Jak Prawo i Sprawiedliwość stało się ofiarą własnej inwigilacji Pegasusem

PiS wyposażył praktycznie wszystkie służby w możliwość stosowania podsłuchów. Dziś partia Jarosława Kaczyńskiego dostaje za to rykoszetem.

Aktualizacja: 14.02.2024 06:08 Publikacja: 14.02.2024 03:00

Nie ma dowodów na to, że minister Mariusz Kamiński kazał inwigilować premiera Mateusza Morawieckiego

Nie ma dowodów na to, że minister Mariusz Kamiński kazał inwigilować premiera Mateusza Morawieckiego

Foto: PAP/Marcin Obara

W PiS ma krążyć lista polityków partii, którzy mieli być inwigilowani przez służby w czasach ich rządów, włącznie z samym byłym premierem Mateuszem Morawieckim – twierdzą media.

Jak sprawdziła „Rzeczpospolita”, informacje o niemal masowym ich podsłuchiwaniu nie mają oparcia w rzeczywistości – fakty na ten temat ustalić ma komisja śledcza ds. Pegasusa, audyt w służbach trwa. Na pewno – co potwierdziliśmy w swoich źródłach – oficjalnie nie kierowano wniosków o kontrolę operacyjną premiera Morawieckiego i osób z jego najbliższego otoczenia. Od ponad dwóch lat polskie służby, zablokowane przez Stany Zjednoczone, nie korzystają już z systemu szpiegowskiego Pegasus.

Lista inwigilowanych Pegasusem polityków PiS? Nikt jej nie widział

Doniesienia o rzekomej inwigilacji polityków PiS przez ich własne służby wywołują jednak perturbacje i zamieszanie w samej partii Jarosława Kaczyńskiego.

– Lista podsłuchiwanych jest jak yeti. Nikt jej u nas nie widział. Komuś bardzo zależy, by taka wrzutka była dla partii destrukcyjna – mówi nam wysoko postawiony członek PiS.

Najpierw rzekomo inwigilowanych miało być kilku polityków PiS, potem „lista” pączkowała i objęła nawet prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Czytaj więcej

Sprawa Pegasusa. Czy Morawiecki był podsłuchiwany? Kaczyński komentuje

We wtorek premier Donald Tusk na Radzie Gabinetowej u prezydenta Andrzeja Dudy oznajmił, że „lista ofiar Pegasusa jest bardzo długa”. Tomasz Siemoniak, koordynator służb specjalnych nie mówił jednak, że chodzi o polityków PiS. Kto więc rozsiewa informacje o 30 inwigilowanych z tej partii?

– Praktycznie mógł to zrobić każdy, kto miałby w tym cel: wywołanie zamieszania w i tak już podzielonej partii czy podkopanie pozycji Kamińskiego i Wąsika, którzy już się tłumaczą, że nie inwigilowali kolegów – słyszymy od jednego z analityków służb.

Według źródeł „Rzeczpospolitej” nie kierowano wniosków o kontrolę operacyjną premiera i nie było sytuacji, by znalazł się w orbicie zainteresowania służb przez kontakty z osobami, które były rozpracowywane.

Jak działał system Pegasus?

– System Pegasus, wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie działa tak, że go włączamy i już wszystko wiemy o „figurancie” i automatycznie pozyskujemy „klon” jego telefonu. Może w USA czy Izraelu są takie systemy szpiegowskie, ale ten, który był w posiadaniu rodzimych służb, nie miał aż takich możliwości – mówi jedno z naszych źródeł.

Nasz rozmówca zaznacza też, że system nie był darmowy, za każde jego wykorzystanie trzeba było płacić niemałe kwoty i choćby to hamowało zapędy służb.

Również dlatego, że wcale nie dostarczał z miejsca „haków” na osobę. – Żeby wyłuskać wartościowy materiał, potrzeba ogromnego nakładu operacyjnego – dodaje nasz rozmówca.

Czy mogły być podsłuchy kilkudniowe, poza kontrolą sądu? Te zawsze były możliwe, zanim jeszcze kupiono Pegasusa. Tyle że – jak pokazała praktyka – nie da się potem ustalić, czy je stosowano.

– Dlatego informacje o inwigilacji tym systemem można dowolnie kolportować, są praktycznie nie do zweryfikowania – słyszmy w służbach.

Dwanaście  służb z prawem do inwigilowania

Kontrolę operacyjną może w Polsce stosować aż 12 służb. Rząd PiS rozbudował możliwość inwigilacji, przyznając w tym zakresie uprawnienia służbom, które nigdy wcześniej ich nie miały – takim jak Służba Ochrony Państwa, Biuro Nadzoru Wewnętrznego MSWiA i od niedawna nowy Inspektorat Wewnętrzny Służby Więziennej, który podlegał wyłącznie ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. Ten ostatni budzi najwięcej kontrowersji.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Kamiński i Wąsik. Galop na Pegasusie

Spekulacje o rzekomej inwigilacji polityków PiS spotęgowała jedna z pierwszych, znamiennych decyzji nowego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara – dymisja szefa Służby Więziennej gen. Jacka Kietlińskiego, i późniejsze (z 19 stycznia) odwołanie płk. Pawła Makarowskiego z funkcji szefa Inspektoratu Wewnętrznego SW.

Inspektorat (teraz do likwidacji) miał mieć aż 220 wysoko opłaconych etatów i ogromny budżet. Funkcjonariuszy ściągano tu z innych służb, głównie z ABW. Utworzony przez ministra Ziobrę mógł stosować kontrolę operacyjną w zakładach karnych wobec osadzonych i więzienników, by zapobiegać przestępstwom, np. handlu narkotykami. Ale nie tylko. W ustawie jest zapis o możliwości inwigilacji praktycznie każdej osoby. Brzmi on: „i wobec innych osób przebywających poza terenem zakładów karnych lub aresztów śledczych”.

– Inspektorat był poza kontrolą, bo podlegał wyłącznie ministrowi Ziobrze – mówi „Rzeczpospolitej" jedno z naszych źródeł.

Polityka
Afera Pegasusa. Co ujawni w Sejmie minister Adam Bodnar?
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Polityka
Skandal wokół imprezy z Mateuszem Morawieckim
Polityka
Sondaż: Jak zmieniła się sytuacja w Polsce pod rządami Tuska? Zadowolonych więcej
Polityka
Polscy europosłowie podzieleni ws. paktu migracyjnego. Media: Macron przed głosowaniem dzwonił do Tuska
Polityka
Donald Tusk odwołał Jacka Protasiewicza ze stanowiska