Korespondencja z Budapesztu
Istvan ma taką swoją małą przyjemność: każdego dnia kupuje bałkański kefir. Ale teraz jest z tym coraz większy problem.
- Zawsze buteleczka kosztowała 200 forintów (2,2 zł). Ale ostatnio ta cena zaczęła systematycznie rosnąć. Aż dobiła do 439 forintów (4,9 zł). Przed wyborami, to nic zaskakującego, dzięki publicznym dotacjom nieco spadła. Ale to wciąż 380 forintów (4,22 zł). Prawie dwa razy tyle, co wcześniej – martwi się w rozmowie z „Rzeczpospolitą” profesor starożytnej greki na budapesztańskim uniwersytecie ELTE, najbardziej prestiżowym w kraju.
Ten kefir to może byłby detal gdyby nie to, że drożyzna na Węgrzech stała się powszechna. Na początku 2023 r. inflacja osiągnęła w ujęciu rocznym przeszło 26 proc., najwięcej ze wszystkich krajów Unii Europejskiej. Ale to średnia, bo ceny za podstawowe produkty spożywcze skoczyły znacznie bardziej, nieraz nawet podwoiły się.
Czytaj więcej
– Na Węgrzech mamy bardzo dziwny układ, w którym Viktor Orbán oficjalnie nie ma ani grosza, ale wszyscy członkowie jego rodziny, bliscy współpracow...
Słabsi, biedniejsi coraz gorzej to wytrzymują. W Budapeszcie wróciły zapomniane obrazki ludzi śpiących na ulicy, bezdomnych przeszukujących kubły. A stolica i tak jest relatywnie zamożna, znacznie większa bieda panuje na wsi. Tam jednak jest bardziej ukryta. – Po rodzicach odziedziczyłem działkę w Tiszaroff, malutkiej wiosce jakieś 100 kilometrów na wschód od Budapesztu. Ludzie mają tu dużo niższe dochody, w szczególności w społeczności romskiej: odpowiednik może jakiś 500 euro (2,2 tys. złotych) miesięcznie. Wielu jest więc gotowych oddać głos na Fidesz za niewielkie wsparcie, nawet 50 euro (nieco ponad 200 złotych) – przyznaje Istvan.
Węgry Orbána: Ciągłe przerwy w dostawach prądu kilka razy w tygodniu to na prowincji norma
Jak zazwyczaj zdarza się to w państwie Viktora Orbána, na dwa tygodnie przed wyborami Istvan dowiedział się, że dostanie 20-procentową podwyżkę. Na takie prezenty, na które zadłużone po uszy państwo w żaden sposób nie powinno być stać, mogą liczyć jednak tylko wybrani: te grupy społeczne, które w oczach reżimu stanowią potencjalny elektorat Fideszu. Ale większość Węgrów musi się zadowolić dotychczasowymi uposażeniami.
Preferencje wyborcze na Węgrzech (stan na 20 marca)
Badaczom uniwersytetu ELTE udało się uchwycić w liczbach pauperyzację węgierskiego społeczeństwa. Ich zdaniem w minionych czterech latach (2021-2025) udział w społeczeństwie tzw. klasy wyższej spadł z 9 do 5 proc. Dramatycznie (z 24 do 14 proc. całej ludności) skurczyła się „wyższa klasa średnia”, podczas gdy „niższa klasa średnia” wzrosła z 31 do 38 proc. Natomiast wskaźnik dla „warstw ubogich” skoczył z 31 do 43 proc.
Czy blisko 60-letni profesor już wypadł z klasy średniej? Istvan do tej pory dostawał na rękę nieco ponad 4 tysiące złotych miesięcznie. To trochę lepiej, niż średnia pensja netto na Węgrzech (3,7 tys. złotych). Z pewnością jednak za mało, aby często korzystać z budapeszteńskich atrakcji zarezerwowanych dla turystów. W restauracjach ceny są zdecydowanie wyższe, niż w Warszawie: sztandarowa zupa gulaszowa, w której trzeba sporo mieszać łyżką, aby natrafić na kawałek mięsa, kosztuje zwykle 4 tys. forintów (44 zł), ale nieraz i 5 tys. forintów (55 zł). Profesor, jeśli chce podziwiać ikoniczny widok na Budapeszt, musi też raczej wdrapywać się na nogach na wzniesienie Budy po drugiej stronie Dunaju. Za jazdę pamiętającą czasy Franciszka Józefa kolejką trzeba zapłacić w jedną stronę 4500 forintów (50 złotych).
Czytaj więcej
Całe państwo stało się zakładnikiem systemu korupcyjnego, który doprowadził Węgry do ruiny. Ludziom żyje się coraz gorzej i zaczynają to łączyć z p...
Ale Istvan i tak ma szczęście. Odchowane dzieci z pierwszego małżeństwa, spłacone mieszkanie, pracującą żonę. Wynajem dwóch pokoi w centralnych dzielnicach Budapesztu to koszt 3-4 tys. złotych: stąd kryzys bezdomności.
- Załamanie dochodów uwypukliło chroniczne niedofinansowanie wielu sektorów: służby zdrowia, edukacji, transportu publicznego – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Iker Aron, zastępca dyrektora budapesztańskiego instytutu ekonomicznego OGResearch.
Dopóki koszty paliwa nie były problemem, Węgrzy unikali pociągów. Woleli wziąć własne auto. Kiedy panowała względna prosperity, kto mógł, posyłał dzieci do szkół prywatnych. Dla wykonania zabiegów lekarskich wybierano raczej prywatne przychodnie. Jednak odkąd ludzie muszą zaciskać pasa, zaczynają odkrywać, że na wielu trasach nawet pociągi Intercity nie jadą szybciej, niż w czasach monarchii Austro-Węgierskiej. I składają się nieraz ze zbieraniny wagonów jeszcze z czasów komunistycznych.
Tak wyglądają pociągi na Węgrzech
– Potwornie zaczęły mnie boleć plecy, więc starałem się umówić do lekarza. Termin dostałem po czterech miesiącach. Gdy wszedłem do szpitala, zobaczyłem obdrapane ściany, stary sprzęt. Zrobiło się trochę straszno – wspomina swoje niedawne doświadczenie ze służbą zdrowia Istvan.
Innym problemem Węgier jest cała seria cen regulowanych. Dotyczą elektryczności czy dostaw wody, szeregu podstawowych produktów spożywczych, ostatnio paliw. Mają ratować budżety wielu rodzin. Jednak ma to swoją ciemną stronę: podcina dochody firm komunalnych. Infrastruktura przesyłowa jest tak niedoinwestowana, że w szczególności na prowincji przerwy w dostawach prądu kilka razy w tygodniu są normą. Osobnym problem jest stan budynków sprzed I wojny światowej, w szczególności w Budapeszcie. To nawet 80 proc. substancji mieszkaniowej. Chodzi często o kamienice należące do żydowskich właścicieli posłanych na śmierć do Auschwitz. O ile same apartamenty zostały wykupione, to koszt remontów przekracza możliwości wspólnoty mieszkaniowej. Przy braku subwencji państwowych wiele budynków, w szczególności poza centrum stolicy, pozostaje więc w fatalnym stanie.
Rośnie zadłużenie. Węgry na drodze do powtórzenia losu Grecji
Węgierska gospodarka nagle stanęła w miejscu, gdy wybuchł COVID. I od tego czasu już tak naprawdę nie ruszyła. W latach 2021-2025 średni wzrost PKB wyniósł 1,1 proc.,. trzykrotnie wolniej, niż w Polsce. Nie tylko nasz kraj pod względem dochodu na mieszkańca pozostawił Węgry daleko w tyle, ale wyprzedziła je nawet lekceważona w Budapeszcie Rumunia.
- W latach prosperity rząd nie stworzył rezerw finansowych. I kiedy uderzyła epidemia, a potem kryzysy energetyczne spowodowane wojnami w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, nie było środków, aby przezwyciężyć zapaść, uratować przedsiębiorstwa – mówi Iker Aron.
W ten sposób Orbán wpadł w tę samą pułapkę, którą wcześniej zaliczył komunistyczny reżim Jánosa Kádára, a potem rząd postkomunistycznego premiera Ferenca Gyurcsány. Ulgi fiskalne i dotacje socjalne, które w sztuczny sposób podtrzymywały dochody wybranych grup społecznych, drenowały dochody państwa. Dług urósł do ok. 80 proc. PKB. Ale co ważniejsze, jego obsługa stawała się nieznośnie droga, bo zagraniczni inwestorzy stracili zaufanie do węgierskich władz i domagali coraz większej premii za ryzyko kredytowania Budapesztu. Dziś rentowność węgierskich, 10-letnich obligacji wynosi 7,2 proc. wobec 3 proc. w przypadku Niemiec. Gdyby nie kilka różnic, jak wciąż mniejsze zadłużenie czy możliwość dewaluacji własnej waluty, usprawiedliwione byłyby obawy, że Węgry właśnie wpadły w podobny korkociąg zadłużenia jak kilkanaście lat temu Grecja.
Czytaj więcej
Stawka wyborów na Węgrzech jest bardzo duża. Wolna Europa stawia na demokratyczną opozycję na czele której stoi Péter Magyar. Donald Trump i Władim...
Kluczowym czynnikiem, który wywołał nieufność inwestorów był otwarty konflikt z Komisją Europejską, na który zdecydował się Orbán. Doprowadził on ostatecznie do zawieszenia w 2019 r. wypłaty Węgrom 19 mld euro unijnych subwencji. A ponieważ środki europejskie stanowiły 90 proc. inwestycji nad Dunajem, perspektywy rozwoju kraju nagle się bardzo zawęziły.
Orbán tłumaczył swoją politykę względem Brukseli chęcią umocnienia węgierskiej suwerenności. Prawda ukazała się jednak odmienna. Jego polityka doprowadziła do daleko idącego uzależnienia od rosyjskich nośników energii: gazu i ropy. Podczas gdy inne kraje Unii odcięły się od importu tych surowców z Rosji, węgierski reżim jeszcze zwiększył ich kupno. To okazało się jednym z największych źródeł wysokiej inflacji.
12 kwietnia Węgrzy wybiorą nowy parlament
Ale Budapeszt doprowadził także do ogromnego uzależnienia od zagranicznego kapitału. Najpierw były to niemieckie koncerny motoryzacyjne, które zresztą wiele lat lobbowały w Berlinie i Brukseli, aby nie karać węgierskiego reżimu za coraz bardziej autorytarne praktyki. Później Orbán postawił na inwestycje chińskie znowu w zasadniczo jednej branży: samochodów elektrycznych. W 2022 r. gigant CATL ogłosił projekt budowy za 7,3 mld euro gigafabryki baterii w Debreczynie. Później największy producent aut na prąd w Chinach BYD zapowiedział powstanie swojej pierwszej fabryki w Europie. Wybór padł na węgierski Szeged. Koszt: 4 mld euro. Tyle, że i jeden, i drugi projekt został później radykalnie ograniczony. Bo też nadzieje na masowy popyt na auta elektryczne w Europie nie zmaterializowały się. Węgry pozostały na lodzie. Tym bardziej, że pochodną ulg podatkowych i szerzej premiowania zagranicznych koncernów było traktowanie przez państwo po macoszemu własnych przedsiębiorstw. No chyba, że należały do kręgu korupcyjnego Orbána.
Oligarchizacja węgierskiej gospodarki poszła bardzo daleko.
György Matolcsy, do 2025 r. prezes Narodowego Banku Węgier, w niemałym stopniu jest odpowiedzialny za rekordową inflację i kryzys na Węgrzech. Zwolennik ezoteryzmu, konsekwentnie stosował niekonwencjonalne metody zbijania wzrostu cen. W konsekwencji wiarygodność banku centralnego załamała się i musiał on znacznie bardziej wyśrubować stopy procentowe, aby osiągnąć ten sam efekt rynkowy, co bardziej szanowane instytucje finansowe za granicą. Matolcsy został zapamiętany z „wyparowania” przynajmniej miliarda euro rezerw banku. To środki w znacznym stopniu zarobione na przeliczeniu kredytów we frankach szwajcarskich na forinty, które zamiast, jak nakazuje konstytucja, trafić do budżetu państwa ulotniły się na rachunkach różnych fundacji związanych z ludźmi reżimu. Niezależne media ujawniły też, że syn byłego prezesa banku centralnego, Ádám Matolcsy, zbudował kolekcję luksusowych aut i apartamentów w Dubaju. Jest więc zabezpieczony przed ewentualną wygraną demokratycznej opozycji w wyborach z 12 kwietnia.
Czytaj więcej
Po imigrantach, George'u Sorosie, Brukseli i homoseksualistach Ukraina ma być nowym straszakiem, który uratuje Fidesz przed utratą władzy. Ale tym...
To jednak część znacznie szerszego problemu, jakim jest skrajna oligarchizacja systemu gospodarczego kraju. Koncentracja majątku w rękach wybranych. Jednym z typowych sposobów bogacenia się ludzi z kręgu Orbána było przejmowanie przez państwo podupadających przedsiębiorstw, ich uzdrowienie na koszt podatników i odsprzedaż na preferencyjnych zasadach wybranym oligarchom. Tak na przykład został przejęty przez kolegę premiera z dzieciństwa Lőrinca Mészárosa oraz bliskiego mu właściciela koncernu budowlanego Duna Aszfalt László Szíjja Węgierski Bank Handlu Zagranicznego MKB. Innym sposobem na przelanie państwowego kapitału do fideszowej mafii okazały się ustawione przetargi publiczne, które niezmiennie wygrywają „wskazane” podmioty. Z tego powodu ocenia się, że koszt projektów inwestycyjnych czy usług jest na Węgrzech średnio o 30 proc. wyższy, niż w normalnych warunkach. A jakość zdecydowanie gorsza. Opozycyjna Tisza opracowała kompleksowy program odbudowy węgierskiej gospodarki. Ale wprowadzenie go w życie uzależnione jest od przejęcia władzy przez ludzi Pétera Magyara. A populistyczna, nacjonalistyczna władza bardzo mocno się okopała.