Od 16 lat Ukraina wie, że „będzie członkiem NATO”. Taką formułę, kompromis między prezydentem George W. Bushem forsującym poszerzeniem paktu a kanclerz Angelą Merkel i prezydentem Nicolasem Sarkozym, ustalono na szczycie w Bukareszcie w 2008 roku. Okazała się ona jednak wyjątkowo nieszczęśliwa dla Ukraińców: z jednej strony nie zobowiązywała sojuszu do żadnych działań w obronie Ukrainy, ale z drugiej została uznana przez Putina za sygnał, że należy szybko przejąć kontrolę nad Kijowem, póki nie wpadnie on w ręce Zachodu.
W amerykańskiej stolicy NATO nie zamierza jednak wyjść poza tę formułę. Jest temu w szczególności przeciwny Joe Biden i Olaf Scholz, choć Emmanuel Macron przyłączył się do Polski i krajów bałtyckich, domagając się jasnej perspektywy członkostwa dla Ukraińców. Pod naciskiem Waszyngtonu i Berlina w projekcie wniosków szczytu odrzucono nawet formułę o tym, że przyjęcie Kijowa do sojuszu jest „nieodwracalne”. W zamian ma tam się znaleźć odniesienie o budowie „mostu prowadzącego do NATO”.
Czytaj więcej
Liderzy Unii Europejskiej podpisali z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim umowę o bezpieczeństwie m...
W trakcie ostatniego szczytu sojuszu w Wilnie latem 2023 roku prezydent Wołodymyr Zełenski otwarcie wyraził zawód brakiem postępu na drodze do przystąpienia jego kraju do paktu.
– Teraz Amerykanie chcą uniknąć podobnych scen i zamierzają wszystko ustalić z góry. Uważają, że konieczny jest pokaz jedności sojuszu nie tylko z powodu obchodów 75. rocznicy powołania NATO, ale także w perspektywie powrotu do Białego Domu Donalda Trumpa, który wielokrotnie wyrażał swój sceptycyzm wobec paktu – mówi „Rzeczpospolitej” Camille Grand, w latach 2016–2022 zastępca sekretarza generalnego sojuszu ds. strategicznych.