Pieniądze na realizację spektakli nie są, niestety, najlepiej wydawane, gdy dokonać przeglądu marcowych przedstawień.

Najlepiej wypadło „Bezimienne dzieło” Witkacego, które po raz kolejny wyreżyserował Jan Englert. Dwukrotnie realizował je jako dyplomy ze studentami warszawskiej Akademii Teatralnej (1987 – przeniesione do Teatru TV rok później, 2005), potem także w 2013 r. w Teatrze Narodowym w Warszawie. I jak przyznał w czasie przedpremierowego pokazu „Bezimiennego dzieła”: „Czytam je dziś kompletnie inaczej, jakby je ktoś inny napisał”.

Ów liczący ponad sto lat utwór (1921) okazał się profetyczny, a kolejne rozdziały historii potwierdzają jego ponadczasowość. Jednak dziś nikt już nie ma złudzeń, że rewolucja pożera swoje dzieci, a jej inspiratorzy bardziej myślą o swojej karierze niż dobru ogółu. A także że jednostka nie ma szans w starciu z bezkształtnym tłumem, a władza nie może istnieć bez aparatu represji. Intryga zdefiniowana przez autora jako „kryminał na temat sztuki i rewolucji” jest przypowieścią o kondycji ludzkiej natury. Ale też z innego punktu widzenia postrzegamy dziś odkrycia Witkacego i realizacja Englerta próbuje to pokazać.

Teatr Telewizji "Bezimienne dzieło" reż. Jan Englert

Teatr Telewizji "Bezimienne dzieło" reż. Jan Englert

Foto: Waldemar Kompała/TVP

Porządna reżyseria (trudno jednak potraktować ją jako twórczo wnoszącą nowe odczytanie Witkacego), dobrze zagrane role przez wszystkich aktorów (m.in. Grzegorz Małecki jako Józef Cynga, Maciej Stuhr – Plazmonik Blodestaug, Daniel Olbrychski – Plazmodeusz Blodestaug, Justyna Kowalska – Róża van der Blaast, Dominika Kluźniak – Klaudestyna de Montreuil) – to dziś w poniedziałkowym Teatrze TV już dużo. I co trzeba podkreślić – Jan Englert jest doświadczonym nie tylko reżyserem teatralnym, ale także świadomym twórcą Teatru TV, który, doceniając jego fenomen, kontynuuje tradycje.

Andrzej Wajda używany

Ten sposób rozumienia owego specyficznego medium jest jednak niezrozumiały, by nie powiedzieć – obcy – debiutującym realizatorom dwóch marcowych premier, czyli „Wszystko na sprzedaż” oraz „Stanu podgorączkowego”.

„Wszystko na sprzedaż” kieruje ku słynnemu filmowi Andrzeja Wajdy z 1968 r. (można obejrzeć na CDA), intrygującemu wielowątkową fabułą osnutą wokół poszukiwań zaginionego bez wieści aktora występującego w głównej roli w filmie. Rzecz dotyczyła Zbigniewa Cybulskiego, ważnego dla Wajdy w życiu zawodowym i prywatnym. Jego porte-parole to Andrzej Łapicki, a w realizowanym scenariuszu (częściowo improwizowanym) nieustannie przenikają się wątki – z prawdziwego życia i z fikcji. Aktorzy występujący w tym obrazie grają samych siebie, noszą własne imiona, improwizują w zgodzie z prywatną intuicją. Wydawać by się mogło, że „przetłumaczenie” tego obrazu w jakimkolwiek remake’u jest bezcelowe. A jednak.

Magdalena Cielecka i Daniel Olbrychski w spektaklu "Wszystko na sprzedaż"

Magdalena Cielecka i Daniel Olbrychski w spektaklu "Wszystko na sprzedaż"

Foto: Waldemar Kompała/TVP

„Najbardziej awangardowy film Andrzeja Wajdy w interpretacji najbardziej awangardowych twórców współczesnego teatru” – tak zareklamowany został na facebookowej stronie debiut w Teatrze TV duetu reżyserskiego z doświadczeniem dotąd wyłącznie teatralnym: Mateusza Atmana i Agnieszki Jakimiak. Twórcy postanowili przenieść akcję do 2016 r.. Zdecydowali, że wielkim nieobecnym będzie w ich interpretacji Andrzej Wajda.

Postać graną przez Andrzeja Łapickiego rozpisali na dwoje aktorów. Wybrali motywy i sceny z oryginału (pierwsza scena z obecnej wersji jest odtworzeniem oryginalnej) według własnej koncepcji kolejności. Błąkając się w jej eksplikacji twórcy wyjaśniali w czasie przedpremierowego spotkania: „Generalnie klucz taki: przenosimy akcję do 2016 r., aktualizujemy trochę „Wszystko na sprzedaż” i sprawdzamy , co działa, a co nie działa”. Potem zastanawiali się: „jak zredukować gęsty sos scenariuszowy” i nastąpiło „rzeźbienie masy przez redukcję”. Zabrakło kwestii podstawowej: zrozumienia, że siła oryginalnego „Wszystko na sprzedaż” polegała na wielowymiarowości relacji łączących bohaterów (każdy z nich miał relację ze Zbigniewem Cybulskim) – nie tylko w scenariuszu filmowym, ale i prywatnie. W nowej wersji występuje dwójka aktorów, którzy Wajdę znali osobiście, czyli Magdalena Cielecka i Daniel Olbrychski, z czego ten ostatni jest najbardziej na swoim miejscu.

Język, po pierwsze język

Zawiódł też „Stan podgorączkowy” Mariusza Gołosza w reżyserii debiutującej w Teatrze TV Nastazji Gonery. To realizacja zwycięskiego tekstu pierwszej edycji konkursu ogłoszonego przez Teatr TV na scenariusz „Narracje Nieobecne” (I nagroda – 50 tys. zł). Tematem była pandemia COVID-19. Reżyserka wygrała konkurs na jego eksplikację.

Teatr TV "Stan podgorączkowy" w reż. Nastazji Gonery

Teatr TV "Stan podgorączkowy" w reż. Nastazji Gonery

Foto: mat.pras. TVP

Akcja toczy się w niezbyt obszernym mieszkaniu wynajmowanym przez trzech mężczyzn przeżywających narastające frustracje, napięcia i egzystencjalne kryzysy wynikające z utraty pracy, rozpadu dotychczasowego własnego świata, konieczności życia w zamknięciu i bezczynności spowodowanej pandemią. Wymieszana została rzeczywistość z baśniowością, surrealną wyobraźnią, a nawet wątkami katastroficznymi ze statkiem kosmicznym w przebłyskach.

Tę refleksję o pandemicznym czasie przyćmiewa jednak tęsknota za polszczyzną, bo bardzo gęsto serwowane wulgaryzmy świadczą raczej o ubóstwie leksykalnym i koncepcyjnym autora tekstu. I jak licznie piszą widzowie na facebookowej stronie Teatru TV, powodują wyłączenie telewizora. Pozostaje zagadką, z jakich powodów ten właśnie tekst zyskał uznanie w oczach piątki jurorów wygrywając konkurencję wśród ponad 200 innych.

Ewa Lipska przede wszystkim

W przypadku spektaklu „Pewność” język, ten werbalny, ma się dobrze. Scenariusz powstał w oparciu o tomy poetyckie Ewy Lipskiej: „Droga pani Schubert…”, „Miłość, droga pani Schubert…”, „Wariacje Geldbergowskie”. W przedstawieniu  udział biorą Anna Polony (Pani Schubert), Jan Peszek (Geldberg) i Ewa Lipska – w roli własnej. Zwłaszcza udział tej ostatniej, świętującej w ubiegłym roku 80. urodziny, a w spektaklu czytającej swoje utwory – jest cennym dokumentalnym zapisem. Ale już realizacja uteatralizowanego świata poezji przez Błażeja Peszka częściej przeszkadza niż pomaga. Obraz częściej rozprasza uwagę niż ją skupia.

Ewa Lipska w Teatrze TV "Pewność"

Ewa Lipska w Teatrze TV "Pewność"

Foto: Sylwia Penc/TVP

Tradycja Teatru TV zobowiązuje

– Zastanawiam się, gdzie jeszcze jest tu teatr? – zapytała pani siedząca na widowni po obejrzeniu przedpremierowego pokazu „Stanu podgorączkowego”, wyjaśniając, że ma wrażenie oglądania filmu.

– Myślę, że to pytanie, które pojawia się u wielu widzów za dyrekcji Michała Kotańskiego – odpowiadała Joanna Biernacka-Płoska z Teatru TV. – Szukamy nowych języków i przestrzeni. Rzeczywistość zmienia się w tempie zatrważającym i trudno to ignorować. Jeśli nie będziemy próbowali poszerzać granic naszego świata, to się udusimy. Postanowiliśmy i staramy się to robić: wpuszczać trochę inne języki i narracje. I patrzeć, co się dzieje.

Miejscem takich prób (przemyślanych i jakościowych) było przez długi czas Studio Teatralne Dwójki, powstałe pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. Poniedziałkowe, flagowe pasmo Teatru TV, zasługuje w pierwszej kolejności na mądrą kontynuację, a dopiero później – na eksperymenty.

Marcowe spektakle można oglądać na vod.tvp.pl.