„Rzeczpospolita”: Czy w czasie wojny da się walczyć z wrogą propagandą i dezinformacją, a jednocześnie nie ograniczać wolności słowa?
Sewgil Musajewa: Tak naprawdę od dezinformacji wszystko się zaczęło jeszcze w czasach okupacji Krymu 12 lat temu. Rosja prowadziła ofensywę propagandową na Krymie i we wschodniej części naszego kraju. Niestety wówczas, w 2014 roku, odniosła sukces. Dlatego Ukraina dzisiaj ma największe doświadczenie w Europie, jeżeli chodzi o ochronę przestrzeni medialnej przed rosyjską dezinformacją i propagandą. Na początku pełnoskalowej inwazji skupialiśmy się na opisywaniu zbrodni wojennych Rosji na terenach okupowanych. Ale po kilku miesiącach zrozumieliśmy, że powinniśmy się również przyglądać działaniom naszego rządu i wróciliśmy do krytycznego podejścia do władz, co jest bardzo ważne w trakcie wojny. W czasie wojny jest wiele ograniczeń, które wpływają na życie codzienne kraju. Ale dla mnie oczywiste jest to, że w czasie wojny musi być pluralizm i krytyczne dziennikarstwo.
Czytaj więcej
Aby zapobiegać wojnom potrzebujemy sprawiedliwości. Nieukarane zło rozwija się i wzrasta - mówiła w czasie panelu „Wojna w Ukrainie” organizowanym...
Redaktor naczelna Ukraińskiej Prawdy: Krytykujemy rząd, to pomaga Ukrainie się bronić
Czy prawdziwe, rzetelne dziennikarstwo ma szansę na przetrwanie w czasie wojny i cenzury?
Trwa wojna i wrogiem dla nas jest Rosja. Ale jeżeli widzimy złe zarządzanie krajem, to musimy na bieżąco to naprawiać. Mimo wojny mamy demokrację, krytykujemy rząd, bo to pomaga Ukrainie się bronić. Nawet w trakcie wojny publikujemy materiały śledcze i demaskujemy m.in. korupcję. O co walczymy w tej wojnie? Nie chodzi przecież o to, by tylko pokonać Rosję. Chodzi o to, by Ukraina stała się częścią Europy, przeprowadziła reformy demokratyczne i antykorupcyjne.
Sewgil Musajewa, redaktor naczelna Ukraińskiej Prawdy
Spotkaliście się z presją ze strony rządzących?
Przed wojną też nie mieliśmy najlepszych relacji, bo publikowaliśmy śledztwa m.in. o urodzinach Andrija Jermaka (chodzi o materiał z listopada 2021 r. o hucznej imprezie w Karpatach ówczesnego szefa biura prezydenta, zdymisjonowanego pod koniec ubiegłego roku z powodu afery korupcyjnej – red.). Na początku wojny przez kilka miesięcy wstrzymywaliśmy się z krytyką, ale już latem 2022 r. zrozumieliśmy, że korupcja nigdzie nie zniknęła. Powróciliśmy do krytycznego dziennikarstwa i to skomplikowało nasze relacje z biurem prezydenta. Trafiliśmy na tzw. czarną listę i przestano nas zapraszać na nieoficjalne spotkania z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Zaczęli też dzwonić do naszych reklamodawców i namawiać ich do zerwania współpracy z nami. Nie jesteśmy w tym osamotnieni – niektóre inne redakcje miały podobne doświadczenia. Jednego z naszych dziennikarzy śledczych chciano zmobilizować na wojnę, bo przygotowywał artykuł dotyczący zastępcy szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Niektórych dziennikarzy śledzono. Nie lubią dziennikarzy śledczych, więc próbują zakłócać im życie.
Naszym najważniejszym celem jest normalna, transparentna i europejska Ukraina, a nie skorumpowane państwo łapówkarzy i zdrajców.
Redaktorka naczelna Ukraińskiej Prawdy: Dziennikarstwo może zmieniać rzeczywistość
Niektórym mediom w Ukrainie nie przeszkadza pisanie po myśli władz. Nie mają też problemu z tym, by dla dobra własnego i świętego spokoju przymknąć oko na korupcję czy niesprawiedliwość. Ukraińska Prawda tak nie potrafi?
Mając 17 lat, uczestniczyłam w „rewolucji pomarańczowej” w 2004 r. Podczas „rewolucji godności” byłam już 27-latką. Nie mogę zdradzić tych wartości, o które walcząc tylu ludzi zapłaciło wysoką cenę. Naszym najważniejszym celem jest normalna, transparentna i europejska Ukraina, a nie skorumpowane państwo łapówkarzy i zdrajców. To jest dla nas najważniejsze. Wojna jest straszna, nasza rzeczywistość jest straszna. Ale dziennikarstwo może nie tylko opisywać, ale też zmieniać tę rzeczywistość. Każdy z nas swoją codzienną pracą ma na to wpływ. Praca w naszej redakcji wpływa na zmianę sytuacji w Ukrainie. Doprowadziliśmy do dymisji niektórych nieefektywnych urzędników, ale też do usprawnienia procedur zakupu broni czy zmiany stosunku do wojskowych. Mieliśmy wpływ na wiele procesów w naszym kraju. Czasem, jeżeli samochód ugrzązł, musimy mu pomóc. Tak jest i z państwem.
Czytaj więcej
Przegrana Viktora Orbána na Węgrzech nie przyspieszy akcesji Ukrainy. Zgody na to brakuje w kilku europejskich stolicach. Nie bez znaczenia jest te...
A jak zmieniła się sytuacja Ukraińskiej Prawdy po dymisji Andrija Jermaka?
Sytuacja trochę się poprawiła. Już nie wywierają presji ekonomicznej na naszą redakcję i nie dzwonią do naszych reklamodawców. Jermak nie stracił jednak wszystkich wpływów na podejmowane w kraju decyzje polityczne. Niektóre decyzje, w tym kadrowe, są wciąż podejmowane z jego udziałem.
Przed wojną znaczna część ukraińskich mediów należała do oligarchów. Jest szansa na to, że odzyskają dawne wpływy?
Oligarchowie stopniowo tracą swoje wpływy, bo dzisiaj w kraju istnieje jedyny telemaraton (kilka stacji nadaje na jednej antenie, dzieląc się czasem – red.), który wchłonął część stacji oligarchicznych. Telewizja stopniowo traci swoje wpływy na Ukraińców z powodu tego telemaratonu. Ludzie przechodzą do kanałów w Telegramie, które często są kontrolowane przez biuro prezydenta. Chodzi o kanały, które mają milionowe zasięgi, również na YouTube. Myślę, że oligarchowie będą chcieli odzyskać kontrolę nad rynkiem medialnym, gdy powróci życie polityczne w naszym kraju. Już to obserwowaliśmy. Mimo wojny ciągle słyszymy o tym, że niedługo będą wybory. Już trwa walka o wpływy w mediach. Na razie nic nie wskazuje na to, by do wyborów doszło w tym roku. Ale kto wie.
Jak w tak skomplikowanych warunkach zachować niezależność i utrzymać redakcję? Z czego utrzymuje się Ukraińska Prawda? Z reklamy, subskrypcji?
Przede wszystkim jest to rynek reklamy – dużo nad tym pracujemy. Poza tym organizujemy różnego rodzaju imprezy. Nawet założyliśmy odpowiedni departament, który przynosi zyski. Częściowo utrzymujemy się też z grantów europejskich, ale stopniowo zależność od nich maleje. Mieliśmy dotychczas klub czytelników (wspierających finansowo – red.), ale teraz ruszamy ze sprzedażą prenumerat. Myślę, że to może poprawić naszą sytuację finansową.
Czytaj więcej
Ukraina w czasie wojny w Iranie znacząco wzmocniła swoje karty - mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Melnyk, ukraiński oficer lotnictwa wojskowego w sta...
Ile macie obecnie subskrybentów, którzy stale płacą za dostęp do treści?
Na razie nieco ponad trzy tysiące.
A ile osób dziennie odwiedza waszą stronę?
Półtora miliona unikalnych użytkowników.
Dlaczego tak niewielu z nich chce płacić za dostęp do rzetelnych treści?
Myślę, że nie mamy jeszcze tej kultury płacenia za dostęp do informacji. Ale to się zmienia. Już kilka innych redakcji ukraińskich wprowadziło opłatę za dostęp do niektórych treści. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że rynek reklamy ma swoje granice i doszliśmy do pewnych granic, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Zrobiliśmy już wszystko, co mogliśmy. Teraz liczymy na to, że w najbliższym czasie uda nam się pozyskać 20 tys. subskrybentów.
Na początku wojny przez kilka miesięcy wstrzymaliśmy się z krytyką, ale już latem 2022 roku zrozumieliśmy, że korupcja nigdzie nie zniknęła. Powróciliśmy do krytycznego dziennikarstwa i to skomplikowało nasze relacje z biurem prezydenta.
Jak długo potrwa jeszcze wojna Rosji z Ukrainą? Redaktor naczelna „Ukraińskiej prawdy”: Jeszcze co najmniej rok
Na początku wojny nad Dnieprem był konsensus i liderzy różnych ugrupowań nawet na jakiś czas przestali się nawzajem krytykować. Dzisiaj w Ukrainie znów trwa ostra walka polityczna. Politycy uważają, że wojna niedługo się skończy?
Każdy chce widzieć światełko w tunelu. Od 2022 r. już słyszę o tym, że niedługo będziemy mieli kampanię wyborczą. Jestem redaktorką naczelną najważniejszego politycznego medium i każdy mnie ciągle pyta: kiedy? Byłam świadkiem kilku falstartów kampanii politycznych. Politycy chcieliby to przyspieszyć i to zrozumiałe, bo od 2019 r. mamy ten sam parlament i tego samego prezydenta. Mija siódmy rok. To dużo, zmienność władzy jest potrzebna. Nie sądzę jednak, by w najbliższym czasie do tego doszło, zwłaszcza patrząc na to, jak wyglądają rozmowy pokojowe. Rosja nie chce porozumienia, a my nie chcemy oddawać naszego terytorium. Dlatego uważam, że wojna potrwa jeszcze co najmniej rok.
Czytaj więcej
Budżet Rosji się kurczy, ale to nie oznacza, że kończą się pieniądze na wojnę – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Andriej Jakowlew, czołowy rosyjski eko...
Ma pani wizję tego, jak może się zakończyć wojna?
Rosja domaga się tego, by Ukraina wycofała się z Donbasu. Ale jeżeli sankcje będą się zaostrzać, a europejscy partnerzy będą kontynuować wsparcie dla Ukrainy, to potrafimy przełamać ten impas. Rosja przez jedenaście lat nie potrafiła siłą zająć Donbasu i niesprawiedliwe byłoby dzisiaj oddać Moskwie go na własne życzenie. Zostaliśmy zaatakowani i mamy komuś oddać naszą ziemię? Nie wyobrażam sobie tego. Gdybyśmy w taki sposób zakończyli wojnę i oddali Donbas, to wywołałoby wojny w innych krajach, bo to pokazałoby, że każdy kraj może bezkarnie najechać sąsiada.
Pochodzi pani z Krymu, okupowanego przez Rosję od 2014 r. Myśli pani, że Ukraina kiedyś tam powróci?
To trudne pytanie. Im dłużej trwa okupacja, tym bardziej tracimy związek z mieszkającymi tam ludźmi. A przecież to jest najważniejsze. Terytorium można odzyskać, ale najważniejsze, byśmy mogli odzyskać ludzi. Musimy mieć w tym zakresie jakościową politykę państwową, tworzyć odpowiednią narrację i docelowo uznać krymskotatarską autonomię narodową. Ukraina nie może zapomnieć o Krymie.
Rozmowa została przeprowadzona w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego (2026) w Katowicach.