Politycy wszystkich opcji myślą już o przyszłorocznych wyborach. Tych parlamentarnych, ale i samorządowych. Niedawna analiza prof. Jarosława Flisa dla Fundacji im. Stefana Batorego pokazuje, że obecnie Polska jest na kursie na zbiegu obu elekcji jesienią 2023 roku. „Nie ma możliwości, aby I tura wyborów samorządowych nałożyła się na wybory sejmowe, ale taka możliwość pojawia się w przypadku II tury. Najmniejsza możliwa odległość między najpóźniejszym terminem I tury wyborów samorządowych a najwcześniejszym wyborów sejmowych wynosi jeden tydzień” – zauważa Flis. A to ma niebagatelne konsekwencje dla kampanii wyborczej dla wszystkich sił. Wpływa to na strategię medialną, przesłanie merytoryczne kampanii i wreszcie – kwestię startu w jednych i drugich wyborach.

„Bliskość wyborów samorządowych i parlamentarnych jest źródłem napięć politycznych z trzech powodów – możliwych zmian sympatii wyborców, decyzji indywidualnych kandydatów oraz strategii ugrupowań politycznych” – pisze prof. Jarosław Flis.

Czytaj więcej

Polska Nas Potrzebuje. Będzie nowa partia w Sejmie

Co w tej sytuacji? O tych wątpliwościach wiedzą doskonale politycy i stratedzy wszystkich opcji. Co zrobi więc Prawo i Sprawiedliwość? Dla partii rządzącej taki zbieg terminu wyborów jest kłopotliwy, bo opozycja może grać kartą mobilizacji w miastach (nie tylko tych dużych), jeśli kampanie byłyby w krótkiej sekwencji obok siebie. Opozycja musi zmierzyć się w takiej sytuacji z pytaniami o listy do sejmików przy trwającej obecnie debacie o blokach wyborczych. Jedne wybory mocno wpływają na drugie pod każdym względem. I cała sytuacja tworzy dodatkowy element niepewności w i tak bardzo niepewnym pod względem czynników strategicznych świecie.

Nie wygląda jednak na to, by sytuacja wyjaśniła się szybko. Nasi rozmówcy z klubu PiS twierdzą, że wyjściem z sytuacji – na które postawi partia – jest przyjęcie ustawy, która przesunie termin wyborów samorządowych na wiosnę 2024 roku. Wybory do Sejmu mają odbyć się w terminie, jesienią 2023 roku. Przesunięcie wyborów do Sejmu wymagałoby skrócenia kadencji – np. wiosną 2023 roku – ale i jakiegoś rodzaju porozumienia z opozycją, bez której nie ma większości do przyjęcia takiej uchwały. Rozmówcy z klubu PiS zastrzegają, że przyjęcie takiej ustawy to kwestia najbliższych kilkunastu miesięcy, aż na pół roku przed wyborami samorządowymi. Ale raczej nie kwestia najbliższych tygodni czy nawet miesięcy.

To jednak – w obydwu wspomnianych wyżej wariantach – skazuje polską scenę polityczną na niepewność. I to na bardzo wielu poziomach. A ta niepewność – ze względu na wspomniane wcześniej czynniki zewnętrzne – jest i tak ogromna.

Czy jest możliwe inne rozwiązanie? PiS musiałoby np. porozumieć się z opozycją w sprawie wspomnianej wcześniej ustawy, tak by „oczyścić pole” np. jeszcze przed wakacjami tego roku. Ale nic nie wskazuje na to, by tak się stało w najbliższych miesiącach.

Pozostaje więc obstawienie wszystkich możliwości. I ciągła analiza wyborczej sytuacji.