W Gruzji doszło do antyrządowych protestów w związku z planem przyjęcia przez parlament ustawy o agentach zagranicznych, która - według jej krytyków - była wzorowana na rozwiązaniach przyjętych wcześniej w Rosji.
Twórcy ustawy przekonywali, że przepisy są podobne do tych, które 85 lat temu przyjęto w USA. Ostatecznie jednak rządząca krajem partia "Gruzińskie Marzenie" wycofała się z poparcia dla ustawy i gruziński parlament odrzucił ją w drugim czytaniu.
Przeciwko ustawie od początku protestowała prezydent Gruzji, Salome Zurabiszwili, która zapowiadała zawetowanie jej.
Czytaj więcej
Partia Gruzińskie Marzenie poinformowała o wycofaniu projektu ustawy o "zagranicznych agentach", który wywołał masowe protesty w Tbilisi.
Jednak zdaniem Ławrowa ustawa była tylko pretekstem do podjęcia próby siłowej zmiany władzy w Gruzji.
- To bardzo podobne do kijowskiego Majdanu. Nie ma wątpliwości, że ustawa ws. rejestracji tych organizacji pozarządowych, które otrzymają finansowanie spoza granic w wysokości co najmniej 20 proc. ich budżetu, była tylko pretekstem do, mówiąc ogólnie, zmiany władzy siłą - powiedział.
Według Ławrowa same przepisy przypominają te, które obowiązują "w USA, Francji, Indiach i Izraelu".
Chodzi o to, aby stworzyć punkt zapalny na granicy Rosji
- Mimo że wiele państw europejskich ma takie przepisy, znacznie ostrzejsze normy w tych kwestiach, (Josep) Borrell (szef dyplomacji UE), bez drgnięcia powieki stwierdził, że prawo proponowane przez rządzącą Gruzją partię Gruzińskie Marzenie, jest sprzeczne z europejskimi wartościami i blokuje ścieżkę akcesji Gruzji do UE - mówił też szef rosyjskiej dyplomacji. - Hipokryzja jest oczywista - dodał.
Ławrow zarzucił też Zachodowi, że ten przychylnie patrzy na protesty opozycji w Gruzji, ale w Mołdawii protesty opozycji wobec proeuropejskiej administracji Mai Sandu są potępianie. - Ponieważ opozycja w Gruzji odpowiada zachodnim interesom, a opozycja w Mołdawii przedstawia inne interesy (mołdawska opozycja jest prorosyjska - red.), a zachodnie interesy przedstawia rząd i prezydent - stwierdził.
Szef rosyjskiej dyplomacji stwierdził następnie, że wydarzenia w Gruzji są kierowane z zewnątrz. - Chodzi o to, aby stworzyć punkt zapalny na granicy Rosji - ocenił porównując sytuację w obecnej Gruzji z sytuacją Ukrainy, rządzonej przez Wiktora Janukowycza, przeciwko rządom którego Ukraińcy zbuntowali się w czasie rewolucji na Majdanie.