Korespondencja ze Sztokholmu
– Więcej osób, które nie mają prawa pobytu w Szwecji, będzie zmuszonych opuścić kraj dobrowolnie lub pod przymusem – obwieścił minister migracji Johan Forssell.
Repatriację imigrantów, którzy przebywają w Szwecji nielegalnie, ma usprawnić wprowadzenie obowiązku przekazywania o nich informacji przez pracowników różnych instytucji. Mają donosić policji i Urzędowi ds. Migracji. Jeżeli nie wypełnią tego obowiązku, grozi im potrącenie z pensji.
Lewicy się nie podoba, że mniejszościowy rząd realizuje umowę z antyimigrancką partią Szwedzkich Demokratów
Obowiązek wskazywania nielegalnych przybyszów, by się ich pozbyć z kraju, to kolejna reforma mniejszościowego gabinetu Ulfa Kristerssona w ramach umowy zawartej z antyimigrancką partią Szwedzkich Demokratów. Zgodnie z umową rząd realizuje plan nacjonalistów dotyczący cudzoziemców i integracji w zamian za poparcie w parlamencie.
Czytaj więcej
Cudzoziemcy, których tryb życia budzi zastrzeżenia, nie uzyskają prawa pobytu w Szwecji.
Na skutek masowych protestów z obowiązku wskazywania nielegalnych przybyszów wykluczono jednak personel służby zdrowia, opieki socjalnej, szkół i bibliotek. Sprzeciw budził przede wszystkim fakt, że prawo, często zwane ustawą o donoszeniu, pogorszy jeszcze bardziej wrażliwą sytuację nielegalnych uchodźców, których liczbę w królestwie szacuje się na sto tysięcy. Sprawi, że osoby bez prawa pobytu nie będą miały odwagi i zaufania zwrócić się do władz o wsparcie, nawet gdy będzie niezbędne.
Na przykład dziecko urodzone w Szwecji, w przypadku gdy jego ojciec przebywa tu nielegalnie, nie będzie znało swojego rodzica, ponieważ jego nazwisko nie zostanie zarejestrowane. W ten sposób naruszy się prawo dziecka do wiedzy o swoim pochodzeniu.
Obowiązek informowania ma zacząć obowiązywać w przyszłym roku, ale już pojawiły się zgrzyty. Komisja ds. przedszkoli miasta Sztokholm zadecydowała, że wszystkim dzieciom w królestwie, które powinny opuścić kraj, oferuje miejsce w przedszkolu i to od pierwszego roku życia. Radna Alexandra Matsson z Lewicy liczy na to, że nowe dyrektywy zostaną przegłosowane w zarządzie gminy. – Te dzieci chodzą już do przedszkola i my to robimy, by wzmocnić ich prawa – deklaruje.
Powołuje się przy tym na fakt, że potomstwo imigrantów przebywających w kraju nielegalnie ma prawo do edukacji, co gwarantuje konwencja praw dziecka. Migranci, którym grozi deportacja, mogą poza tym korzystać z opieki zdrowia, usług bibliotek i socjalu jedynie w nagłych sytuacjach.
– Przeżyłam szok, gdy przeczytałam, komu się przyznaje miejsce w sztokholmskich przedszkolach – tak na działania polityków lewicowej koalicji, mającej większość we władzach stolicy, zareagowała radna rządzącej w kraju Umiarkowanej Partii Koalicyjnej Andrea Hedin.
Czytaj więcej
Muzułmanin nie chciał podać ręki kobietom i został wyrzucony z pracy.
– To nie idzie w parze z ogólnokrajowymi dyrektywami, zgodnie z którymi ma zapanować porządek i większy rygor w polityce migracyjnej. „Nie” (przy decyzji odmowy prawa do pobytu) ma oznaczać „nie” – dodała Hedin, której zdaniem większość radnych stolicy aktywnie przyczynia się do zwiększenia napływu imigrantów do Szwecji. A to wyraźnie koliduje z działaniami rządu i wspierających go w parlamencie Szwedzkich Demokratów.
Ostatnio rząd przedstawił też Radzie Legislacyjnej postulaty dotyczące Urzędu ds. Migracji – w jego ośrodkach osadzani są cudzoziemcy, którzy muszą opuścić kraj. Rząd uważa, że należy zaostrzyć przepisy i pozwolić na przeszukiwanie pokojów i rewizje osobiste w większej liczbie przypadków, niż to jest dzisiaj przewidziane. Urząd ds. Migracji ma poważne problemy z bezpieczeństwem, ponieważ obcokrajowcy przemycają do podlegających mu ośrodków narkotyki i czasami broń.
Szwedzka debata o zapobieganiu powstawania migranckich enklaw. Jak wymusić „mieszanie populacji”?
W dyskusji o migracji pojawia się postulat działań integracyjnych, które nie dopuszczałyby do segregacji. Zdaniem socjaldemokratów temu miałaby służyć koncepcja mieszania ludności kraju. Jest o tym mowa w raporcie think thanku partii dotyczącym migracji i paralelnych społeczności: „Ekonomiczną, etniczną i językową segregację należy przełamać poprzez mieszanie populacji”. Raport nie precyzuje, w jaki sposób można tego dokonać, jednak stwierdza, że przezwyciężenie np. segregacji mieszkaniowej wymagałoby, by ponad 40 procent wszystkich osób o niskich zarobkach zmieniło miejsce zamieszkania.
Czytaj więcej
Najdłużej w historii Szwecji panujący król celebruje 50-lecie objęcia tronu. Co piąty Szwed jest przeciw monarchii.
– Integracja uchodźców jest tylko częściowo spójna z integracją mieszkaniową – powiedział „Rzeczpospolitej” Mats Franzén, socjolog z Instytutu Badań Mieszkaniowo-Urbanistycznych Uniwersytetu w Uppsali, po seminarium poświęconym znaczeniu środowiska dla zmniejszenia „segregacji mieszkaniowej” i zapobieganiu powstawania enklaw. Ważne w tym kontekście są rynek pracy i zasoby nabywcze konkretnych osób. – Bez wystarczających dochodów trudno osiągnąć standard, jaki mają inni mieszkańcy kraju – wyjaśnia.
– Integrację determinuje wiele czynników, część zależy od tego, skąd imigranci pochodzą. Im większy geopolityczny dystans, tym trudniejsza jest integracja – mówi Franzén. – Firmy budowlane budują dla tych, którzy są w stanie zapłacić, a w obecnej sytuacji nowe mieszkania są za drogie dla większości ludności. Dlatego bez planowania i politycznego sterowania wymieszanie populacji jest nierealne.
Komentuje też pomysł wprowadzenia kwot w renomowanych szkołach dla uczniów pochodzących z obszarów zdominowanych przez uchodźców i najsłabszych ekonomicznie. Jego zdaniem spotkałoby się to z protestami tych, których dzieci chodzą do tych szkól i uważają je za swoje. Znajdują się bowiem na ogół blisko miejsca zamieszkania. – Kwotowanie dotyczące szkół to polityczne tabu w Szwecji – dodaje. – Inni naukowcy odnieśliby się do tej materii pewnie inaczej – zastrzega.