Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak zmienia się dotychczasowe bezwarunkowe wsparcie Niemiec dla Izraela.
- Co stanowi główną oś obecnych sporów w relacjach niemiecko-izraelskich?
- W jaki sposób ewoluuje interpretacja deklaracji o bezpieczeństwie Izraela jako niemieckiej racji stanu.
- Jak wydarzenia na Bliskim Wschodzie wpływają na dyskusję o antysemityzmie w Niemczech.
- Jak kształtuje się wzajemna percepcja Niemców i Izraelczyków w świetle najnowszych badań opinii publicznej.
Dylemat w relacjach z Izraelem sprowadzał się dla Niemiec do pytania, w jaki sposób oceniać działania jego rządów, by nie narazić się na zarzuty relatywizowania własnej niechlubnej historii. Jak trudne jest to zadanie, przekonał się właśnie kanclerz Friedrich Merz.
W ubiegłym tygodniu napisał po rozmowie telefonicznej z premierem Netanjahu na platformie X: „Powiedziałem wyraźnie, iż nie może dojść do faktycznej częściowej aneksji Zachodniego Brzegu”. Było to powtórzeniem znanego stanowiska Niemiec opowiadających się niezmiennie za przyjętą przed laty w Oslo – także przez Izrael – koncepcją „two states solution”, czyli powstanie niezależnego państwa palestyńskiego obok żydowskiego.
Gwałtowne spięcia niemiecko-izraelskie z powodu Palestyńczyków
— Panie kanclerzu, czasy, kiedy Niemcy dyktowały Żydom, gdzie wolno im mieszkać, a gdzie nie, minęły i nie wrócą. Nie zmuszą nas do powrotu do gett, a już na pewno nie w naszym własnym kraju — odpowiedział na to Becalel Smotricz, minister finansów w rządzie Netanjahu, ultranacjonalista i zwolennik izraelskiego osadnictwa na okupowanych terenach, co przekreśla porozumienie z Oslo. Smotricz jest sam osadnikiem mieszkającym w osiedlu Kedumin na okupowanym Zachodnim Brzegu.
Takiego spięcia pomiędzy Izraelem a Niemcami jeszcze nie było, chociaż nieraz w przeszłości dochodziło do nieporozumień, by wymienić odmowę przyjęcia przez premiera Netanjahu kilka lat temu szefa niemieckiej dyplomacji. Niezgodę wywołało jego spotkanie z przedstawicielami izraelskich organizacji zajmujących się dokumentowaniem naruszeń praw człowieka na ziemiach okupowanych przez Izrael.
Czytaj więcej
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz powiedział, że ostatnie ataki Izraela na Strefę Gazę „nie są już uzasadnione”.
Kolejne niemieckie rządy podkreślały prawa Palestyńczyków do samostanowienia, ale nie prowadziło to do większych kontrowersji.
Inaczej jest w obecnych warunkach, kiedy niemal codziennie palestyńscy mieszkańcy Zachodniego Brzegu są celem ataków żydowskich osadników. Jedynie w marcu tego roku z ich rąk zginęło ośmioro Palestyńczyków. Wywołuje to oburzenie opinii publicznej na świecie, także w Niemczech. Gdy dał temu wyraz ambasador niemiecki w Izraelu, spotkał się wprawdzie z ostrą reakcją szefa izraelskich dyplomacji Gideona Saara, jednak utrzymaną w dyplomatycznym tonie.
Wiersz Güntera Grassa i niemiecki antysemityzm
— Wydarzenia na Bliskim Wschodzie nie po raz pierwszy wpływają na wzrost antysemityzmu w Niemczech. Ale w żadnym przypadku nie można zaliczyć do tego zjawiska krytyki rządu izraelskiego – jeżeli nie wychodzi poza granice krytyki stosowanej wobec innych państw, co jest zgodne z definicją antysemityzmu Międzynarodowego Sojuszu na Rzecz Pamięci o Holokauście (IRHA)— mówi „Rz” Nikolas Lelle z fundacji Amadeu Antonio Stiftung (AAS) monitorującej właśnie przypadki antysemityzmu. Jest ich w Niemczech coraz więcej, co ma bezpośredni związek z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie.
Czytaj więcej
W Unii Europejskiej rośnie niezadowolenie z postawy Niemiec, które sprzeciwiają się sankcjom wobec Izraela w związku z sytuacją humanitarną w Stref...
Raz po raz wybucha wielka dyskusja o niemieckim antysemityzmie, jak w wypadku słynnego wiersza Güntera Grassa z 2012 roku „Co musi zostać powiedziane”. Było to jeszcze przed podpisaniem wynegocjowanego przez USA porozumienia z Iranem o ograniczeniu programu atomowego. Grass ostrzegał wtedy przed atakiem mocarstwa atomowego, jakim jest Izrael, na Iran i krytykował państwo żydowskie, sugerując, że zagraża ono pokojowi na świecie. W Izraelu poemat uznano niemal jednogłośnie za wyraz niemieckiego antysemityzmu. W Niemczech obok krytyków noblisty znaleźli się także obrońcy.
Bezpieczeństwo Izraela jako niemiecka racja stanu – ale co to oznacza?
Przez długie lata relacje niemiecko-izraelskie definiowała deklaracja Angeli Merkel wygłoszona w 2008 roku w Knesecie. Jako pierwsza niemiecka polityk dopuszczona do głosu w tym miejscu oznajmiła, po niemiecku, iż bezpieczeństwo Izraela jest niemiecką racją stanu (Staatsräson). Oznaczało to przyjęcie przez Niemcy „szczególnej odpowiedzialności politycznej” za bezpieczeństwo Izraela. Nie było jasne, co to znaczy.
Czytaj więcej
Wystawa Nan Goldin w berlińskiej Neue Nationalgalerie należy do najważniejszych wydarzeń artystycznych ostatnich lat. „This Will Not End Well“ – „T...
Kanclerz Merz nie kryje teraz, że zawsze miał problem z terminem użytym przez Merkel. W ubiegłym roku wyjaśnił we „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”, że miał trudności z przełożeniem tego terminu na język konkretów. Dokonał własnej interpretacji, podejmując przed rokiem decyzję o wstrzymaniu eksportu niemieckiej broni do Izraela, która mogłaby zostać użyta w Strefie Gazy. — Przyjaźń musi to wytrzymać — oświadczył.
Tak się stało. Najlepszy dowód, że w obronie Merza w obliczu ataku ministra Smotricza stanął izraelski ambasador w Berlinie Ron Prosor, nazywając kanclerza „wielkim przyjacielem Izraela”. Nieco wcześniej, przyjacielskie relacje izraelsko-niemieckie zostały potwierdzone w czasie grudniowej wizyty kanclerza w Izraelu.
Jak Niemcy są postrzegani w Izraelu?
Niemcy są postrzegane w Izraelu jako najbliższy partner w Europie. Z badań Forum Europejskiego na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie (EFHU) wynika, że 53 procent Izraelczyków uważa Niemcy za przyjaciela, 39 proc. Wielką Brytanię, 27 proc. Francję, i zaledwie 19 proc. Polskę.
Ale z badań hamburskiego instytutu GIGA wynika, że obecnie zaledwie 10 proc. Niemców popiera koncepcję Angeli Merkel sprzed niemal dwu dekad. Z kolei w niedawnych badaniach Infratest Dimap zaledwie 17 proc. Niemców uważa Izrael za partnera, któremu można ufać. Ponad dwie trzecie są przeciwnego zdania.