Chodzi o rezygnację z organizowania wyjazdowych posiedzeń komisji. Gdy kilka z nich zakończyło się pijackimi popisami i kompromitującymi zdjęciami na pierwszych stronach tabloidów, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zasugerował szefom komisji, by zrezygnować z posiedzeń wyjazdowych.
I rzeczywiście, ostatnie takie posiedzenie Komisja Ochrony Środowiska odbyła na wiosnę. Jak się okazuje w praktyce, rezygnacja z komisyjnych wyjazdów jest czysto teoretyczna. Tak naprawdę zmieniła się tylko... ich nazwa. Wyjazdy zostały bowiem zastąpione wizytacjami. Posłowie i tak spotykają się zaś poza Warszawą.
Z pierwszą wizytacją posłowie z Sejmowej Komisji Rolnictwa jutro udają się w okolice Bydgoszczy. Przez dwa dni będą obserwować, jak postępuje realizacja programu pomocy dla gospodarstw dotkniętych suszą.
Czym różni się wizytacja od posiedzenia wyjazdowego?
– Dla mnie to kompletny absurd. Tak samo wyjeżdżamy i tak samo śpimy w hotelu nad Zalewem Koronowskim. Jedyna różnica polega na tym, że nie jest to oficjalne posiedzenie, więc nie będzie dokumentowane – irytuje się Wojciech Mojzesowicz z PiS, wiceprzewodniczący komisji. To on był też jednym z pomysłodawców wyjazdu. – Sprawa jest poważna, a robi się z tego przedszkole – Mojzesowicz ma za złe marszałkowi Komorowskiemu, że traktuje posłów jak dzieci.
Jerzy Smoliński, rzecznik Bronisława Komorowskiego, nie zgadza się z tym zarzutem. – To nie marszałek, ale całe Prezydium Sejmu wyraża zgodę na posiedzenie wyjazdowe – tłumaczy.
Z brakiem zgody nie dyskutuje jednak szef komisji Leszek Korzeniowski z PO. – Posiedzenia wyjazdowe źle się kojarzą i budzą emocje u niektórych mediów. Żeby się tym nie ekscytowały, postanowiliśmy zmienić formułę – wyjaśnia.
Czy jego zdaniem pozwoli to uniknąć biesiad opisywanych potem szeroko w brukowej prasie. – Ja jadę na jeden dzień – mówi.
Romuald Ajchler (SLD) na wizytację w ogóle się nie wybiera. – Bawi mnie ta sprawa, ale uważam, że wyjazd miałby sens, gdyby skutki suszy można było obserwować na polu. Teraz więcej można zrobić w Sejmie – uważa.
Propozycja całkowitej likwidacji możliwości odbywania przez komisje posiedzeń wyjazdowych znajdowała się w przygotowanym przez marszałka Sejmu projekcie zmian w regulaminie. Nie uzyskała jednak akceptacji Klubu PO.
– Bywało, że ta formuła była nadużywana, ale teraz widać, że popadamy ze skrajności w skrajność, a tu trzeba znaleźć jakiś środek – tak przypadek Komisji Rolnictwa komentuje Jerzy Budnik (PO), szef Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: k.manys@rp.pl