Szef czeskiego rządu nie powiedział, jakie konkretnie decyzje w tej sprawie zapadły. Andrej Babisz już wcześniej krytykował fakt, że o kampanii dezinformacyjnej dowiedział się nie od służb, a od dziennikarzy. Z tego powodu w czwartek obradowała Rada Bezpieczeństwa Państwa – organ rządu Republiki Czeskiej, któremu przewodniczy premier.
Część mediów zwróciła uwagę, że powodem braku szybkiej informacji jest likwidacja urzędu do spraw komunikacji strategicznej, działającego w kancelarii premiera. – Nie potrzebujemy żadnego wydziału ds. komunikacji strategicznej, mamy tu służby, które mają pracować dla państwa, dla ludzi, w interesie państwa oraz zwalczać korupcję – powiedział Babisz.
Czytaj więcej
Wyznaczone cele zostały zrealizowane - mówi o wizycie dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie prezydent Litwy Gitanas Nauseda. Nauseda oświadczył...
Fałszywe doniesienia na temat stosunków polsko-czeskich
Dezinformację, polegającą na próbie wywołania wrażenia, że Polska zwiększyła presję na przejęcie części terytorium Czech, próbowano wywołać między innymi za pomocą sfałszowanego profilu czeskiego ambasadora w Polsce lub sfałszowanej strony internetowej Czeskiego Radia. Babisz określił całą sprawę mianem „pseudoafery”. – Większość obywateli nawet nie wie, o co chodzi – zauważył i dodał, że „obywatele nie są głupi i wiedzą, że Czechy mają dobre stosunki z Polską”.
Kwestia długu terytorialnego wynika z umowy z 1958 r., na mocy której wytyczono granicę między ówczesną Czechosłowacją a Polską, skracając ją o 80 kilometrów. Z tym wiązało się 85 większych i mniejszych zmian przebiegu linii granicznej. Kiedy porównano zyski i straty terytorialne obu państw, okazało się, że Czechosłowacja zyskała dodatkowo ok. 368 hektarów. Ministrowie spraw zagranicznych rozmawiają o długu granicznym od 1992 r. W lutym tego roku sprawę omawiał w Warszawie minister spraw zagranicznych Petr Macinka, który zapowiedział, że rozwiązaniem ma być wspólny projekt dotyczący ochrony przeciwpowodziowej.