Prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określaną jako „lex szarlatan”. Prezydent nie podpisał nowych przepisów, ale również ich nie zawetował. Oznacza to, że ich wejście w życie będzie zależało od rozstrzygnięcia TK.

Decyzję prezydenta bardzo ostro ocenia prof. Krzysztof Simon, specjalista chorób zakaźnych.

– Już abstrahując od tego, czy „lex szarlatan” było idealną ustawą, czy nie, prace legislacyjne nad tym projektem trwały długo i był to konsensus różnych ugrupowań politycznych. Teraz wszystko przepadło – z punktu widzenia pacjenta i lekarza to dramat – powiedział w rozmowie z Medonetem.

Krzysztof Simon o skierowaniu „lex szarlatan” do Trybunału Konstytucyjnego

Problemem jest również to, że Trybunał Konstytucyjny nie ma określonego terminu na rozpatrzenie wniosku prezydenta. Na wyrok można więc czekać miesiącami.

– Przecież Trybunał Konstytucyjny jest zablokowany – zgromadzenia ogólne sędziów są zrywane z powodu braku kworum. To instytucja, która w ogóle nie działa – absurd! – ocenił Simon.

Czytaj więcej

Prezydent zdecydował: „Lex szarlatan” trafi do Trybunału Konstytucyjnego

Lekarz krytycznie odniósł się również do zapowiedzi Karola Nawrockiego, że prezydent przedstawi własne rozwiązania dotyczące problemu pseudomedycyny.

– Prezydent nie ma zastępować rządu – takich prerogatyw nie ma – powiedział Medonetowi.

W rozmowie pojawiła się także kwestia wizyty Jerzego Zięby, znanego propagatora medycyny alternatywnej, w Kancelarii Prezydenta. Zięba złożył tam petycję przeciwko „lex szarlatan”.

Czytaj więcej

Zuzanna Świerczek: Prezydent ma czas. Pacjenci w rękach szarlatanów – nie

– Nie wiem, ale już samo wpuszczenie pana „Z” do Kancelarii Prezydenta to obraza myślących ludzi w tym kraju, w tym przyzwoitych lekarzy, przyzwoitych pielęgniarek i położnych, przyzwoitych diagnostów laboratoryjnych, przyzwoitych fizjoterapeutów, przyzwoitych ratowników medycznych, przyzwoitych farmaceutów i fitoterapeutów – powiedział Simon, pytany, czy ta wizyta mogła mieć wpływ na decyzję prezydenta.

Krzysztof Simon o biorezonansie i leczeniu boreliozy

Simon przekonywał, że problem nieuczciwych i niemających naukowych podstaw terapii nie jest w Polsce marginalny. Jako jeden z najbardziej rażących przykładów wskazuje biorezonans.

– Tym, co drażni mnie najbardziej, jest biorezonans – przychodzi pacjent już po „takiej diagnostyce” przekonany, że jest ciężko chory. I zaczyna się: oko, ucho, gardło, płuca, wątroba... – mówił.

Czytaj więcej

Dezinformacja medyczna jest coraz trudniejsza do zatrzymania

– Proszę pana, przy takiej liczbie chorób, które u pana zdiagnozowano, człowiek nie ma prawa żyć! (...) Tylko że takiego badania nie ma w medycynie w ogóle! – podkreślił.

Lekarz wskazał także na stosowanie wielomiesięcznej lub wieloletniej antybiotykoterapii u osób przekonanych, że cierpią na „przewlekłą boreliozę”. Według niego takie leczenie nie ma uzasadnienia naukowego i może doprowadzić m.in. do uszkodzenia wątroby, trzustki, jelit czy nerek oraz zwiększać problem antybiotykooporności.

Czytaj więcej

Rzecznik Praw Pacjenta: Nie ma dziś obszaru medycyny wolnego od pseudoterapii

Simon przywołał również przypadek pacjentki, która przez pięć lat przyjmowała cyklicznie doksycyklinę z powodu błędnie rozpoznanej boreliozy.

– W efekcie kobieta skończyła z ciężkim nieodwracalnym uszkodzeniem wątroby. Moim zdaniem to sprawa kryminalna, ale takich pacjentów jest bardzo wielu – stwierdził.