Gdyby tak się stało, nawoływanie do działań zagrażających istnieniu Izraela byłoby traktowane jak negowanie Holokaustu czy publiczna gloryfikacja rządów nazistowskich w Niemczech, o czym mówi art. 130 niemieckiego Kodeksu Karnego. Przewidziana tam kara to grzywna lub do pięciu lat więzienia.

Odpowiedni projekt ustawy przygotowała już Hesja. Jest jednym z 16 niemieckich landów i jej delegaci zasiadają w Bundesracie. Organ ten nie może samodzielnie stanowić prawa, więc zwraca się do rządu w Berlinie, aby ten doprowadził do uchwalenia odpowiedniej ustawy przez Bundestag.

Kara za antysemityzm  

Autorzy projektu ustawy argumentują, że proponowane uregulowania miałyby zapobiec rozprzestrzenianiu się w Niemczech antysemityzmu. Zwłaszcza po ataku Hamasu na Izrael w październiku 2023 r. i odpowiedzi Izraela w postaci bombardowania Strefy Gazy.

Czytaj więcej

Koniec bezwarunkowego wsparcia. Niemcy rewidują relacje z Izraelem

W czasie licznych akcji protestacyjnych przeciwko brutalności izraelskiej armii pojawiły się na ulicach hasła w rodzaju „Od rzeki do morza: sprawiedliwość i równość”, jak to miało miejsce na jednej z demonstracji Amnesty International, czy „Od rzeki aż po morze Palestyna będzie wolna” w czasie innych manifestacji. Chodzi oczywiście o rzekę Jordan i Morze Śródziemne, czyli obszar państwa żydowskiego wraz z okupowanym Zachodnim Brzegiem. Środowiska żydowskie w Niemczech i na świecie traktują taki slogan jako wezwanie do likwidacji państwa żydowskiego. Zdaniem wielu międzynarodowych ekspertów można to także interpretować jako wezwanie do zakończenia okupacji ziem palestyńskich znajdujących się pod kontrolą Izraela od 1967 r. 

Tak czy owak Bundesrat jest zdania, że takie hasła przyczyniają się do wzrostu antysemityzmu w Niemczech. Liczba zarejestrowanych aktów antysemickich począwszy od graffiti przez wywieszenie flagi palestyńskiej np. w szkole po  fizyczne ataki na przedstawicieli społeczności żydowskiej w Niemczech wzrosła, jak czytamy w projekcie ustawy landu Hesja, z około 2 tys. w 2020 r. do 8,6 tys. w 2024 r.

Podnoszą się głosy, że Bundesrat zajmuje się jedynie państwem żydowskim, podczas gdy rośnie  także liczba rasistowskich ataków na muzułmanów  w Niemczech. Zdaniem organizacji Sojusz Przeciwko Wrogości Wobec Islamu (CLAIM) w roku ubiegłym było ich nieco ponad 4 tys., czyli tysiąc więcej niż rok wcześniej. Organizacja przypomina o zamachu niemieckiego prawicowego terrorysty w Hanau sprzed sześciu laty, który zabił dziewięć osób. Takimi sprawami zajmuje się jednak kodeks karny i w zgodnej opinii fachowców nie ma potrzeby nowych regulacji. W kodeksie nie ma jednak odniesień do publicznych aktów związanych z prezentacją nienawiści do jakiegokolwiek państwa. Zdaniem Bundesratu to właśnie powinno się zmienić.

Czytaj więcej

Dwa lata od tragedii w Hanau. Strzelał, bo wyglądali na obcych

Wyjątek już był 

Ponad 130 niemieckich prawników, w tym liczni profesorowie prawa, zgłosili sprzeciw, obawiając się, że przyjęcie takich przepisów ograniczy prawo do konstytucyjnej wolności wypowiedzi i tym samym krytyki państwa żydowskiego. Przypominają, że istnieje jeden jedyny wyjątek ograniczający wolność wypowiedzi i dotyczy on gloryfikacji reżimu narodowosocjalistycznego, ustanowiony słynnym orzeczeniem Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z 2009 r. (tzw. Wunsiedel-Entscheidung).

Za nieuprawnione uznają przeniesienia na grunt prawa karnego politycznej deklaracji złożonej przez kanclerz Angelę Merkel w Knesecie. Oznajmiła tam, że bezpieczeństwo Izraela jest niemiecką racją stanu (Staatsräson). Oznaczało to przyjęcie przez Niemcy „szczególnej odpowiedzialności politycznej” za bezpieczeństwo Izraela. Trudności z przełożeniem tego terminu na język konkretów miał jednak kanclerz Friedrich Merz, co przyznał w jednym z wywiadów. Dokonał więc własnej interpretacji, podejmując przed rokiem decyzję o wstrzymaniu eksportu niemieckiej broni do Izraela, która mogłaby zostać użyta w Strefie Gazy. — Przyjaźń musi to wytrzymać — oświadczył.

 — Wygląda na to, że w obliczu licznych protestów przeciwko działaniom Izraela wobec Palestyńczyków Bundesrat pragnie wypełnić pojęcie Staatsräson nową treścią — mówi „Rzeczpospolitej” prof. Stefan Troebs, historyk. Jego zdaniem oznaczać to może, że solidarność Niemiec z Izraelem pozostaje niewzruszona bez względu na to, jakie działania państwo to podejmuje, zwłaszcza rząd premiera Netanjahu. 

Wizerunek Izraela na dnie

Nie ulega wątpliwości, że Bundesrat daje jasno do zrozumienia, że istnieje historyczno-polityczny związek między reżimem nazistowskim, Holokaustem i powstaniem Izraela a kwestionowaniem jego prawa do istnienia.

Tymczasem, jak wynika z badań Fundacji Bertelsmanna, 60 proc. Niemców  ocenia negatywnie obecny izraelski rząd. Z badań hamburskiego instytutu GIGA wynika, że obecnie zaledwie 10 proc. Niemców popiera koncepcję Angeli Merkel sprzed niemal dwu dekad. Z kolei w niedawnych badaniach Infratest Dimap zaledwie 17 proc. Niemców uważa Izrael za partnera, któremu można ufać.

Czytaj więcej

Strefa Gazy. Zachód nie może już znieść informacji o umierających z głodu dzieciach

Zdaniem Nikolasa Lelle z fundacji Amadeu Antonio Stiftung (AAS), monitorującej przypadki antysemityzmu, trzeba to jasno oddzielić od krytyki rządu izraelskiego. — O ile nie wychodzi poza granice krytyki stosowanej wobec innych państw, co jest zgodne z roboczą definicją antysemityzmu Międzynarodowego Sojuszu na Rzecz Pamięci o Holokauście (IRHA) — powiedział niedawno „Rzeczpospolitej”. 

Prawo do krytykowania rządu Izraela uznaje także Centralna Rada Żydów w Niemczech. Jednak — jak udowadniał niedawno jej przewodniczący Joseph Schuster — nie ma usprawiedliwienia, „gdy kwestionuje się prawo Izraela do istnienia lub demonizuje ten kraj”. Niemieckie media krytykują otwarcie działania rządu izraelskiego zwłaszcza w Gazie, na Zachodnim Brzegu, jak i w Libanie.

Jednak głosy o negatywnym wpływie propozycji Bundesratu na wolność mediów są stonowanetonowane. Być może dlatego, że szanse na uchwalenie przez Bundestag ustawy w formie zaproponowanej przez izbę wyższą są niewielkie. Nie tylko dlatego, że służba prawna Bundestagu przedstawiła już opinię prawną, argumentując, że projekt ustawy penalizującej kwestionowanie prawa do istnienia Izraela byłby niezgodny z konstytucją. Rzecz w tym, że niezmiernie rzadko Bundestag korzysta z propozycji izby wyższej.