Sprawa może się wydawać marginalna – chodzi o sposób, w jaki mają być podzielone 73 mandaty eurodeputowanych pozostawione po brexicie. Jednak trudno o lepszy test sił między zwolennikami bardziej federalnej Wspólnoty a tymi, którzy się temu sprzeciwiają.
Młody francuski prezydent już kilka miesięcy temu zaproponował, aby zamiast dzielić zwalniane mandaty między kraje, które pozostaną w Unii, utworzyć listę ogólnoeuropejską. W ten sposób wyborcy głosowaliby dwa razy: na kandydatów ze swojego kraju oraz na listę ogólnounijną. Zdaniem Macrona to świetny sposób, aby zwiększyć zainteresowanie wyborami do europarlamentu, wypromować świadomość wspólnoty interesów krajów Unii. Od pierwszych powszechnych wyborów do Parlamentu Europejskiego w 1979 r., gdy do urn poszło 62 proc. uprawnionych, frekwencja stale spadała: w 2014 r. wyniosła już tylko 42,6 proc. uprawnionych.