– Vučić, ty ukradłeś nie jeden, ale tysiące głosów – wołała na wiecu opozycji jedna z jej liderek, Marinika Tepić, pod adresem prezydenta kraju Alaksandara Vučicia.
17 grudnia w kraju odbyły się przedterminowe wybory parlamentarne. Według wciąż niepełnych danych wygrała je koalicja prezydencka „Alaksandar Vučić – Serbia nie może się zatrzymać”. Pokonała opozycyjną Serbię Przeciwko Przemocy.
Ale opozycja twierdzi, że rządzący sfałszowali wyniki, m.in. dowożąc do Belgradu – twierdzy przeciwników Vučicia – 40 tys. osób. Dzięki temu w mieście zwolennicy prezydenta również zwyciężyli.
Czytaj więcej
Tysiące osób zebrało się w niedzielę w centrum Belgradu podczas antyrządowego protestu, domagając się unieważnienia wyborów parlamentarnych i lokal...
Liczni obserwatorzy zagraniczni (w tym ODIHR – Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE) odnotowali różne naruszenia, ale nikt nie stwierdził, że wpłynęły one znacząco na wynik wyborów i należy je powtórzyć. Przedstawiciel amerykańskiego Departamentu Stanu w ogóle nic nie powiedział o fałszowaniu wyników, jedynie „powitał możliwość kontynuowania pracy z następnym rządem Serbii”.
Opozycja jednak jest nieustępliwa. Marinika Tepić i kilku innych liderów rozpoczęli głodówki. Na ulice serbskiej stolicy wyszli zaś demonstranci (głównie studenci). 24 grudnia doszło do starć z policją wokół siedziby władz miejskich, aresztowano kilkadziesiąt osób pod zarzutem „podjęcia próby przejęcia władzy siłą” – manifestanci podobno wdarli się do budynku.
Następnego dnia demonstranci zebrali się pod komisariatami, gdzie przetrzymywano aresztowanych, i znów doszło do starć z policją.
Prokuratura twierdzi, że opozycja próbuje „siłą obalić porządek konstytucyjny”, a za to grozi do pięciu lat więzienia. – Władze świadomie zradykalizowały opis sytuacji, by uzasadnić swe (siłowe) działania (przeciw opozycji), jeśli do nich dojdzie – wyjaśnia rosyjski ekspert Aleksander Piwowarenko. Uważa jednak, że równie prawdopodobna jest „taktyka na przeczekanie”, kilkakrotnie już stosowana w obliczu demokratycznych protestów. – Dociągnąć do wiosny to roboczy scenariusz rządzącej elity – wyjaśnia.
Jednak w sąsiednim Kosowie od niedzieli zaczęto wysyłać dodatkowe oddziały na granicę z Serbią. Prisztina uważa, że równie prawdopodobne jest prowokowanie przez Belgrad zajść na granicy, by skupiać wokół siebie społeczeństwo pod hasłami patriotycznymi i spychać na dalszy plan żądania demokratyzacji.
Czytaj więcej
Unia Europejska i USA wezwały władze Serbii, by te odniosły się do pytań na temat przebiegu wyborów w tym kraju.
Ale władze wykonują też pojednawcze gesty. W środę zdecydowano, że głosowanie zostanie powtórzone w 30 komisjach wyborczych spośród 8 tys. Nie wpłynie to na ostateczny wynik, bo będzie dotyczyć tylko ok. 12 tys. wyborców (z 6,5 mln).
Prawdopodobnie więc gest władz nie uspokoi nastrojów.
– Próby kolektywnego Zachodu zdestabilizowania sytuacji są oczywiste – rosyjski MSZ przedstawił własną interpretację wydarzeń w jednym z niewielu swych krajów sojuszniczych. – Te próby są wprost połączone ze stanowiskiem serbskich władz odmawiających dołączenia do antyrosyjskich sankcji – wyjaśniał rosyjski ambasador w Belgradzie, który już zdążył się spotkać z prezydentem Vučiciem.