Rolnicze protesty na ulicach miast zapowiedział podczas konferencji prasowej w Lublinie lider AgroUnii Michał Kołodziejczak.

Stwierdził, że rolnicy muszą zaprotestować, bo rząd sobie nie radzi z obecną sytuacją, "zagrażającą sytuacji ekonomicznej Polski", a producentów żywności coraz bardziej obciążają rosnące ceny nawozów, niekontrolowany import żywności, niepokój związany z Zielonym Ładem. Nieustalone są wciąż kwestie dotyczące ubezpieczeń gospodarstw i upraw, a także oddłużenie rolnictwa.

Czytaj więcej

AgroUnia z apelem do ministra Błaszczaka i prezesa PSL

AgroUnia kieruje swój protest do mieszkańców miast, aby zwrócili uwagę na przyczyny rosnących cen żywności. W środę rolnicy wyjdą na ulice co najmniej 44 miejscowości w całej Polsce, ale ta lista wciąż rośnie.

Domagają się rozmowy z premierem Morawieckim i poznania rządowych planów względem polskiego rolnictwa.  - Dzisiaj zwracamy się z gorącym i jeszcze grzecznym apelem do pana premiera. Wiemy, że ma dużo spraw na głowie, ale to jest sprawa priorytetowa. Bezpieczeństwo żywnościowe kraju nie może być pozostawione na pastwę losu, na pastwę firmom, korporacjom, które dzisiaj żerują na słabości tego rządu - mówił  Kołodziejczak. - Rolnicy nie będą umierać w ciszy - dodał.

Zapowiedział, że jeśli środowe protesty nie przyniosą oczekiwanych efektów, w środę 23 lutego rolnicy przyjadą do Warszawy.