Partner relacji: Związek Banków Polskich
Na początek cytat: „TSUE przerwał sen o darmowych mieszkaniach. Sprawiedliwości stało się zadość”. To są pana słowa. O co chodzi?
Rzeczywiście tak się stało, że sprawiedliwości stało się zadość. TSUE wydał trzy wyroki odnoszące się do kredytów frankowych. W sposób wyjątkowo jednoznaczny przeciął w nich sytuację, która zmierzała do granic absurdu. Chodzi o oczekiwania pompowane przez kancelarie odszkodowawcze, że po unieważnieniu umowy kredytu klient nie będzie musiał zwracać kapitału wypłaconego przez bank. Czyli tego, co dostał na zakup mieszkania czy domu.
Oczekiwania szły w tym kierunku, aby w zasadzie tego kapitału nie trzeba było zwracać, bo rzekomo uległ przedawnieniu. TSUE przeciął tę sprawę jednoznacznie.
Trudno inaczej to ująć niż w kategoriach sprawiedliwości. Byłoby co najmniej wątpliwe, nawet z przyczyn etycznych, żeby klient po prostu pozostał z mieszkaniem, które bank mu kupił. Byłoby to zwyczajnie niesprawiedliwe nawet względem innych klientów banków, regularnie spłacających swoje kredyty.
Stąd te bardzo rozsądne orzeczenia. Jedno z nich mówi, że to sąd musi zbadać kwestię przedawnienia się roszczenia banku dotyczącego zwrotu kapitału z punktu widzenia tzw. względów słuszności. Czy słuszne byłoby, żeby klient został de facto z mieszkaniem – darmowym mieszkaniem kupionym przez bank? W jednym z dwóch pozostałych orzeczeń TSUE stwierdził, że konsekwencją oświadczeń klientów banków, w których deklarowali oni, że zdają sobie sprawę ze skutków unieważnienia umów, jest konieczność zwrotu kapitału.
Co te orzeczenia oznaczają w praktyce? Procesom frankowym dość standardowo towarzyszyły kontrpozwy ze strony banków, właśnie dotyczące kapitału. Co teraz zrobią banki?
Tego dotyczy trzecie orzeczenie TSUE. Trybunał stwierdził wyraźnie, że kontrpozwy, które bank składa, żeby zabezpieczyć kapitał przed przedawnieniem, są jak najbardziej dopuszczalne. Są wyrazem realizacji uprawnienia banku, jakim jest dochodzenie roszczeń związanych z rozliczeniem po unieważnieniu umowy kredytu. Bank ma prawo dochodzić uczciwego rozliczenia kredytu po unieważnieniu, którego immanentną częścią jest zwrot kapitału.
Wcześniej TSUE wyjaśnił również wątpliwości związane z WIBOR-em. W jakiej tutaj jesteśmy sytuacji?
TSUE jednoznacznie przeciął kolejne daleko idące oczekiwania. Tym razem chodziło o rzekome szanse na unieważnienie umowy kredytu hipotecznego w złotych z uwagi na zastrzeżenia dotyczące funkcjonowania wskaźnika. Trybunał powiedział jednoznacznie, że sąd cywilny nie może badać WIBOR-u co do istoty. Jest to bowiem materia prawa administracyjnego, a nie prawa cywilnego, na podstawie którego toczą się procesy o unieważnienia.
W tym samym wyroku TSUE powiedział również jednoznacznie, że obowiązki informacyjne związane m.in. z informowaniem o ryzyku zmiany stopy procentowej także są określone w prawie unijnym, w dyrektywie o kredycie hipotecznym. Jeżeli banki działają zgodnie z wytycznymi dyrektywy, to jak najbardziej wypełniają obowiązki, które na nich ciążą.
Jest jeszcze jedna kwestia. WIBOR niedługo zniknie, zostanie zastąpiony przez inny wskaźnik. Warto, żeby wiedzieli o tym klienci banków. Zmiana nastąpi od 1 stycznia przyszłego roku.
Ostatnio dużą karierę robi również sankcja kredytu darmowego, czyli możliwość unieważnienia kredytów konsumpcyjnych z powodu rzekomych błędów popełnionych przez banki.
To próba wykreowania nowego frontu ze strony rozpędzonego przemysłu kancelarii prawnych. To zresztą skala niespotykana w całej Unii Europejskiej. Nie ma drugiego państwa, w którym mielibyśmy tak masowe próby podważania umów, a to dlatego, że rynek kancelarii odszkodowawczych jest nieuregulowany. To wolna amerykanka. Kiedyś coś podobnego miało miejsce w Wielkiej Brytanii. Tam wprowadzono sztywne przepisy chroniące de facto klientów przed działaniami takich kancelarii.
Natomiast w Polsce większość tych kancelarii poszukała kolejnego odpowiednio dużego rynku. Stała się nim sankcja kredytu darmowego, czyli sankcja przewidziana w ustawie o kredycie konsumenckim za naruszenia wynikające z samego ukształtowania umowy o taki kredyt. Kredyt z reguły niewielki, na przykład na zakup samochodu czy sprzętu AGD.
Mówiąc otwarcie, trudno tutaj ze strony banków o pomyłkę, dlatego że dyrektywa o kredycie konsumenckim mówi bardzo szczegółowo o 31 elementach, które muszą być zawarte w umowie.
To na co liczą kancelarie?
Trudno powiedzieć. Większość procesów, które toczą się o sankcję kredytu darmowego, jest przegrywana przez klientów banków. Ponad 85 proc. – i tylu klientów jest naciąganych przez kancelarie. Niedawno w jednym z portali opisywano przypadek, w którym klient po przegranym procesie miał do zapłaty więcej kosztów sądowych, niż sam chciał odzyskać w ramach sankcji kredytu darmowego. Nie ma tutaj podstaw do masowego kreowania tych pozwów.
Być może kancelarie liczą na to, że nastąpi jakiś przełom, że TSUE albo któryś sąd przełamie linię orzeczniczą. W mojej ocenie szanse są niewielkie, tutaj sytuacja jest wyjątkowo zero-jedynkowa. Po prostu przepisy są precyzyjne.
Na koniec dodam, że kancelarie działają w wyjątkowo – w mojej ocenie – cynicznym modelu. Nie ma on nic wspólnego z ochroną konsumenta. Większość roszczeń, które są dochodzone z sankcji kredytu darmowego, jest skupowana masowo, a to dlatego, że kredyty konsumenckie są relatywnie niskokwotowe. Tutaj nie opłaca się prowadzić takiej sprawy jak frankowa, bo potencjalna wygrana to często kilka tysięcy złotych. Więc kancelarie masowo skupują takie roszczenia za ułamek ceny, 10–15 proc. wartości, a następnie dochodzą całości roszczenia, ale już na swój rachunek. Często klienci nawet nie zdają sobie sprawy, że dokonali cesji i że kancelaria będzie dochodzić roszczenia w sądzie tak naprawdę dla siebie, a nie dla nich.
Partner relacji: Związek Banków Polskich