Śledczy z Instytutu Pamięci Narodowej w asyście policji weszli do domu wdowy po gen. Wojciechu Jaruzelskim w poniedziałek przed południem.
Agnieszka Sopińska-Jaremczak, rzecznik prasowy Instytutu, przyznaje, że prokurator nie informował prezesa IPN o tym, że podejmuje czynności w domu wdowy po generale. Zapewniała też, że Instytut wyda w tej sprawie specjalny komunikat, ale nie pojawił się on do czasu zamknięcia tego wydania „Rzeczpospolitej".
Według nieoficjalnych informacji pion śledczy IPN miał szukać u generała dokumentów na temat tajnego informatora Informacji Wojska Polskiego o pseudonimie Wolski. Z ujawnionych przed dekadą przez media dokumentów z archiwum IPN wynikało, że pod pseudonimem tym miał się ukrywać właśnie generał Jaruzelski, który w latach 1949–1954 współpracował jako agent z Informacją Wojskową. Sam Jaruzelski zaprzeczał doniesieniom o takiej współpracy i nazywał je pomówieniami. Jednak przed rokiem pion śledczy IPN wszczął w tej sprawie śledztwo.
Do przeszukania domu gen. Jaruzelskiego z rezerwą podchodzi historyk prof. Andrzej Paczkowski. – To jest robienie kipiszu u osób, u których może nic nie być. I to wtedy jest jednak szykanowanie osób, wkraczanie do mieszkań, naruszanie miru domowego – stwierdził Paczkowski.
Zastrzegł jednak, że jeśli prokurator zdecydował się przeszukać dom Jaruzelskiego, to musiał mieć ku temu jakieś podstawy.
Informacje o tym, że byli wysocy funkcjonariusze służb PRL mogą przechowywać w swoich domach jakieś dokumenty, pojawiły się po tym, gdy w połowie lutego w mieszkaniu gen. Czesława Kiszczaka znaleziono teczki personalną i pracy tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek.
W latach 1970–1976 pod tym pseudonimem miał współpracować z SB legendarny przywódca „Solidarności" i późniejszy prezydent RP Lech Wałęsa. W odnalezionych u Kiszczaka materiałach znalazło się m.in. odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy podpisane: Lech Wałęsa „Bolek". Były tam też doniesienia „Bolka" oraz notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z nim.
Sam Wałęsa w poniedziałek spotkał się w tej sprawie z dziennikarzami na specjalnej konferencji prasowej. – Nigdy nikogo nie zdradziłem, nigdy nie brałem pieniędzy, nigdy nie byłem agentem – zapewniał. – Nie mogło być żadnych dokumentów przeciwko mnie, bo ja tego nie robiłem. Ja stałem na czele walki i co, miałbym wtedy donosić na swoją walkę, na siebie? – pytał.
Były prezydent oświadczył też po raz kolejny, że dokumenty są fałszywe. Jego zdaniem podrobili je funkcjonariusze SB, którzy na tej podstawie pobierali „na jego konto" pieniądze.
W tej sprawie IPN już w ubiegłym tygodniu wszczął postępowanie. Prokuratorzy z Białegostoku prowadzą śledztwo w sprawie „przestępstwa polegającego na ewentualnym poświadczeniu nieprawdy przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej w dokumentach tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek".