15 lipca, w dniu rozpoczęcia dorocznych Targów Książki w Hongkongu, funkcjonariusze zajmujący się bezpieczeństwem narodowym przeszukali dwie niezależne księgarnie – Greenfield Bookstore oraz Have a Nice Stay. Zatrzymano pięć osób podejrzanych o działalność wywrotową. Zostały później zwolnione za kaucją.

Pod koniec lipca Greenfield poinformowała w mediach społecznościowych, że po wygaśnięciu umowy najmu zakończy działalność.

„Nasz sklep zostanie zamknięty po wygaśnięciu umowy najmu. Dziękujemy, że przez 50 lat od naszego otwarcia byliście z nami na dobre i na złe” – napisano. Była to trzecia niezależna księgarnia, która w ciągu miesiąca zdecydowała o zamknięciu.

Czytaj więcej

BookTok fetyszyzuje czytanie w dużych ilościach. Emocje zamiast jakości

Wcześniej, 24 czerwca, policja przeszukała Hunter Bookstore, księgarnię założoną cztery lata temu przez byłą radną. 33-letnia właścicielka Letitia Wong i 32-letni mężczyzna zostali zatrzymani pod zarzutem działalności wywrotowej oraz prania pieniędzy. Oboje nie przyznają się do winy i zostali zwolnieni za kaucją.

W marcu zatrzymano również właściciela Book Punch oraz trzech pracowników tej księgarni. Postawiono im podobne zarzuty. Według doniesień funkcjonariusze skonfiskowali także egzemplarze biografii Jimmy’ego Laia, uwięzionego działacza prodemokratycznego, przedsiębiorcy i założyciela gazety „Apple Daily”.

Czytelnicy z Chin przyjeżdżają po niedostępne książki

Niezależne księgarnie w Hongkongu od lat przyciągają nie tylko mieszkańców miasta. Przyjeżdżają do nich również czytelnicy z Chin kontynentalnych, poszukujący książek niedostępnych lub trudno dostępnych w ich kraju.

Jedną z nich jest 23-letnia Chen Zhu z Kantonu, która odwiedza Hunter Bookstore niemal za każdym razem, gdy przyjeżdża do Hongkongu. Księgarnia zasłynęła ze sprzedaży pozycji uznawanych przez chińskie władze za wrażliwe politycznie. Na półkach można znaleźć m.in. książki poświęcone działaczom prodemokratycznym z Hongkongu, „Folwark zwierzęcy” George’a Orwella czy mangę „Atak Tytanów” Hajime Isayamy.

Dla Zhu podróż do Hongkongu jest możliwością znalezienia się w innym, bardziej swobodnym świecie, w którym może szukać odpowiedzi na pytania, o których trudno dyskutować w Chinach kontynentalnych. Gdy dowiedziała się o policyjnym przeszukaniu Hunter Bookstore, rozpłakała się.

– Byłam zdruzgotana – powiedziała BBC.

Czytaj więcej

Tysiące bogatych Chińczyków chcą opuścić ojczyznę. Czy Pekin im pozwoli?

Hongkong przez lata upamiętniał ofiary wydarzeń na placu Tiananmen podczas corocznych czuwań. Po wprowadzeniu nowych przepisów zgromadzenia te stopniowo jednak zniknęły.

Po wielkich protestach prodemokratycznych w 2019 r. w Hongkongu nastąpił rozwój niezależnych księgarń. Ich sytuacja zaczęła się jednak pogarszać wraz z zaostrzaniem przez Pekin kontroli nad miastem.

Chińskie władze przekonują, że szeroko zakrojone przepisy o bezpieczeństwie narodowym są konieczne dla zapewnienia stabilności. Wielu mieszkańców Hongkongu i organizacji broniących praw człowieka uważa jednak, że doprowadziły one do ograniczenia wolności słowa. W ostatnich latach miasto opuściły tysiące osób, w tym działacze i byli parlamentarzyści, a nowe przepisy dotyczące bezpieczeństwa doprowadziły do licznych zatrzymań i wyroków.

„Kupno książki stało się cichą formą oporu”

Zhu mówi, że książki i wydarzenia organizowane przez niezależne księgarnie pozwalają jej poczuć, że znalazła się w miejscu, w którym istnieje „przynajmniej odrobina wolności słowa”.

– Zostawiłeś Chiny kontynentalne za sobą. Oczywiście wiesz, że ta wolność ma swoje granice. Ale to wciąż lepsze niż niemożność powiedzenia czegokolwiek – mówi.

Według Zhu granice tej wolności stają się jednak coraz bardziej widoczne. Twierdzi, że w Hongkongu coraz częściej spotyka przedstawicieli władz. Podczas jednego z wydarzeń w księgarni pojawili się urzędnicy.

– Po prostu siedzieli tam i słuchali razem z nami – wspomina.

Czytaj więcej

Miliarder z Hongkongu może trafić za kratki na resztę życia. Sąd: mózg spisków

Anonimowy księgarz powiedział BBC, że działania władz nie ograniczają się do placówek jednoznacznie kojarzonych z tematyką polityczną. Jako przykłady wskazał Luck Win Bookstore i Elmbook, które – jak podkreślił – zawsze działały bardzo dyskretnie.

Przed tegorocznymi targami książki obie placówki zostały skrytykowane przez „Wen Wei Po”, gazetę kontrolowaną przez pekińskie biuro łącznikowe w Hongkongu. Zarzucono im sprzedaż książek promujących „miękki opór”.

Jeden z rozmówców BBC wspomina, że podobny proces wcześniej nastąpił w Chinach kontynentalnych. Około 2015 r. z księgarń zaczęły znikać najpierw książki dotyczące chińskich przywódców, a później także inne publikacje uznawane za wrażliwe. Coraz rzadziej organizowano również publiczne spotkania i dyskusje.

Mimo ryzyka mieszkańcy Chin kontynentalnych nadal kupują książki w Hongkongu i przewożą je przez granicę. Służby celne mogą jednak konfiskować publikacje uznane za szkodliwe dla suwerenności, bezpieczeństwa lub jedności państwa.

Czytaj więcej

Chiny: Dwie szkoły mają problem. Chodzi o to, jak głośno uczniowie śpiewają hymn

Jeden z czytelników, przedstawiony przez BBC jako K, przyznaje, że za każdym razem, gdy wraca z Hongkongu, odczuwa niepokój. Wybiera bardziej zatłoczone przejścia graniczne, unika książek, na których okładkach znajdują się znane postacie polityczne, a niektóre publikacje ukrywa w ubraniach lub głęboko w bagażu.

– W przeszłości ludzie po prostu myśleli: „Jeśli nie mogę kupić książki w Chinach kontynentalnych, pojadę do Hongkongu”. Teraz jest inaczej. Nie wiesz nawet, które księgarnie będą jeszcze istniały, kiedy przyjedziesz następnym razem – powiedział.

Elmbook, po wykluczeniu z targów książki, zapowiedziała zamknięcie stacjonarnego sklepu w kwietniu przyszłego roku. Niedługo później Have a Nice Stay poinformowała, że zakończy działalność pod koniec sierpnia. Jako powody wskazano problemy ekonomiczne oraz nieprzewidywalne „czerwone linie” dotyczące materiałów, które mogą zostać uznane za problematyczne.

20-letni Chris przyznaje, że zatrzymania w Hunter Bookstore go przestraszyły. Nie zamierza jednak rezygnować z odwiedzania takich miejsc.

– Kupowanie książki stało się cichym sposobem okazywania wsparcia i cichą formą oporu – powiedział.