Do dymisji ze stanowiska szefa BBN podał się dr hab. Sławomir Cenckiewicz. Jednym z kluczowych argumentów jakie podał miała być obstrukcja przedstawicieli rządu w jego dostępie do informacji niejawnych i związany z tym hejt.
Jeżeli to miałoby być przyczyną, to on nie powinien w ogóle obejmować tego stanowiska. Ja sobie nie wyobrażam siebie w sytuacji, że przez wiele miesięcy sprawuję stanowisko i odchodząc, nie mówię o swoich osiągnięciach. Nie można być jednocześnie ofiarą i człowiekiem sukcesu. A od szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego oczekujemy, że będzie tym, który daje pozytywną siłę, energię do działania i integruje środowisko bezpieczeństwa. To jest porażające, że można odchodzić w atmosferze płaczliwego ministra, gdy w sektorze bezpieczeństwa oczekuje się mocnych postaw.
Czytaj więcej
Sławomir Cenckiewicz zarzeka się, że jest urzędnikiem. Na tym polega paradoks: gdyby nim w istocie był – przezroczystym, skorym do współpracy, pręd...
Druga rzecz, profesor Cenckiewicz od początku popełnił błąd, ponieważ w opozycji do innych szefów BBN, czasem wbrew ogólnym kierunkom działania Pałacu Prezydenckiego, nie organizował spotkań z ludźmi z bardzo różnych środowisk. Nie starał się ich integrować. Dzięki takim spotkaniom, głosy opozycji mogły docierać do prezydenta, a w niektórych przypadkach przekonać go do podjęcia decyzji. Błędem było na przykład blokowanie nominacji na pierwszy stopień oficerski. Nie powinno się wykorzystywać w grze politycznej młodych oficerów, którzy mają być wyznaczeni na stanowiska służbowe.
On zapowiada prowadzenie jakiejś wojenki domowej, która z punktu widzenia funkcjonowania takiej instytucji jak BBN, ją niszczy.
To kwestia też udziału w ustaleniach dotyczących ćwiczenia pod kryptonimem Kraj, które ma integrować wszystkie szczeble administracji rządowej, samorządowej, wojsko, służby mundurowe, po to aby na wypadek wojny być przygotowanym do wspólnego działania.
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ma dużo zadań związanych ze współdziałaniem z innymi strukturami, za które odpowiadają przedstawiciele różnych opcji politycznych, żeby mogło sobie pozwolić na przekształcenie tej instytucji w przybudówkę partyjną, czy do realizacji własnych ambicji, albo jakiegoś aktu zemsty.
Powiedział Pan o ćwiczeniu pod kryptonimem Kraj, które właśnie się odbywa w formule niejawnej. Wiadomo, że kieruje tym ćwiczeniem prezydent RP, ale koordynuje Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Czy nie jest tak, że brak dostępu do informacji niejawnych przez szefa BBN spowodował sytuację kryzysową, z którą mamy dzisiaj do czynienia? Obstrukcja z tym związana przelała czarę goryczy u profesora Cenckiewicza?
Człowiek na tym stanowisku nie może mieć komfortu „przelewania czary goryczy”, bo to jest stanowisko dla ludzi, którzy mają obowiązek zrobić coś dla państwa, a następnie rozliczyć się ze swojej działalności. Najwyższa pora, żeby w strukturach administracji państwowej wprowadzono działanie na wzór wojska, polegające na tym, że przy przekazaniu stanowiska opisuje się w jakim stanie przejęło się daną strukturę i jakie ona osiągnęła sukcesy. Wtedy można kogoś ocenić pozytywnie lub negatywnie. Dzisiaj odnoszę wrażenie, że tak naprawdę nic się nie zmieniło od tego momentu, kiedy obejmował on urząd. Już wtedy było wiadomo, że nie będzie mógł funkcjonować na stanowisku szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego bez dostępu do tajemnicy. Trzeba mieć też taką refleksję, że skoro nie mogę czegoś zrobić, to po prostu nie przyjmuję stanowiska.
Czytaj więcej
Prof. Sławomir Cenckiewicz jest pełnoprawnym urzędnikiem Kancelarii Prezydenta, posiadającym dostęp do informacji niejawnych - mówił w dniu przekaz...
Ja niespecjalnie widziałem predyspozycje związane z pełnieniem stanowiska szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego u człowieka, który mocno trzyma się w jednym nurcie politycznym. W stanowisku, które opublikował nie ma konstruktywnych zapisów, że na przykład będziemy wspólnie działać, integrować środowisko na rzecz bezpieczeństwa. To, co zwykle publicznie deklarują politycy. On zapowiada prowadzenie jakiejś wojenki domowej, która z punktu widzenia funkcjonowania takiej instytucji jak BBN, ją niszczy. To jest coś najgorszego, co może się zdarzać w administracji, która powinna się znajdować ponad podziałami partyjnymi i politycznymi.
Czy pana zdaniem teraz coś się zmieni w funkcjonowaniu BBN? Na czele instytucji staje gen. Kowalski.
Na czele BBN staje człowiek z wykształceniem pedagogicznym i doświadczeniem tylko w służbach. Specyfika służb polega na tym, że niekoniecznie trzeba być na froncie, aby być generałem. Natomiast mam nadzieję, że jego wykształcenie pedagogiczne pozwoli mu patrzeć szerzej i wchodzić w relacje z podwładnymi, bo kierował już jakimiś strukturami. U prof. Cenckiewicza brakowało mi właśnie takiej umiejętności współdziałania z ludźmi, słuchania, integrowania, po to aby wspólnie działać. To była jego największa wada. No i nie ma dalej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego.
Sławomir Cenckiewicz tłumaczy, że w tym zakresie natrafił „na ścianę” ze strony rządu, miała miejsce obstrukcja.
Odnoszę wrażenie, że ma zero poczucia sprawczości. Jeżeli faktycznie to miało miejsce, to niech chociaż pokaże projekt, który napisał. Mnie też niejednokrotnie ktoś coś blokował, ale to nie przeszkadzało mi pisać, wysłać, zostawić po sobie dokument, w którym przedstawiłem tę swoją propozycję. Chciałbym też wiedzieć, na czym polegała ta obstrukcja ze strony rządu i kto mu w tym przeszkadzał. W administracji zawsze trzeba się bić o swoje, walczyć, przekonywać do swoich racji, nawet wtedy, kiedy jest obok przyjazne środowisko. Trzeba w takim procesie burzy mózgów, gdy czasem iskrzy, coś opracować.
Kim jest rozmówca
Roman Polko
Generał dywizji Wojska Polskiego, oficer wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych, doktor nauk wojskowych, były dowódca jednostki GROM. Były szef BBN. Brał udział w misji wojskowej na terenie byłej Jugosławii na pograniczu kosowsko-macedońskim, w Afganistanie, Zatoce Perskiej oraz misji stabilizacyjnej w Iraku.