Enrico Letta: Putin przekształca Unię w superpotęgę

Jeśli szybko nie zintegrujemy europejskiej obronności, energetyki i banków, Unia przestanie się na świecie liczyć – uważa były premier Włoch Enrico Letta.

Publikacja: 29.02.2024 03:00

Enrico Letta wizytował Kolegium Europejskie na warszawskim Natolinie

Enrico Letta wizytował Kolegium Europejskie na warszawskim Natolinie

Foto: AFP

Unia Europejska rozwija się od kryzysu do kryzysu. Jak zmieni ją zagrożenie, jakie stanowi Rosja Władimira Putina?

Rada Unii Europejskiej i Komisja Europejska powierzyły mi we wrześniu napisanie raportu o przyszłości jednolitego rynku, serca integracji. Mam go oddać w połowie kwietnia. Zacząłem nad nim pracę, zupełnie nie zwracając uwagi na kwestie obrony. To są w końcu kompetencje krajów członkowskich. Ale dziś, pięć miesięcy po podjęciu tej pracy, już wiem, że kwestia obrony nie tylko musi zostać włączona do jednolitego rynku, ale od niej otworzę mój raport. Putin nadaje więc zupełnie nowy kierunek rozwojowi Unii, zmusza nas do bycia dorosłymi i zbudowania nie tylko niezależności obronnej, ale także energetycznej, technologicznej.

To też wynik deklaracji Donalda Trumpa podważających zobowiązania Ameryki do obrony krajów NATO?

Na pewno. Nie oznacza to, że mamy zrywać związki transatlantyckie. Jednak przygotowując mój raport, odwiedziłem nie tylko 27 stolic Unii, ale także Waszyngton, gdzie rozmawiałem m.in. z Johnem Podestą, inicjatorem ustawy o redukcji inflacji (IRA – zestaw przepisów mających ograniczyć zależność Ameryki m.in. od Chin – red.). Chcemy pójść za tym przykładem.

Czytaj więcej

Trump podważa art. 5 NATO. "Będę zachęcał Rosję, by robiła, co chce"

Jak powinna się zmienić europejska polityka obronna?

Musimy przede wszystkim wyciągnąć wnioski z minionych dwóch lat. W tym czasie 80 proc. sprzętu wojskowego, jaki za pieniądze europejskich podatników został przekazany Ukrainie, wytworzono poza Unią: w Korei Południowej, Stanach… Tak dalej być nie może, bo przecież mamy ogromny potencjał w tym obszarze. Musimy więc nauczyć się budować konsorcja firm europejskich, zdolne szybko produkować potrzebne uzbrojenie, amunicję.

Jeśli w ciągu dwóch lat od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji nie udało się tu pokonać narodowych partykularyzmów, dlaczego w przyszłości miałoby być inaczej?

Sądzę, że prezydent Emmenuel Macron i kanclerz Olaf Scholz zrozumieli, jak wielkie zagrożenie stanowi dziś Rosja. Są też przykłady udanych, głębokich zmian, jak choćby rynek energii. Mój kraj, Włochy, był bardzo zależny od dostaw z Rosji, ale w ciągu dziewięciu miesięcy zdołał się z nich całkowicie uwolnić. Zapłaciliśmy za to ogromną cenę: koszty energii są teraz we Włoszech o wiele wyższe. Jednak, jak piszę w moim raporcie, niezależność i integracja jednolitego rynku są warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa Europy.

Sądzę, że prezydent Emmenuel Macron i kanclerz Olaf Scholz zrozumieli, jak wielkie zagrożenie stanowi dziś Rosja

Co się stanie, jeśli ta integracja nie nastąpi?

Zostaniemy jako Europa całkowicie zmarginalizowani we współczesnym świecie. Decyzje, które rozstrzygną o naszej przyszłości, będą podejmowane gdzie indziej: w Waszyngtonie, Pekinie, Moskwie. Nie będziemy też w stanie sfinansować poszerzenia Unii. A przyjęcie Ukrainy do Wspólnoty jest naszym obowiązkiem, bo Ukraińcy walczą o nasze wartości, nasze bezpieczeństwo.

Spośród czterech wolności jednolitego rynku – swobodny przepływ towarów, usług, ludzi i kapitału – to w tym ostatnim obszarze pozostaje do zrobienia najwięcej. Dlaczego?

Kiedy Jacques Delors (przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 1985–1995) wylansował pomysł jednolitego rynku, kraje członkowskie zastrzegły, że utrzymają kompetencje w obronie, energetyce, łączności i bankowości. Dlatego do dziś przeciętny operator telekomunikacyjny w Europie ma 5 milionów abonentów, wobec ponad 100 mln w Stanach i ponad 400 mln w Chinach. Podobnie z bankami. Jeszcze w latach 90. Unia stanowiła centrum światowego rynku finansowego, jednak dziś lista dziesięciu największych banków inwestycyjnych składa się wyłącznie z instytucji amerykańskich. Ten proces marginalizacji przyspieszył wielki kryzys finansowy lat 2008–2011. Spowodował on taką awersję do ryzyka w Unii, że sektor finansowy w ogóle nie rośnie. Bo bez ryzyka nie ma zysków.

Jeszcze w latach 90. Unia stanowiła centrum światowego rynku finansowego, jednak dziś lista dziesięciu największych banków inwestycyjnych składa się wyłącznie z instytucji amerykańskich.

Rolnicy paraliżują Europę. Protestują przeciwko nadmiernym obciążeniom wynikającym z wyśrubowanych norm ekologicznych oraz importowi taniej żywności z Ukrainy, gdzie farmerzy nie muszą przestrzegać tych norm. Czy Zielony Ład nie jest innym błędem, który paraliżuje rozwój jednolitego rynku?

Musimy przekazać rolnikom ważne wiadomości. Przede wszystkim o tym, kto będzie finansował walkę z ociepleniem klimatu. Mówimy o ogromnych środkach: 500 mld euro rocznie. Jednak nikt nie określił, kto za to zapłaci, więc rolnicy sądzą, że to spadnie na nich. Nie da się tego sfinansować bez reformy zasad, na jakich państwo może udzielać pomocy, a także integracji rynku kapitałowego. Ale w taki sam sposób musimy też powiedzieć rolnikom, kto zapłaci za koszty przyjęcia do Unii Ukrainy. To też nie nastąpiło.

Wprowadzenie tych wszystkich zmian nie spowoduje takiego skoku integracji, że Unia stanie się superpotęgą?

Tak, to powinna być spuścizna Putina, Trumpa. Superpotęga, choć nie superpaństwo. Delors wykuł wspaniałą formułę: Unia to federacja państw narodowych. Unikalna struktura, która respektuje setki lat odrębności naszych narodów.

Równowaga między tymi krajami się jednak zmienia. Po zwycięstwie demokratycznej koalicji w Polsce na znaczeniu zyskuje Trójkąt Weimarski – sojusz naszego kraju, Niemiec i Francji. To nie wywołuje zaniepokojenia Włoch?

Przez ostatnie osiem lat, kiedy byłem dyrektorem Instytutu Delorsa, byłem jednym z nielicznych, którzy mogli regularnie spotykać się z Jakiem Delorsem (zmarł w grudniu 2023 r.). I za każdym razem mówił mi o centralnej roli, jaką powinna w Unii ogrywać Polska. Nie jako dodatek przyjęty w kolejnej fali poszerzenia, ale fundamentalny obok Niemiec i Francji kraj członkowski. Taki, który jest włączony do procesu wykuwania wszystkich najważniejszych decyzji w Unii. Marzeniem Delorsa było powołanie w Warszawie oddziału naszego instytutu. Poza Paryżem mamy je już w Brukseli i Berlinie. Będę bardzo szczęśliwy, jeśli powstanie także nad Wisłą.

Unia Europejska rozwija się od kryzysu do kryzysu. Jak zmieni ją zagrożenie, jakie stanowi Rosja Władimira Putina?

Rada Unii Europejskiej i Komisja Europejska powierzyły mi we wrześniu napisanie raportu o przyszłości jednolitego rynku, serca integracji. Mam go oddać w połowie kwietnia. Zacząłem nad nim pracę, zupełnie nie zwracając uwagi na kwestie obrony. To są w końcu kompetencje krajów członkowskich. Ale dziś, pięć miesięcy po podjęciu tej pracy, już wiem, że kwestia obrony nie tylko musi zostać włączona do jednolitego rynku, ale od niej otworzę mój raport. Putin nadaje więc zupełnie nowy kierunek rozwojowi Unii, zmusza nas do bycia dorosłymi i zbudowania nie tylko niezależności obronnej, ale także energetycznej, technologicznej.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Czy Kamala Harris nadaje się na prezydenta USA?
Polityka
Joe Biden pomylił nazwiska Donalda Trumpa i Kamali Harris. Mówiąc o Zełenskim powiedział "Putin"
Polityka
Konta założone po inwazji na Ukrainę zalały Niemcy i Francję dezinformacją przed wyborami
Polityka
Przywódcy NATO pytają o stan Bidena. Orbán porównuje sytuację do katastrofy Titanica
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Polityka
Współpracownicy Joe Bidena uważają, że powinien wycofać się z wyborów
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą