Mamy sukces rządu? Paliwo wprawdzie nie jest po 5 złotych, ale dzięki pakietowi CPN udało się je obniżyć do nieco ponad 6 złotych. Jedzie pan na stacje zatankować do pełna?

Zatankowałem w poniedziałek i zapłaciłem 7,39 zł za litr paliwa, co jest odczuwalne i bolesne, biorąc pod uwagę ceny przedwojenne. Jednak cała ta propozycja rządowa jest dosyć bezczelna z kilku powodów. Po pierwsze, firmą która decyduje, jakie są ceny na stacjach paliw, jest Orlen, który ma pozycję praktycznie monopolistyczną i wszyscy pozostali uczestnicy rynku muszą za nim podążać. Zarząd Orlenu powołuje Rada Nadzorcza, która powołuje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy oraz minister aktywów państwowych Wojciech Balczun (Skarb Państwa może powołać i odwołać jednego członka RN – red.). Więc można powiedzieć, że zarząd Orlenu nie słuchał się ministra i postanowił w sposób chciwy zarobić na wojnie. Prawda jest taka, że rząd ma pełną kontrolę nad tym, jakie są ceny na stacjach benzynowych. Przez to, że kontroluje Orlen, nie potrzebuje żadnych specustaw. Specustawa jest potrzebna po to, by obniżyć podatki, akcyzę, opłatę paliwową, żeby obniżyć VAT. Niepotrzebne są żadne ceny maksymalne.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Donald Tusk o pakiecie CPN: Działamy w warunkach wojennych

Może trzeba ceną maksymalną powściągnąć chciwość Orlenu.

Prawa ręka musiała chwycić lewą albo lewa prawą. Ale jest jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz. Zapomniano przy tych zmianach o najuboższych obywatelach, którzy mają najmniejsze zdolności finansowe, bo w ogóle nie ruszono gazu LPG, na którym jeżdżą ci naprawdę liczący każdą złotówkę podjeżdżając na stację benzynową. Firmy działające na tym rynku mówią: słuchajcie, za chwilę gaz LPG będzie po 5 złotych za litr, to zabije ekonomikę tego paliwa. Ruchy na podatkach tylko na dieslu i tylko na benzynie, bez gazu LPG, to jest absurd.

Podnosiliście ten problem w pracach nad ustawą?

Tak, ale zasada była taka, że trzeba przyjąć to, co przyniósł rząd i nic przy tym nie mieszać. Sejm, Senat i prezydent mieli zająć się tym dwa dni. Co do zasady takie procedowanie jest niekonstytucyjne, ponieważ nie można w trybie przyspieszonym pracować nad projektami ustaw. To ma nas chronić przed złym prawem. Kilka tygodni rząd nie robił nic, ale zobaczył, że jest problem, o którym Polacy będą rozmawiali przy świątecznych stołach. A ceny maksymalne za paliwo są absurdalne, bo jeżeli będą źle ustawione, to właściciele stacji benzynowych, którzy nie prowadzą stacji Orlenu, mogą nie osiągnąć marży, która sprawia, że zarabiają.

Przemysław Wipler: Gdybym był premierem, zamiast wprowadzać ceny maksymalne, zaprosiłbym na kawę prezesa Orlenu

Konfederacja jako jedyna zagłosowała w Sejmie przeciw cenom maksymalnym.

I jesteśmy z tego dumni.

Nie trafia do pana argument, że to ma powstrzymać sprzedawców paliw przed przerzuceniem nadmiarowych zysków na siebie?

Gdybym był premierem albo gdybym miał wpływ na rząd, a nie był posłem opozycji, to bym zaprosił na kawę szefa UOKiK-u i zapytał: „Gdzie ty jesteś, człowieku? Jeżeli wykorzystując pretekst, jakim jest wojna, monopolista krajowy, który nazywa się Orlen, łupi obywateli, to gdzie ty jesteś?”. I na taką samą kawę zaprosiłbym prezesa Orlenu i zapytałbym go: „Ile osób w Radzie Nadzorczej i w Walnym Zgromadzeniu popiera twoją politykę łupienia Polaków w cenach paliwa i czy myślisz, że ja i mój rząd wytrzymamy taką sytuację, w której ty tak będziesz okradał Polaków? Zmień to”. I to nie jest żaden putinizm. To jest normalne wykorzystanie narzędzi właścicielskich. My zagłosowaliśmy przeciw cenom maksymalnym, bo to jest symbol PRL-u. Ceny regulowane są albo niepotrzebne, albo szkodliwe. Jeżeli ta cena będzie źle ustalona względem cen hurtowych, to będziemy mieli zamykane stacje benzynowe, bo żaden prywatny właściciel nie będzie dopłacał do każdego litra, który ktoś u niego zatankuje.

Czytaj więcej

Tańsze paliwo uderzy w budżet. CPN to koszt nawet miliardów miesięcznie

Rząd spóźnił się z obniżką VAT i akcyzy na paliwo?

Powinien to zrobić od razu po wybuchu tego konfliktu. Było jasne, że wojna na Bliskim Wschodzie, wojna, w ramach której podstawowe działania to zniszczenie infrastruktury służącej do wydobycia i do przesyłania ropy naftowej, będzie skutkowała podwyżkami cen energii, nośników energii i paliw. Notabene beneficjentem tych działań w jakiejś mierze jest Donald Trump, bo przypomnijmy, że USA jest eksporterem surowców energetycznych.

Obniżka VAT-u i akcyzy ma kosztować budżet około 5 miliardów złotych, jeżeli będzie obowiązywała 3 miesiące. Być może to hamowało rząd przed obniżkami opłat, bo mamy przecież ponad o 271 miliardów złotych deficytu.

Po pierwsze, jak zwykle nikt nam nie pokazał tych wyliczeń i obliczeń, żebyśmy mogli sobie zobaczyć ich poprawność. Rząd po raz kolejny używa pewnych liczb, nie wskazując, skąd je wziął, czy ma jednak jakiś model do liczenia. Chciałbym, żeby przy okazji policzył, ile zarobili z nadzwyczajnych wpływów z VAT-u. Dzięki temu, że byliśmy goleni na stacjach benzynowych przez ładnych parę tygodni od wybuchu wojny do momentu, kiedy rząd podjął pierwsze działania. I czy bardziej nas ogolili w tym okresie niż nam oddadzą w te kolejne trzy miesiące, czy jednak nie? Bo jeżeli ktoś cię goli na grubo ponad złotówkę na każdym litrze paliwa, a później ci wielkomyślnie odda 20 groszy, to ja bym go nie nazwał dobroczyńcą.

Przemysław Czarnek proponuje 0 proc. VAT na żywność. Przemysław Wipler: Kiedyś PiS proponował 0 proc. VAT na ubranka dla dzieci. Przez osiem lat stawki nie obniżył

A jeśli jesteśmy już przy cięciu podatków – jest propozycja Przemysław Czarnka, żeby wprowadzić zerowy VAT na żywność. To dobry pomysł?

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, byłem posłem klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Trwało to kilkanaście miesięcy, ale wystarczyło, żebym się zorientował, jak to działa. I było tak. Są święta, idzie Wielkanoc. Siedzimy z ówczesnym rzecznikiem partii Adamem Hoffmanem z Jarosławem Kaczyńskim i pojawia się pomysł, żebyśmy ogłosili obniżkę akcyzy, zniesienie opłaty paliwowej i obniżkę VAT-u. I to jest pakiet Jarosława Kaczyńskiego. Później braliśmy udział w konferencji w ramach tej samej logiki, też jakoś przedświątecznie, to była propozycja 0 proc. VAT na ubranka dla dzieci. Moje córki były na konferencji prasowej z takimi koszulkami z napisem 0 proc. VAT, piękne obrazki i tak dalej. I niech pan zgadnie o ile rząd PiS obniżył ten podatek w trakcie ośmiu lat rządów? Pamiętam jak protestowaliśmy przeciwko temu, że Donald Tusk „na chwilę” z uwagi na trudną sytuację budżetową, podniósł podstawowe stawki VAT z 7 do 8 proc. i z 22 do 23 proc. PiS rządził osiem lat i tych stawek nie obniżył. Czy wprowadzą VAT 0 proc. na żywność? Będą o tym mówić, jeżeli będą mieć pewność, że nie będą musieli rządzić i nie będą musieli spiąć ten budżet.

Czytaj więcej

Przemysław Czarnek: PiS złoży projekt ustawy o obniżeniu podatku VAT na żywność

Z sondażu SW Research dla rp.pl wynika, że Polacy mając do wyboru koalicję KO z Konfederacją albo PiS z obiema Konfederacjami, wybierają minimalnie częściej tę pierwszą koalicję (35 proc. wobec 32,6 proc.). Cieszy pana wynik tego sondażu? Bo prezes pana partii, Sławomir Mentzen robi wiele, żeby zachować niejednoznaczność co do przyszłej koalicji.

To jest jasne i oczywiste, że jeżeli chcemy wynegocjować jak najwięcej, musimy mieć wybór. My mamy swoje oczywiste preferencje. Wiemy, że pewne osoby, które kojarzą się z pewnymi działaniami czy postulatami, są dla wyborców nieakceptowalne. Nieakceptowalni są obaj liderzy tych bloków – i Jarosław Kaczyński, i Donald Tusk. Jako osoby.

Czyli koalicje z PiS albo KO tak, ale bez liderów.

My chcemy odesłać i Kaczyńskiego, i Tuska na emeryturę za kilkanaście miesięcy, żeby żaden z nich nie konstruował rządu. To jest warunek pierwszy. Jest jasne, że z każdym dniem rządu, który wprowadza ceny maksymalne, próbuje wprowadzać nowe podatki, nowe daniny publiczne, któremu towarzyszy coraz więcej skandali, jest coraz trudniej z takim rządem, który świeżo rządził, prowadzić planowanie na kolejne cztery lata. Czymś, co bardzo obciąża obecnie rządzących, są złe relacje z panem prezydentem. Nie da się zmieniać Polski, nie da się reformować Polski, nie da się szukać oszczędności w sytuacji, w której to wszystko może wetować prezydent. A wetuje między innymi dlatego, że jest bardzo agresywnie i bardzo źle traktowany przez obecną większość. Ale nie zmienia to naszego strategicznego wyboru, żeby pozostawić sobie wszystkie opcje do końca. Bo jeżeli jesteś bez alternatywy, musisz się na kogoś zgodzić, to twoja zdolność negocjacyjna radykalnie się zmniejsza. To wynika z teorii gier, z teorii prowadzenia negocjacji. To jest coś, co próbował zmienić Jarosław Kaczyński rok temu, ogłaszając tzw. Deklarację Polską i żądając między innymi od Konfederacji, że ma zadeklarować, iż nigdy nie wejdzie do rządu z Donaldem Tuskiem. I koniec końców wydaje mi się, że wtedy rozpoczął Jarosław Kaczyński proces pompowania Grzegorza Brauna i chyba nie do końca mu o to chodziło. A pompowanie Grzegorza Brauna bardzo spodobało się Donaldowi Tuskowi, który mówi: „super, będę teraz straszył koalicją zła”.

Przemysław Wipler o koalicji z PiS i Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna: My potrafiliśmy dogadywać się z Braunem

Ale wam to też trochę utrudniło życie. Dziś do większości potrzeba PiS, Konfederacji i Grzegorza Brauna. A łatwiej negocjuje się z jednym koalicjantem, niż z dwoma.

My umieliśmy się dogadywać przy obiektywnych i subiektywnych trudnościach z Grzegorzem Braunem i dawaliśmy sobie z tym radę. W większości znamy tych ludzi, którzy będą walczyli o mandaty i mają szanse je objąć. Tego nie mogą o sobie powiedzieć koledzy z Prawa i Sprawiedliwości. Więc w takiej koalicji, gdyby ona powstała, a tu wszystko zależy od wyboru obywateli, podmiotem centrowym, najbardziej zdroworozsądkowym byłaby właśnie Konfederacja.

Myślę, że gdyby był kandydat na premiera z Konfederacji, to Kaczyński wolałby kandydata na premiera z Konfederacji, który ma rząd mniejszościowy, niż który się dogadał z partiami obecnej koalicji rządzącej. A Donald Tusk wolałby mniejszościowego premiera Konfederacji niż takiego, który dogadał się z Jarosławem Kaczyńskim

Przemysław Wipler, poseł Konfederacji

Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera, jest dla was akceptowalnym kandydatem na szefa koalicyjnego rządu?

Pod wieloma względami jestem ostatnią osobą, która z Konfederacji powinna odpowiadać na to pytanie, bo mam bardzo serdeczne relacje osobiste z Przemkiem Czarkiem. Niemniej politycznie wskazanie go do tej roli przez Jarosława Kaczyńskiego to jest pokazanie, że w przyszłym rządzie to Kaczyński rozdawałby wciąż karty i nawet na poziomie symbolicznym to bardzo radykalnie utrudnia akceptację takiego kandydata. Ale znowuż powróćmy do kwestii fundamentalnej. Dzielenie skóry na niedźwiedziu i dzielenie stanowisk teraz, kilkanaście miesięcy przed wyborami, gdy bardzo wiele się może zmienić, to jest wielki błąd. To jest błąd, który nie podoba się wyborcom, również naszym. My nie będziemy robić żadnych przymiarek personalnych, ani koalicyjnych, nie będzie wskazywania, kto naszym zdaniem z Konfederacji powinien być kandydatem na premiera.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

A nie ma pan wrażenia, że Kaczyński i PiS będą próbowali rozegrać Nową Nadzieję i Ruch Narodowy? Gdy się słucha Jarosława Kaczyńskiego można odnieść wrażenie, że w Konfederacji mamy złego Sławomira Mentzena, nowe wcielenie Leszka Balcerowicza i akceptowalnego Krzysztofa Bosaka.

Pana marszałka Bosaka znam wiele lat dłużej niż Sławomira Mentzena, którego znam bardzo długo, bo jestem osobą, która wciągała go do polityki. I widzę, jak przy różnicach, które są między naszymi stronnictwami w ramach Konfederacji i różnicach temperamentu, optyki, podejścia do tego, w jaki sposób powinniśmy prowadzić politykę, jedna rzecz ich fundamentalnie łączy: zdrowy rozsądek i świadomość tego, że lepiej jest mieć 50 proc. w projekcie, który ma 15-20 proc. niż 100 proc. w projekcie, który ma 3, 7 a może nawet 10 proc. To jest fundamentalna różnica i jest jasne, że polityka w ówczesnym świecie musi polegać na dogadywaniu się. W Konfederacji nauczyliśmy się dogadywać. Nawet jak są między nami jakieś spory, to nie epatujemy nimi wyborców. U nas jest świadomość, że my nie musimy się lubić, ale mamy wspólny interes. A mądrość moich kolegów, na przykład pana marszałka Bosaka polega na tym, że on pamięta, jak wygląda koalicja z Prawem i Sprawiedliwością i co się może stać, jak się jest w takiej koalicji. To samo mówi Sławomir Mentzen, wspominając to, co się stało z Andrzejem Lepperem, Romanem Giertychem, Jarosławem Gowinem, Zbigniewem Ziobrą.

Czytaj więcej

Leszek Balcerowicz: program gospodarczy Konfederacji jest najbardziej racjonalny

Gdy pan tak mówi, to wydaje się, że i koalicja z PiS-em się oddala. Czy jesteście gotowi na sytuację, w której po wyborach nie wejdziecie w żadną koalicję – i że to na was spadnie złość wyborców za to, że znowu będą musieli iść do wyborów.

Po pierwsze: możliwe są rządy mniejszościowe. Ja myślę, że gdyby był kandydat na premiera z Konfederacji, to Kaczyński wolałby kandydata na premiera z Konfederacji, który ma rząd mniejszościowy, niż takiego, który się dogadał z partiami obecnej koalicji rządzącej. A Donald Tusk wolałby mniejszościowego premiera Konfederacji niż takiego, który dogadał się z Jarosławem Kaczyńskim. Ale myślę, że to nie jest prawdopodobny scenariusz, ponieważ osobą, która ma i będzie miała bardzo duży wpływ na to, jak kształtować się będzie rząd, jest pan prezydent. I on pierwszy zapłaci za to, gdyby ukształtowała się koalicja prawicowa, słabo rządząca, skłócona, podstawiająca sobie wzajemnie nogi, ponieważ kolejne ważne wybory, które przyjdą bardzo, bardzo szybko, czyli dwa i pół roku po wyborach parlamentarnych, to są wybory prezydenckie. I jeżeli byłby słaby rząd prawicowy, skłócony, który nie zaspokaja żywotnych interesów obywateli, to jest rząd, który go utopi. Kalendarz wyborczy jest dosyć bezwzględny.

Czyli reasumując pokładacie nadzieję w tym, że to Karol Nawrocki powie PiS-owi: Słuchajcie, musicie tej Konfederacji trochę ustąpić, bo ja bym chciał wygrać wybory prezydenckie.

Człowiek, który myśli i człowiek, który szacuje, kalkuluje, nie pokłada nadziei, tylko zastanawia się, jacy aktorzy na scenie politycznej jakie mają interesy i czy są racjonalni. Ja głęboko wierzę, że pan prezydent Nawrocki jest racjonalny, ma wokół siebie racjonalnych ludzi i będzie podejmował racjonalne decyzje. Ale oczywiście mogę się mylić, bo nieraz w polityce widziałem, że ludzie podejmują fundamentalnie nieracjonalne decyzje, albo na ich racjonalność wpływają czynniki, których nie doceniłem i których nie uwzględniłem. I to, co wydawało się szaleńcze, samobójcze, szkodliwe, wynikało z jakichś czynników, czasami prywatnych, czasami osobistych.