Nowak, który z powodu niewpisania do oświadczenia majątkowego cennego zegarka złożył dymisję z funkcji ministra transportu, stawił się dzisiaj w warszawskiej prokuraturze. Przesłuchano go w charakterze podejrzanego.
– Poseł nie przyznał się do zarzutów oraz skorzystał z przysługującego mu uprawnienia do odmowy składania wyjaśnień – poinformowała prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska.
Polityk zapewnił dziennikarzy, że już wcześniej wyjaśnił całą sprawę prokuratorom.
– Liczę na to, że sprawa szybko trafi do niezawisłego sądu i to tam dowiodę swojej niewinności, bo całe szczęście w Polsce to sądy, a nie prokuratura, wydają wyroki – przekonywał i poprosił, by media używały jego pełnego nazwiska.
Za przestępstwo, które zarzuca Nowakowi prokuratura, grozi kara do trzech lat więzienia.
Problemy szefa pomorskiej PO zaczęły się od publikacji w tygodniku „Wprost". Gazeta opisała zamiłowanie ówczesnego ministra do luksusowych zegarków. On sam stwierdził wtedy, że wymienia się nimi z byłym działaczem PO, dziś działającym w biznesie Piotrem Wawrzynowiczem.
Po publikacjach na ten temat doniesienie do prokuratury złożył poseł Solidarnej Polski Andrzej Romanek. Sprawę badało CBA. Nowak i kilka innych osób zostali przesłuchani w charakterze świadków.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Śledczy ustalili, że tylko jeden z zegarków ministra przekroczył wartość 10 tys. zł i powinien być wpisany do oświadczenia majątkowego. Miał on być prezentem od żony i rodziców na 35. urodziny polityka. Według zeznań miał go kupić Wawrzynowicz, któremu Nowak przekazał gotówkę zebraną przez rodzinę.
W ocenie prokuratury Nowak mógł nie wpisać zegarka do oświadczenia świadomie. Przed publikacją „Wprost" z ministrem skontaktował się dziennikarz „Super Expressu". Nowak obiecał wtedy redaktorowi naczelnemu tabloidu Sławomirowi Jastrzębowskiemu, że uzupełni oświadczenie, a gazeta to opisze.
Prokuratorzy badali też sprawę samochodu, którego nie zgłosił minister. Uznali jednak, że ponieważ został wzięty w leasing, należy do banku i dlatego nie musiał być wpisany do oświadczenia.