Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie kluczowe wyzwania stoją przed wizytą króla Karola III w Stanach Zjednoczonych?
- Co spowodowało ochłodzenie w relacjach między Londynem a Waszyngtonem?
- W jaki sposób kształtowały się „specjalne stosunki" brytyjsko-amerykańskie na przestrzeni dekad?
- Jakie fundamentalne zmiany ideologiczne i gospodarcze wpływają na obecną dynamikę sojuszu?
- Jakie jest społeczne i polityczne postrzeganie tej wizyty w obu krajach?
- Czy osobisty wizerunek monarchy może wpłynąć na przebieg i rezultaty spotkania?
Królewska podróż, która rozpoczęła się w poniedziałek, jest w jego własnym kraju kontrowersyjna. 49 proc. Brytyjczyków uważa, że powinna zostać odwołana, a tylko 33 proc., że ma się odbyć. Tak przynajmniej wynika z sondażu przeprowadzonego przez YouGov. Ostatecznie rząd Keira Starmera uznał, że monarcha wraz z królową Kamilą ma polecieć za Atlantyk. Premier doszedł do wniosku, że każda inna opcja jeszcze bardziej pogłębiłaby konflikt między Waszyngtonem a Londynem. Być może bezpowrotnie.
W trakcie czterech dni w Stanach król wygłosi przemówienie do połączonych izb Kongresu. To duże wyróżnienie: dostąpiła go wśród brytyjskich monarchów tylko jego matka, Elżbieta II. Donald Trump wyda także w Białym Domu uroczystą kolację na cześć swojego gościa.
Czytaj więcej
Donald Tusk w rozmowie z „Financial Times” postawił pod dużym znakiem zapytania wiarygodność NATO i sojusz z USA. To nie jest jeszcze przekroczenie...
Wizyta zbiega się z dwoma rocznicami. Nie tylko 250 lat temu USA ogłosiły niezawisłość od Zjednoczonego Królestwa, ale przed 80 laty w słynnym przemówieniu w Fulton w stanie Missouri Winston Churchill nie tylko opisał, jak „żelazna kurtyna została spuszczona od Szczecina po Triest”, ale także zapowiedział, że Amerykę powinny łączyć „specjalne stosunki” ze Zjednoczonym Królestwem. Brytyjski przywódca uznał, że tylko wspólna obrona takich wartości jak demokracja i prawa człowieka zapewni, że horror pierwszej i drugiej wojny światowej się nie powtórzy.
Bezpośrednią przyczyną upadku relacji USA i Wielkiej Brytanii jest katastrofa irańska
Od tego czasu relacje między oboma krajami przechodziły wiele kryzysów. W 1956 r. Ameryka faktycznie doprowadziła do porażki francusko-brytyjskiej operacji, mającej pozwolić na odzyskanie kontroli nad Kanałem Sueskim. To ostatecznie zgasiło ambicje imperialne Paryża i Londynu. Niedługo później Zjednoczone Królestwo odmówiło z kolei wsparcia Stanów w wojnie wietnamskiej. Znakomite relacje łączyły natomiast oba państwa, gdy u władzy byli Ronald Reagan i Margaret Thatcher, a także George W. Bush i Tony Blair.
Jednak to zapoczątkowana w 2003 r. przez ten ostatni tandem operacja iracka stała się przyczyną nie tylko upadku wielkiego lidera Partii Pracy, ale także zainicjowała trwające do dziś załamanie oceny USA przez Brytyjczyków. Instytut Pew pokazuje, że ledwie 1/3 poddanych Karola III żywi teraz pozytywną ocenę Ameryki, choć wciąż dobrze postrzega królestwo 80 proc. Amerykanów.
Czytaj więcej
Jeśli wierzyć sondażom, po wyborach 7 maja większość w parlamentach regionalnych Szkocji i Walii przejmą zwolennicy rozwodu z Londynem. A już są u...
– Nie mamy do czynienia z Winstonem Churchillem – dał upust swojej frustracji z tego powodu Trump. A notatka krążąca po Pentagonie, którą ujawnił Reuters, mówiła o tym, że Biały Dom rozważał „ukaranie” Brytyjczyków poparciem przez Amerykanów argentyńskich pretensji do Falklandów (Malwin).
Jednak ten kryzys nałożył się na coraz dalej idące rozejście się obu krajów. Wspólne wartości demokracji, praw człowieka i rządów prawa, o których mówił 80 lat temu Winston Churchill, zostały porzucone przez administrację Trumpa. Taka jest w każdym razie ocena większości Brytyjczyków.
– Po 250 latach role się odwróciły. Teraz to Ameryka stała się imperium tłumiącym wolność – uważa Fiona Hill, doradczyni ds. rosyjskich Donalda Trumpa w trakcie jego pierwszej kadencji.
Londynu i Waszyngtonu nie łączy też już przywiązanie do wolnego handlu, nawet jeśli w ramach swojej protekcjonistycznej kampanii prezydent USA ograniczył w relacjach z Wielką Brytanią cła importowe do 10 proc.
Zwolennicy MAGA wierzą, że w Londynie obowiązuje szariat
Już „zwrot ku Azji” zapoczątkowany przez Baracka Obamę spowodował, że także w planie wojskowym Zjednoczone Królestwo miało coraz mniejsze znaczenie dla Waszyngtonu. Brexit ten trend jednak radykalnie wzmocnił. Trump jest co prawda zdeklarowanym przeciwnikiem Unii Europejskiej. Ale nawet dla niego układ, w którym mógł mieć wpływowego sojusznika w Brukseli, był bardzo cenny. Po wyjściu ze Wspólnoty królestwo bardzo osłabło gospodarczo. Jego potęga wojskowa w stosunku do czasów interwencji irackiej gwałtownie się załamała. Nawet jeśli oba kraje łączy bardzo bliska współpraca, zarówno jeśli chodzi o broń atomową, jak i o wymianę danych wywiadowczych (porozumienie Five Eyes, w którym udział biorą także Kanada, Australia i Nowa Zelandia), to przecież Amerykanie nawet nie ostrzegli Brytyjczyków o uderzeniu na Iran.
Z drugiej strony Biały Dom już blisko półtora roku temu zrezygnował ze wspierania wysiłku wojennego Ukrainy, choć dla rządu brytyjskiego wynik tego konfliktu ma absolutnie kluczowe znaczenie. Jest wreszcie w amerykańsko-brytyjskim sporze wymiar ideologiczny. Chodzi w szczególności o wyborców z kręgu MAGA, którzy wielokulturowość od zawsze cechującą imperium brytyjskie wiążą z rzekomym upadkiem królestwa. Sednem tego jest przekonanie, że w Londynie, mieście o wiele bezpieczniejszym niż którakolwiek z metropolii amerykańskich, obowiązuje szariat.
Czytaj więcej
Układ polityczny w Polsce zaczyna niepokojąco przypominać dynamikę w Wielkiej Brytanii przed referendum brexitowym.
Karola III przyjmuje bardzo osłabiony prezydent. Zdaniem CNN ufa mu już tylko 37 proc. Amerykanów, podczas gdy 62 proc. nie darzy go zaufaniem. Drożyzna spowodowana irańską katastrofą jest jednym z powodów, brutalna polityka imigracyjna innym. Ale Amerykanie, a z nimi cały świat, są też zmęczeni ciągłymi zmianami nastrojów swojego przywódcy.
Londyn ma nadzieję, że powściągliwość Karola, odziedziczona po pokoleniach przodków, nie tylko korzystnie będzie kontrastować z zachowaniem gospodarza spotkania, ale wręcz zaimponuje Trumpowi, który od dawna zdradza słabość do prestiżu brytyjskiej korony. Notowania monarchy są zresztą znacznie lepsze niż prezydenta USA. Pozytywnie odnosi się do niego 47 proc. poddanych, 25 proc. jest mu niechętna, a 26 proc. nie ma zdania – podaje YouGov. Polityka Białego Domu wręcz wzmacnia króla: niespodziewanie stał się on np. bardzo popularny w Kanadzie, gdzie jest postrzegany jako swego rodzaju gwarant, iż Ameryka nie anektuje kraju.
Trumpa i Windsora łączy natomiast obawa przed skutkami skandalu związanego z nieżyjącym już pedofilem Jeffreyem Epsteinem. W Stanach wielu uważa, że prezydent USA nie ujawnił całej prawdy w tej sprawie, natomiast król musiał odciąć się z tego powodu od swojego brata, Andrzeja. W Stanach nie spotka się on co prawda z ofiarami Epsteina, jednak królowa Kamila przyjmie działaczy organizacji walczących z przemocą seksualną.