– Myślę o tym już od jakiegoś czasu – powiedział Manchin, senator z Wirginii Zachodniej, w wywiadzie dla lokalnej stacji radiowej Metro News. – Marka D (demokraci) i marka R (republikanie) straciły na atrakcyjności. Nie mówię tu o nas, z Wirginii Zachodniej, ale o tych z Waszyngtonu. Ja milion razy mówiłem, że nie jestem demokratą z Waszyngtonu – powiedział Manchin zaliczany do polityków centrum.
Reprezentujący dość konserwatywny elektorat Wirginii Zachodniej, która nie głosowała na demokratę w wyborach prezydenckich od czasów Billa Clintona.
Plan B na wybory prezydenckie
Historycznie kandydaci partii innej niż Demokratyczna czy Republikańska nie mają szans w amerykańskich wyborach. W niektórych stanach trudno im nawet formalnie zaistnieć w prawyborach. Słynni niezależni kandydaci, tacy jak Theodore Roosevelt czy Ross Perot, mimo wielkich wysiłków i małych zwycięstw po drodze nie uzyskali mandatu prezydenckiego.
Czytaj więcej
Prokurator generalny stanu Georgia oskarżył Donalda Trumpa i 18 jego współpracowników o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem b...
Manchin nierzadko ma poglądy różniące go od głównego nurtu swej partii, często utrudniając demokratom w Senacie zatwierdzanie kluczowych ustaw.
Ale nie szczędzi krytyki pod adresem obu partii. Jego zdaniem obie posunęły się za daleko. – Polityka stała się absolutnie toksyczna. Biden i wszyscy inni politycy powinni znaleźć wyważone podejście do tego, jak rządzimy. Nie powinniśmy się kłaniać skrajnej lewicy ani prawicy – powiedział Manchin w wywiadzie.
Jeżeli rzeczywiście zdobyłby się na to, żeby wystąpić z Partii Demokratycznej, byłby drugim senatorem w niedługim czasie, który to zrobił. Pod koniec ubiegłego roku senator Kyrsten Sinema z Arizony, która w 2018 r. weszła do Senatu jako demokratka, opuściła szeregi swojej partii.
W wywiadach Manchin podkreśla, że nie podjął jeszcze decyzji ani co do odejścia z Partii Demokratycznej, ani co do ubiegania się o fotel prezydencki. Podczas gdy komentatorzy biorą pod uwagę taką ewentualność i obserwują każdy jego krok, Manchin bada grunt. W ubiegłym miesiącu pojawił się na spotkaniu międzypartyjnej grupy No Labels, która rozważa znalezienie niezależnego kandydata w wyborach prezydenckich 2024, jeżeli po prawyborach dojdzie do starcia między Joe Bidenem a Donaldem Trumpem. „Ameryka potrzebuje planu B w postaci kandydatów centrum. Pracujemy nad tym, aby w każdym stanie znalazła się taka opcja do głosowania. Może to być para umiarkowany demokrata i umiarkowany republikanin na prezydenta i wiceprezydenta” – pisali jeszcze w maju przedstawiciele No Labels w „USA Today”.
Czytaj więcej
Sąd w Georgii oskarżył Donalda Trumpa o próbę nielegalnego obalenia wyniku wyborów w tym stanie w 2020 roku.
Działalność tej grupy jest na tyle poważna, że demokraci obawiają się, iż jej ewentualny kandydat zabierze głosy niezależnych wyborców Joe Bidenowi, których on bardzo potrzebuje do zwycięstwa z republikaninem.
Znów ten sam duet Biden - Trump
Obecna mobilizacja niezależnych środowisk jest godna uwagi, bo Amerykanie, podobnie jak senator Manchin i grupa skupiona wokół No Labels, zmęczeni są polaryzacją, jaka w ostatnich kilku latach zapanowała w amerykańskiej polityce, gdzie emocje i animozje międzypartyjne sięgają zenitu. – Przed Trumpem nie było tyle dyskusji politycznych przy stole. Wywieszałem kiedyś w sklepie zdjęcie jednego kandydata na prezydenta i nikogo to nie poruszało. Teraz straciłbym połowę klientów – mówi nowojorczyk, który do 2000 roku prowadził sklep spożywczy na Manhattanie.
Większość Amerykanów nie wykazuje też entuzjazmu, mając w perspektywie kolejne starcie Biden–Trump. – Kampanie prezydenckie powinny skupiać się na wizji przyszłości kraju. W obu przypadkach słyszymy dyskusje o przeszłości – mówi republikański kandydat w wyborach prezydenckich, gubernator Dakoty Północnej Doug Burgum.
Przy czym, na chwilę obecną, taki scenariusz wygląda bardzo realistycznie: Joe Biden nie ma poważnego rywala w prawyborach, a Donald Trump ma ponad 30-punktową przewagę w sondażach nad swoim najpoważniejszym przeciwnikiem.
Biden i Trump za starzy na prezydenturę
Wyborcy zniechęceni są też wiekiem obu kandydatów. Joe Biden już teraz jest najstarszym prezydentem w historii kraju, a pod koniec drugiej kadencji będzie miał 86 lat. Trump jest o trzy lata młodszy. Według lipcowego sondażu YahooNews/YouGov ponad 50 procent wyborców uważa, że żaden nie nadaje się na kolejną kadencję. – Potrzebujemy młodszych ludzi w rządzie, nowego spojrzenia – mówią wyborcy, z którymi w Iowa rozmawiali reporterzy „New York Timesa”.
Czytaj więcej
Po wyborach w 2020 r. Ivanka Trump i Jared Kushner wycofali się z polityki, zdystansowali od klanu Trumpów i zniknęli z mediów. Teraz coraz częście...
Część kraju postrzega Trumpa jako zagrożenie dla demokracji, część skupia się na problemach prawnych syna obecnego prezydenta, Huntera Bidena. Wielu wyborców patrzy na wybór między Trumpem a Bidenem jako wybór zła koniecznego. – Zagłosuję na Bidena, bo jestem przeciwna Trumpowi, choć zadaję sobie pytanie, jak długo Biden będzie w stanie skutecznie rządzić – mówi „NYT” wyborczyni z Iowa. Zdaniem grupy No Labels prawie 60 procent Amerykanów rozważyłoby głosowanie na ich kandydata, jeżeli doszłoby do wyboru między Bidenem a Trumpem.
Manchin nie mówi, czy miałby szansę w wyborach prezydenckich jako kandydat niezależny. Stwierdził jednak, że taka kandydatura odbiłaby się „wielkim echem, sprowadzając partie Demokratyczną i Republikańską z powrotem tam, gdzie powinny być, czyli w środku”.