Skrajnie prawicowy izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gvir od dawna wykorzystuje media społecznościowe do demonstracyjnego pokazywania swojej polityki wobec Palestyńczyków. Publikował nagrania, na których drwił z palestyńskich więźniów, groził jednemu z najbardziej znanych z nich, a także pokazywał aktywistów z flotylli zmierzającej do Strefy Gazy, związanych i leżących na podłodze. Otwarcie chwalił się również forsowaniem przepisów rozszerzających możliwość stosowania kary śmierci wobec Palestyńczyków skazanych za terroryzm.

Jak informuje CNN, wraz ze zbliżającymi się wyborami jego przekaz staje się jednak jeszcze bardziej radykalny. W najnowszym spocie wyborczym wygenerowanym przy użyciu sztucznej inteligencji pokazano szeregi palestyńskich więźniów w brązowych uniformach, przesuwających się na taśmie transportowej do ogrodzonego kompleksu z wieżami strażniczymi. Na początku więźniowie wyglądają na dobrze odżywionych, a po przejściu przez przypominającą przemysłową linię „obróbki” są wyraźnie chudsi i wyniszczeni. Nagranie opatrzono hasłem: „Obiecaliśmy – dostarczyliśmy”. Film został usunięty z konta Bena Gvira na platformie X po zdobyciu ponad 4 mln wyświetleń.

Czytaj więcej

Izraelski minister chce „celowanych zabójstw” w Gazie. „30–40 osób każdej nocy”

Minister od dawna domaga się pogorszenia warunków, w jakich przetrzymywani są palestyńscy więźniowie skazani za przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu Izraela, do „minimum wymaganego przez prawo”.

Itamar Ben Gvir i Bezalel Smotrich zaostrzają przekaz przed wyborami w Izraelu

Ben Gvir jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli izraelskiej skrajnej prawicy. Jako minister bezpieczeństwa narodowego odpowiada za policję i więziennictwo, a jego polityka stała się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów wizerunku obecnego izraelskiego rządu za granicą.

Do wyborów pozostały dwa miesiące, a po prawej stronie izraelskiej sceny politycznej robi się coraz tłoczniej. O tę samą, ograniczoną grupę wyborców walczy kilka niewielkich ugrupowań. Aby się wyróżnić, ich liderzy sięgają po coraz ostrzejszą retorykę i przedstawiają coraz bardziej radykalne wizje państwa.

Skrajna prawica odgrywa dziś kluczową rolę w izraelskiej polityce i jest jednym z filarów koalicji premiera Benjamina Netanjahu. Aby wejść do Knesetu, ugrupowanie musi zdobyć co najmniej 3,25 proc. głosów. Partie, które nie przekroczą tego progu, nie uzyskają mandatów, a oddane na nie głosy nie przełożą się na miejsca w parlamencie.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Haniebne milczenie Unii Europejskiej po słowach Ben-Gwira

Ta wyborcza arytmetyka zaostrza rywalizację o prawicowy elektorat i skłania polityków do zajmowania coraz twardszych stanowisk.

Minister finansów Bezalel Smotrich wielokrotnie celebrował rozbudowę izraelskich osiedli na okupowanym Zachodnim Brzegu i otwarcie mówił, że prowadzi ona do przekreślenia możliwości powstania państwa palestyńskiego.

Jednym z głównych haseł jego kampanii jest „Tak. Judaizujmy!”. Plan zakłada zmianę struktury demograficznej Negewu i Galilei, gdzie mieszka duża społeczność arabska. Smotrich chce wykorzystać rozwiązania stosowane na Zachodnim Brzegu: sprowadzić na te tereny milion dodatkowych żydowskich mieszkańców oraz utworzyć około 40 nowych miejscowości i kilkadziesiąt pojedynczych gospodarstw.

Benjamin Netanjahu obawia się rozdrobnienia skrajnej prawicy i utraty głosów

Na prawicy pojawił się także Ofer Winter, emerytowany generał brygady, który niedawno utworzył partię Am Israel Shelcha – „Twój Lud Izraela”. Winter cieszy się popularnością w środowiskach religijnego syjonizmu. Podczas inauguracji ugrupowania pod koniec sierpnia mówił: „Nigdy nie będzie tu państwa palestyńskiego. Rozwiązanie w Strefie Gazy jest proste – emigracja”.

Numerem dwa na liście jego partii został Joseph Haddad, arabski chrześcijanin, proizraelski aktywista znany z ostrych wystąpień publicznych. Haddad zapowiedział, że chce zostać ministrem dyplomacji publicznej w przyszłym rządzie i pierwszym arabskim członkiem izraelskiego gabinetu bezpieczeństwa.

– Nadszedł czas, aby społeczność arabska miała przedstawicieli, którzy pracują dla niej, a nie dla Gazy, Dżeninu i Ramallah. Gardzę nimi – powiedział.

Czytaj więcej

Na Zachodnim Brzegu powstaną kolejne osiedla. „Kontynuujemy budowę Ziemi Izraela w praktyce”

Avi Maoz, lider skrajnie prawicowej partii Noam, występował przeciwko paradom równości w Jerozolimie, sekularyzmowi i feminizmowi. Sondaże nie dają jego ugrupowaniu większych szans na samodzielne przekroczenie progu wyborczego.

Podobna sytuacja dotyczy partii Zehut, czyli „Tożsamość”, Moszego Feiglina. Doświadczony prawicowy polityk, w przeszłości związany również z Likudem Netanjahu, opowiada się za zniszczeniem Strefy Gazy i „dobrowolną” emigracją Palestyńczyków do państw trzecich.

– Każde dziecko w Gazie jest wrogiem – powiedział w ubiegłym roku na antenie izraelskiego Kanału 14. – Musimy zająć Gazę i ją zasiedlić, a nie może tam pozostać ani jedno dziecko – dodał.

Czytaj więcej

Izrael bombarduje Strefę Gazy. Minister mówi o konieczności jej okupacji

Dla Benjamina Netanjahu duża liczba niewielkich partii skrajnej prawicy oznacza poważne ryzyko utraty dziesiątek tysięcy głosów. Jeżeli część z nich nie przekroczy progu wyborczego, głosy prawicowego elektoratu mogą nie przełożyć się na mandaty. Premier ostrzegał, że w takim scenariuszu cały prawicowy obóz może stracić większość.

W ostatnich tygodniach Netanjahu kilkakrotnie apelował w nagraniach i wpisach w mediach społecznościowych do Bena Gvira, Smotricha i Wintera, aby połączyli siły i wystartowali jako jeden blok, zamiast rywalizować ze sobą w kilku mniejszych ugrupowaniach.

Jak dotąd jego apele nie przyniosły skutku. Poszczególne partie prowadzą własne kampanie, a walka o tych samych wyborców sprawia, że ich przekaz staje się coraz bardziej radykalny.