„Podziel się swoją wizją z całą Europą!” – brzmi fragment ogłoszenia dla projektantek i projektantów, zamieszczony na stronie Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Organizuje on konkurs na upominki z okazji polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, a w piątek minął termin na nadsyłanie prac.
Polska będzie sprawować prezydencję, czyli przewodniczyć posiedzeniom Rady Unii Europejskiej, w pierwszym półroczu 2025 roku. Jak pisaliśmy w kwietniu, w sumie może to kosztować nasz kraj nawet 600 mln zł. Z tego aż milion pójdzie na same upominki. Tak wynika z regulaminu konkursu organizowanego przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego.
Rząd chce, by inny upominek dostał prezydent, a inny – zwykły urzędnik
Regulamin głosi, że prezenty mają być pogrupowane w kilku kategoriach w zależności od hierarchii obdarowywanych. W uproszczeniu można powiedzieć, że grupa A to głowy państw, szefowie rządów i parlamentów oraz komisarze UE, B – ministrowie i wiceministrowie, a C – urzędnicy. Regulamin konkursu przewiduje, że dla grupy A ma być 100 prezentów o wartości 150 euro każdy, dla grupy B – 910 upominków za 50 euro, zaś dla grupy C – 3 tys. podarków wartych 15 euro sztuka. Ponadto ma powstać 2 tys. krawatów i apaszek dla grup A i B po 50 euro sztuka. W sumie daje to kwotę 205,5 tys. euro, czyli niemal 900 tys. zł.
Kwota może robić wrażenie, jednak – jak pisaliśmy pod koniec 2022 roku – podobną sumę planowała wydać wówczas kancelaria premiera Mateusza Morawieckiego na gadżety promocyjne służące do bieżącej działalności. Zaś w przypadku prezydencji wręczanie upominków stało się już tradycją. Na przykład Szwedzi, którzy sprawowali prezydencję w pierwszej połowie 2023 roku, rozdawali zestawy konferencyjne, składające się z toreb, notesów i długopisów, oraz apaszki i krawaty. Zaś Hiszpanie, którzy przejęli prezydencję po Szwedach, wręczali kolorowe szaliki i pamiątkowe monety.
– Drobne upominki dla najważniejszych gości są elementem każdej prezydencji. Postanowiliśmy dać w otwartym konkursie możliwość młodym artystom – mówi Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, podsekretarz stanu w KPRM, odpowiedzialna za organizację polskiej prezydencji. Z regulaminu konkursu wynika, że przedmioty mają kojarzyć się z Polską, być oryginalne i innowacyjne, odzwierciedlać aktualne trendy ekologiczne i nie mieć masowego charakteru, a wyboru zwycięskich prac dokona specjalnie powołane jury. Składa się m.in. ze specjalistów od protokołu dyplomatycznego i plastyków.
Autorzy najlepszych prac z każdej kategorii dostaną po 7 tys. zł nagrody, a otwarty konkurs ma spowodować, że nie dojdzie do powtórki wpadki z 2011 roku.
Podczas poprzedniej prezydencji w 2011 roku wręczano kontrowersyjne bączki
Wówczas Polska po raz pierwszy sprawowała prezydencję w radzie UE i również zamówiła z tej okazji upominki. Były to spinki do koszul wykonane ze srebra i krzemienia pasiastego, skórzane aktówki i drewniane bączki pomalowane tak, by przypominały tancerki w strojach ludowych. Te ostatnie upominki powstały w największym nakładzie aż 6,2 tys. sztuk i wzbudziły spore kontrowersje. Powodem były oskarżenia o plagiat.
Zdaniem „Newsweeka” na pomysł wystylizowania bączka tak, by przypominał ludową tancerkę, wpadła już w latach 50. plastyczka Maria Veltuzen. Monika Wilczyńska, która zaprojektowała niemal identyczny gadżet dla polskiego rządu, zapewniała jednak, że to to jej autorski pomysł, i nie wiedziała, że podobny pojawił się już wcześniej.
To jednak nie koniec kontrowersji. Media zwracały uwagę na fakt, że cena 130 zł netto za zestaw składający się z dwóch bączków jest raczej wygórowana. W sumie na bączki poszedł ponad milion złotych.
Dziś, mimo wzrostu cen od czasu ostatniej prezydencji, podobną kwotę mają pochłonąć gadżety ze wszystkich kategorii łącznie. – Jestem pewna, że upominki dla naszych gości będą odpowiednie na tę okazję i uda się zachować przy tym rozsądek finansowy – twierdzi minister Sobkowiak-Czarnecka.