Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego, zdaniem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, Polska powinna ostrożnie podejść do propozycji przyłączenia się do Rady Pokoju?
- Jak Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ocenia ostatnie działania USA?
- Dlaczego, zdaniem polskiej minister, Donald Trump chce utworzyć Radę Pokoju?
Pełczyńską-Nałęcz pytano, jaką rekomendację przedstawi rząd prezydentowi ws. ewentualnego przystąpienia do Rady Pokoju.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Żadne poważne państwo nie przystępuje do organizacji międzynarodowej z dnia na dzień
– Rząd na pewno uważa, że są konkretne ramy prawne, w ramach których w Polsce są podpisywane umowy międzynarodowe. Te ramy prawne wymagają ratyfikacji przez parlament – odparła. – Poważne państwo nie działa w ten sposób, że jednoosobowo podejmuje się decyzję o przynależności do organizacji międzynarodowej – mówiła w dalszej części rozmowy.
Rada Pokoju powstała jako kluczowy element drugiej fazy planu pokojowego dla Strefy Gazy, wynegocjowanego za pośrednictwem USA między Izraelem a Hamasem. Zgodnie z dokumentami statutowymi, do których jako pierwsze dotarły agencje Bloomberg i Reuters, Rada Pokoju ma być międzynarodową organizacją, a jej celem jest promowanie stabilności, przywracanie wiarygodnych rządów oraz zapewnienie trwałego pokoju w obszarach dotkniętych lub zagrożonych konfliktami. W preambule dokumentu podkreślono potrzebę powołania „bardziej sprawnego i skutecznego międzynarodowego organu budującego pokój”.
Czytaj więcej
Siłowe przyjęcie Grenlandii przez USA postawiłoby pod znakiem zapytania bezpieczeństwo wszystkich krajów, które Rosja i Władimir Putin zaliczają do...
Po tym, jak Pałac Prezydencki potwierdził, że zaproszenie do Rady Pokoju otrzymał Karol Nawrocki, premier Donald Tusk podkreślił, że w Polsce o przystępowaniu do organizacji międzynarodowych decyduje rząd, a umowy takie musi ratyfikować Sejm. Wiadomo, że ws. zaproszenia do Rady Pokoju prezydent Nawrocki rozmawiał już z premierem Tuskiem. Prezydent poprosił też o opinię MSZ-u w tej sprawie.
– Umowy międzynarodowe takiej wagi trzeba przeanalizować, zobaczyć, na pewno nie jest to tak, że dziś (jest składana) propozycja, a jutro (następuje) podpisanie – mówiła Pełczyńska-Nałęcz.
Minister funduszy i polityki regionalnej stwierdziła też, że przy propozycji stworzenia takiej organizacji międzynarodowej „żadne poważne państwo” nie zachowuje się tak, by podejmować decyzję w sprawie przystąpienia tuż po pojawieniu się informacji, że taka organizacja ma powstać. – Zwłaszcza, że konsekwencje tego są ogromne – zaznaczyła.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Chcemy, żeby USA były naszym sojusznikiem
Kandydatka na liderkę Polski 2050 zwróciła też uwagę, że do Rady Pokoju zaproszony został również Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenko. – Dla Polski, mówię w imieniu własnym, przynależność do tego typu raptownie tworzonej organizacji międzynarodowej wraz z Łukaszenką i Putinem, i nazwanie tego Radą Pokoju, jest wysoce kontrowersyjne – zaznaczyła.
Pełczyńska-Nałęcz przyznała, że „sytuacja jest koszmarna”, ponieważ „mamy sojusznika, przez dekady oporę naszego bezpieczeństwa; mamy sąsiada agresywnego, który napadł na drugiego naszego sąsiada; i nasz sojusznik zaczyna się zachowywać w sposób nieprzewidywalny, niebezpieczny, domaga się w ramach NATO od sojusznika z NATO części jego ziem, próbuje z dnia na dzień narzucić umowy międzynarodowe”. - To są takie rzeczy, których nie było od dekady, nie jest łatwo na nie znaleźć odpowiedź – dodała.
Każda odbudowa to wielkie inwestycje i pieniądze. Pytanie kto na tym skorzysta. My widzimy, i tego nie można negować, że działania administracji Trumpa to są coraz częściej działania na rzecz korzyści grupy trzymającej władzę w Stanach Zjednoczonych
– Na pewno jest ostrożność ze strony naszej, ze strony koalicji, to jest dobre. Podejmowanie z dnia na dzień takich decyzji jest niepoważne. Jeśli my się jako Polska szanujemy, nie możemy pozwolić sobie, by z dnia na dzień podpisać coś, co zobaczyliśmy wczoraj. Jeżeli jesteśmy suwerennym państwem, to się szanujmy, nawet wobec sojusznika – mówiła też.
– My chcemy, żeby USA były naszym sojusznikiem. Ale jak zachowają się Stany Zjednoczone, to już inna sprawa – zaznaczyła Pełczyńska-Nałęcz.
Na pytanie, po co Trumpowi jest Rada Pokoju Pełczyńska-Nałęcz odparła, że „przede wszystkim dla celów komercyjnych połączonych z własnym interesem”. Jak zauważyła Rada powstała m.in. po to, by nadzorować odbudowę Strefy Gazy. – Każda odbudowa to wielkie inwestycje i pieniądze. Pytanie, kto na tym skorzysta. My widzimy, i tego nie można negować, że działania administracji Trumpa to są coraz częściej działania na rzecz korzyści grupy trzymającej władzę w Stanach Zjednoczonych – mówiła zastrzegając, że grupa ta pochodzi z demokratycznych wyborów.
Na uwagę prowadzącego rozmowę, że jesteśmy w sytuacji, w której nasz przyjaciel zaprasza nas na imprezę, co do której nie pasuje nam ani czas, ani miejsce, Pełczyńska-Nałęcz odparła, że problem polega na tym, iż „atmosfera na tym przyjęciu zaczyna być dla Polski niebezpieczna”.