Bolsonaro wystąpił publicznie dopiero ponad 44 godzinach od momentu oficjalnego ogłoszenia zwycięstwa Luli w wyborach. Były prezydent Brazylii zdobył 50,9 proc. głosów, przy 49,1 proc. głosów dla Bolsonaro.

Długie milczenie Bolsonaro wzbudziło obawy, że może on zakwestionować wyniki wyborów, co mogłoby doprowadzić do konfliktu wewnętrznego w Brazylii. Niektórzy obawiali się, iż Bolsonaro - były kapitan brazylijskiej armii - może dokonać wojskowego zamachu stanu.

W czasie, gdy Bolsonaro milczał, jego zwolennicy zaczęli ustawiać blokady na drogach w proteście przeciw jego porażce. Niektórzy apelowali o interwencję armii, która miała powstrzymać Lulę przed przejęciem władzy.

Blokady dróg zakłóciły transport paliwa, a także żywności w kraju.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Lula wygrał. Brazylia pozostanie demokracją

W krótkim przemówieniu Bolsonaro żartował, że dziennikarze będą za nim tęsknić, podziękował tym, którzy na niego głosowali i powiedział, że zastosuje się do przepisów konstytucji, która stanowi, iż nowy prezydent powinien objąć władzę 1 stycznia.

- Obecne ruchy ludowe są owocem oburzenia i poczucia niesprawiedliwości wobec tego, jak przebiegł proces wyborczy - powiedział.

Bolsonaro zaapelował, by uczestnicy protestów unikali niszczenia własności oraz nie utrudniali swobody poruszania się, nie wezwał jednak do zakończenia protestów. - Pokojowe protesty zawsze będą mile widziane - stwierdził. 

Nasze marzenia są jeszcze bardziej żywe, niż kiedykolwiek

Jair Bolsonaro, ustępujący prezydent Brazylii

Bolsonaro nie wymienił nazwiska Luli, nie pogratulował prezydentowi-elektowi, ani nie stwierdził jednoznacznie, że uznaje swoją porażkę. - Nasze marzenia są jeszcze bardziej żywe, niż kiedykolwiek - powiedział. - Jako prezydent i obywatel będą nadal stosował się do postanowień naszej konstytucji - stwierdził również.

Zarówno szef kancelarii Bolsonaro, jak i wiceprezydent Brazylii, Hamilton Mourao, nawiązali kontakt z obozem Luli, aby omówić proces przekazania władzy.

Bolsonaro miał - zdaniem jednego z sędziów Sądu Najwyższego - uznać zwycięstwo wyborcze Luli w czasie spotkania, do którego doszło między nim, a kilkoma sędziami Sądu Najwyższego 1 listopada.

- Nie krytykował systemu wyborczego, ani sądów. Przekaz brzmiał: to koniec - relacjonował jeden z sędziów, który brał udział w spotkaniu.