Zboże z Ukrainy: Oszukane polskie młyny

Zboże techniczne z Ukrainy zostało sprzedane jako polskie spożywcze największym producentom mąki w kraju. Jest śledztwo o oszustwo – ustaliła „Rz”.

Publikacja: 11.04.2023 03:00

Polscy rolnicy bronią się przed nieuczciwą konkurencją firm zarabiających na ukraińskim zbożu

Polscy rolnicy bronią się przed nieuczciwą konkurencją firm zarabiających na ukraińskim zbożu

Foto: Krzysztof Radzki/East News

Śledztwo o oszustwo wielkich rozmiarów wszczęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu po zawiadomieniu Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Lublinie. Pokrzywdzonymi są trzy firmy z grupy największych krajowych młynarni, które kupiły pszenicę deklarowaną jako polska od firm pod Hrubieszowem. A naprawdę sprzedano im ukraińskie zboże, które wjechało do Polski jako techniczne, więc przeznaczone do spalenia lub na pellet. Prokuratura zabroniła nam ujawnienia nazw firm „z uwagi na dobro prowadzonego śledztwa i ochronę pokrzywdzonych”. Wiemy, że jedna z nich nie użyła go do produkcji mąki.

– Kupujemy wyłącznie polską pszenicę lub niewielką ilość od producentów z UE. Takie też zboże kupiliśmy jesienią ubiegłego roku od dwóch firm. Okazało się, że pochodzi z Ukrainy. Zostaliśmy oszukani, zażądaliśmy od sprzedającego wymiany na polską pszenicę. Czekamy. Firmy zgodziły się ją wymienić, ale zobaczymy, jak to się skończy – mówi nam jeden z producentów mąki.

Czytaj więcej

Sondaż: Zboże z Ukrainy. Polacy uważają, że rząd zrobił za mało dla rolników

Firma kupiła aż 12 dostaw, jak się okazało, zboża z Ukrainy. – Szczęście, że mieliśmy wolny skład w jednym z młynów i cały ten towar tam zgromadziliśmy. Nie przerobiliśmy go na mąkę – dodaje prezes. Firma przebadała ziarno pod kątem pestycydów, mykotoksyn. – Parametry są w normach, ale i tak nie możemy i nie chcemy go używać – zaznacza.

Spółki nie wiedziały

Prok. Anna Rębacz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zamościu, wskazuje: – Postępowanie zostało wszczęte w sprawie doprowadzenia trzech podmiotów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej o wartości 1,5 mln zł. Nastąpiło to poprzez wprowadzenie w błąd osób ze spółek zbożowych co do kraju pochodzenia pszenicy – mówi prok. Rębacz, dodając, że w śledztwie dotąd nie postawiono zarzutów. Od września do listopada 2022 r. firmy kupiły aż 1025 ton pszenicy, nie wiedząc, że pochodzi z Ukrainy.

To niejedyne takie śledztwo. Po tym, gdy proceder zaczęli ujawniać rolnicy, państwowe inspekcje – sanitarna, handlowa, weterynaryjna i jakości handlowej – na wniosek wojewody lubelskiego zaczęły kontrolować importerów zbóż z Ukrainy. Wykryto, że jeden z nich 66 ton zboża technicznego sprzedał krajowym producentom pasz.

Ministerstwo Rolnictwa do dziś nie podało, ile zboża z Ukrainy trafiło na polski rynek od maja 2022 r., kiedy otworzono korytarze na towary rolnicze z tego państwa. Według Tomasza Obszańskiego, szefa NZSS RI Solidarność – 3 mln ton. Miało trafić do Afryki, ale tuż po przekroczeniu granicy towar odbierali pośrednicy. Wiele firm wykorzystało sytuację do uzyskania wielomilionowych zysków.

Techniczne bez kontroli

Kontroli granicznej (głównie zgodności dokumentów producenta z jakością towaru) poddawane jest wyłącznie zboże paszowe (inspekcja weterynarii) i konsumpcyjne (inspekcja artykułów rolno-spożywczych). Zboże z Ukrainy wjeżdżało na polską granicę najczęściej jako „techniczne”, które nie podlega jakiejkolwiek kontroli.

– Nie ma czegoś takiego jak zboże techniczne. Ktoś wprowadził to pojęcie, bo nie musi ono spełniać żadnych wymogów jakościowych – twierdzi dr hab. inż. Arkadiusz Artyszak, prof. SGGW, kierownik Katedry Agronomii.

Wiesław Gryń, rolnik ze Stowarzyszenia „Oszukana Wieś”, uważa, że termin ten wymyślili importerzy ukraińskiego zboża. – Żeby jak najszybciej przechodziło przez granicę, rząd na to pozwolił, bo obiecał udrożnić eksport z Ukrainy. Problem w tym, że to zboże miało iść tranzytem przez Polskę, a u nas zostało. Mamy dowody, że przewoźnicy z Ukrainy mieli po klika różnych list przewozowych na to, co wieźli – inne pokazywali na granicy, inne w skupie – wskazuje Gryń.

Czytaj więcej

„Kiedy PiS reaguje na własne afery? Tylko gdy zagrażają ich wyborcom”

Dlaczego służba celno-skarbowa przepuszczała przez granicę zboże, które nie jest wymienione w żadnych przepisach – polskich ani unijnych? Ministerstwo Finansów nie odpowiedziało nam na pytania.

Rząd próbuje gasić pożar, do którego sam doprowadził. Nowy minister rolnictwa Robert Telus wraz z ukraińskim ministrem Mykołą Solskim ogłosili wstrzymanie eksportu zbóż do Polski – ma ono wyłącznie tranzytem przejeżdżać przez nasz kraj.

Senator Krzysztof Kwiatkowski zapowiedział w RMF, że po świętach skieruje wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie, jak wyglądała kontrola transportu ukraińskiego zboża.

Marcin Sobczuk, rolnik z „Oszukanej wsi”: – Wiemy, że w tej chwili do Polski z Ukrainy wjeżdża zboże jako czyściwo przemysłowe. Służby na granicy dostały wytyczne, by tira odprawiać do trzech minut. W tym czasie nie da się nawet odbezpieczyć plandeki.

Śledztwo o oszustwo wielkich rozmiarów wszczęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu po zawiadomieniu Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Lublinie. Pokrzywdzonymi są trzy firmy z grupy największych krajowych młynarni, które kupiły pszenicę deklarowaną jako polska od firm pod Hrubieszowem. A naprawdę sprzedano im ukraińskie zboże, które wjechało do Polski jako techniczne, więc przeznaczone do spalenia lub na pellet. Prokuratura zabroniła nam ujawnienia nazw firm „z uwagi na dobro prowadzonego śledztwa i ochronę pokrzywdzonych”. Wiemy, że jedna z nich nie użyła go do produkcji mąki.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Warszawa stolicą odsieczy dla Ukrainy. Europa się zmobilizowała
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Polityka
Młodzi samorządowcy z szansami na nowe otwarcie
Polityka
Sondaż: Polacy nie wierzą, że Andrzej Duda może zostać liderem prawicy w Polsce?
Polityka
Nowy prezydent Krakowa będzie rządził gorzej bez Łukasza Gibały?
Polityka
"Jest pan świnią". Mariusz Kamiński wyszedł z przesłuchania komisji śledczej