Uwagę opinii publicznej w ostatnich tygodniach skupia górnictwo, przede wszystkim Polska Grupa Górnicza (PGG) i Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW). W PGG trwają trudne rozmowy ze związkami zawodowymi w sprawie przyszłości spółki i dotacji do redukcji wydobycia węgla. Na jakim etapie są te rozmowy i czy znowu sprawa skończy się tak, że budżet dosypie miliardy złotych do spółki, która – jak się wydaje – jest trwale nierentowna?

Nikt nie zerwał umowy zawartej z górnictwem. W jej ramach pozostaje aktualna redukcja wydobycia i sposób finansowania. Inną sprawą jest to, czy pieniądze zarezerwowane na ten cel przez twórców porozumienia – poprzednią władzę – zostały rzeczywiście zagwarantowane. Czy rozmowy są trudne? Mam wrażenie, że to synonim rozmów ze związkami zawodowymi. Nawet jeżeli mówimy o prostych sprawach, to one i tak są trudne. Co się zmienia przez 30 lat niesienia ciężaru i odpowiedzialności za ten region, który ma swoje oparcie w przemyśle? Nie zmienia się wiele, ponieważ brakuje konsekwencji w zmianach zainicjowanych prawie 30 lat temu. To pierwszy rząd AWS zaczął redukować zatrudnienie w tym obszarze. Margaret Thatcher odprawiała 10 tys. górników rocznie. W tym roku z polskiego górnictwa odejdzie ok. 8,2 tys. osób. Ten proces trwa i czasami wraca się do momentu, w którym ponownie wszyscy się zastanawiają, co zrobić.

Uważam, że trzeba zrobić inwentaryzację zasobów i określić te, które mają uzasadnienie biznesowe oraz znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Bo zdajemy sobie sprawę z tego, że jeszcze przez dłuższy czas w energetyce będziemy opierać się na węglu. Wydarzenia na świecie wyraźnie zwracają nam na to uwagę. Ale nie możemy trwać w przekonaniu, że nie ma różnic między wydobyciem A a wydobyciem B ani między poszczególnymi węglami w Polsce. Nie zapominajmy też o tym, jakie konsekwencje ma górnictwo na powierzchni. Słowo „zapadliska" wyjaśnia wszystko tym, którzy mieszkają w tych rejonach. Czynników jest wiele. Odpowiedzialność związków zawodowych powinna dotyczyć nie tylko pracowników, którzy są pod ziemią, ale również osób, które mieszkają na powierzchni. Sytuacja jest trudna. Ale raport zarządu po ostatnich negocjacjach był pozytywny i spodziewane było zawarcie ostatecznego porozumienia.

Kolejna kwestia to JSW. Parlament zakończył prace nad ustawą, która pozwoli Agencji Rozwoju Przemysłu na wsparcie pożyczkami JSW i Grupy Azoty. Jak będzie wyglądał proces wsparcia przez ARP tych dwóch zagrożonych podmiotów, bardzo ważnych z perspektywy polskiej gospodarki?

Senat głosował jednomyślnie nad przyjęciem ustawy. Wcześniej Sejm – wszystkie komisje były za takim rozwiązaniem. Ustawę wnieśli śląscy posłowie, którzy są najbliżej tych problemów. Ja w obu izbach przedstawiałem stanowisko Ministerstwa Aktywów Państwowych. To instrument pozwalający wykorzystać narzędzia, które ARP już posiada, do wspierania spółek. Różnica polega na tym, że ta reakcja jest szybsza. ARP może udzielić na zasadach rynkowych pożyczki zwrotnej – może z odroczonym terminem płatności, ale to dalej jest pożyczka biznesowa i tak należy ją traktować. Mamy dzisiaj do czynienia z sytuacją, w której nagle lub okresowo pogarszają się warunki funkcjonowania przedsiębiorstw o znaczeniu strategicznym – zarówno w rozumieniu ustawy, jak i w powszechnym postrzeganiu.

Jak duże mogą być te pożyczki?

Oczywiste jest, że musi być z jednej strony potrzeba udzielenia tej pożyczki, a z drugiej – zagwarantowania spłaty. Jeżeli dana spółka nie będzie w stanie udowodnić, że spłaci pożyczkę, to podanie jej wysokości nie jest możliwe. To jest po prostu biznes. W obu przypadkach mówimy o spółce notowanej na giełdzie. Dlatego raz jeszcze podkreślam – to nie jest ślepy interwencjonizm państwa. To jest biznes.