Jak pan podsumowuje kampanię prezydencką? Jaka była?
To była bez wątpienia długa
kampania, podzielona na kilka etapów. Prekampania i pierwsze miesiące były w
gruncie rzeczy dość nudne – żaden z poruszanych tematów, poza kwestią
bezpieczeństwa, nie przebił się do świadomości wyborców ani nie wzbudził
większego zainteresowania. Dopiero później, w momencie gdy Rafał Trzaskowski
wezwał Karola Nawrockiego na debatę w Końskich, kampania nabrała emocji i
wyrazistości. Mam wrażenie, że był to impuls, który przyciągnął uwagę opinii
publicznej i nadał całemu procesowi nowej dynamiki. Później mieliśmy do
czynienia ze zwiększaniem się tych emocji.