał, że Julia Pitera chce, by oświadczenia majątkowe prokuratorów, funkcjonariuszy służb mundurowych, członków gabinetów politycznych, np. ministrów i kierownictwa CBA, były obowiązkowo jawne.
Dziś przepisy różnie traktują osoby sprawujące funkcje publiczne.
Oświadczenie radnego z małej miejscowości jest dostępne w Internecie, a dokument ministra, który nie jest jednocześnie posłem, nie jest ujawniany. Trafia tylko do jego zwierzchnika. Podobnie jest z parlamentarzystami. Ci z Wiejskiej co roku wypełniają oświadczenie, które można przeczytać w Internecie.
Natomiast polscy deputowani w Brukseli co prawda składają oświadczenia, ale nie są one publikowane. Można je przeczytać u marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, do którego trafiają.
Brak spójności między przepisami polskimi i unijnymi sprawia, że marszałek nie zdecydował się umieścić dokumentów w sieci. Choć europosłowie nie mają nic przeciwko temu. – Pomysł, by oświadczenia były publikowane, jest słuszny – ocenia Konrad Szymański, eurodeputowany PiS. – Mogłyby być zamieszczane np. przy naszych profilach na stronie internetowej parlamentu.
Jednak politycy i eksperci wątpią, by samo upublicznianie dokumentów znacząco wpłynęło na walkę z korupcją. – Brakuje narzędzi, by sprawdzać oświadczenia. Są one weryfikowane wyrywkowo lub gdy pojawią się wątpliwości – mówi „Rz” Grażyna Kopińska, dyrektor programu przeciw korupcji w Fundacji im. Stefana Batorego.
– Oświadczenia to pomysł raczej dla ludzi czystych rąk – kpi Franciszek Stefaniuk (PSL), poseł, który od kilku kadencji zasiada w Sejmowej Komisji Etyki badającej oświadczenia majątkowe parlamentarzystów. – To deklaracja polityka, która trafia do wiadomości publicznej, ale Sejm nie ma właściwie żadnych możliwości, by ją sprawdzić.
Dotyczy to niemal wszystkich instytucji, w których politycy i urzędnicy składają przełożonym informacje o stanie majątku. – Julia Pitera powinna przede wszystkim rozwiązać właśnie ten problem – uważa Ryszard Kalisz, były minister spraw wewnętrznych i administracji w rządzie SLD. – Doświadczenie blisko ośmiu lat istnienia oświadczeń pokazuje, że samo wypisywanie danych nie załatwia sprawy.
W rzeczywistości zweryfikować, czy dane zawarte w oświadczeniu są prawdziwe, mogą służby skarbowe i organa ścigania.
– Upublicznianie informacji to dobry kierunek, ale najważniejsze, by wskazać w projekcie konkretnie, kto i w jakim terminie ma obowiązek zweryfikowania tych informacji na podstawie dostarczonej przez polityka deklaracji PIT. Projekt powinien też wskazać w urzędach komórki odpowiedzialne za taką weryfikację – mówi Grażyna Kopińska. I przyznaje: – To gigantyczne przedsięwzięcie.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: d.kolakowska@rp.pl