Pięć spółek i siedem domów maklerskich – tak wyglądała 16 kwietnia 1991 r. pierwsza sesja na GPW. Po 35 latach od tego momentu na głównym parkiecie mamy 400 firm, a status członka giełdy ma 38 firm inwestycyjnych. Powiedzieć, że polski rynek wykonał wielki skok to w zasadzie nic nie powiedzieć. Staliśmy się najważniejszym i największym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej. To jednak nie oznacza, że można osiąść na laurach. Przyszłość to również wyzwania, którym trzeba będzie stawić czoła. Na rynku nic nie jest przecież dane raz na zawsze.
Europejska integracja ze znakami zapytania
Warszawska giełda w miarę upływu lat rosła w siłę. Przez długi czas punktem odniesienia była dla nas giełda w Wiedniu. Dzisiaj ten wyścig w cuglach wygrywa jednak GPW. W 2025 r. obroty na głównym rynku akcji GPW wyniosły 111,6 mld euro i były ponad dwa razy większe niż w Wiedniu. Kapitalizacja krajowych spółek na koniec 2025 r. sięgnęła w Warszawie 269 mld euro, podczas gdy w Wiedniu było to 180 mld euro. Wskaźnik płynności w ubiegłym roku wyniósł u nas 46,6 proc., podczas gdy w Wiedniu było to 22 proc. Liczby mówią więc same za siebie.
Dla jednych szklanka jest jednak do połowy pełna, dla innych do połowy pusta. Faktem jest, że dzisiaj jesteśmy największym rynkiem Europy Środkowo-Wschodniej, ale z drugiej strony wyraźnie także odstajemy od czołowych europejskich parkietów. Pod względem obrotów czy też kapitalizacji ustępujemy nie tylko „wielkim”, takim jak grupa Euronext czy też Deutsche Börse, ale spory dystans dzieli nas także chociażby od giełdy hiszpańskiej (BME).
Tego typu zestawienia siłą rzeczy rodzą pytania o przyszłość GPW, również w kontekście europejskim. Jaką drogę powinna obrać GPW, by móc dalej się rozwijać i liczyć na arenie europejskiej? W przeszłości pojawiały się chociażby pomysły połączenia sił ze wspomnianą giełdą w Wiedniu. Ostatecznie jednak nic z tego nie wyszło, a sam Wiedeń, który próbował konsolidować giełdy regionu nie uzyskał znaczących przewag z tego tytułu.
Dzisiaj temat konsolidacji rynków wraca, ale pod inną postacią. Motywem przewodnim jest pomysł integracji rynków kapitałowych na poziomie całej Unii Europejskiej. Być może sama idea podszyta jest słusznymi pobudkami (m.in. mobilizacja kapitału i stworzenie silnego rynku kapitałowego w Europie, który mógłby być przeciwwagę dla Stanów Zjednoczonych), ale z perspektywy polskiego rynku stanowi też realne wyzwanie. Każda z giełd i krajów ma własne specyfiki, reżimy prawne, a także mocne i słabe strony. Narzucanie jednych ram funkcjonowania dla wszystkich, szczególnie jeśli te byłyby dopasowane do potrzeb największych, stanowi realne ryzyko dla średnich i mniejszych giełd. Tym bardziej więc głos polskiego rynku kapitałowego musi dzisiaj być słyszany nie tylko na arenie krajowej, ale także, a może przede wszystkim także i międzynarodowej.
Warszawa jako rynek rozwinięty?
Polski rynek stoi dzisiaj przed jeszcze jednym dylematem. W 2018 r. GPW została zaklasyfikowana do grona rynków rozwiniętych według metodologii FTSE Russell. Według metodologii MSCI wciąż jednak jesteśmy zaliczani do grona rynków rozwijających się. W praktyce więc nasz rynek stoi w rozkroku, chociaż kwestia awansu w zestawieniu MSCI jest dzisiaj bardziej otwarta niż kiedykolwiek.
Z jednej strony sam awans byłby wielkim wydarzeniem dla naszego rynku i dowodem na to, że obrana 35 lat temu droga była słuszna, ale z drugiej strony pojawia się dylemat czy lepiej być „dużym wśród średniaków” czy też „małym wśród dużych”.
– Kwestia awansu do grona rynków rozwiniętych musi być rozpatrywana w sposób pragmatyczny. Z jednej strony byłoby to potwierdzenie dojrzałości, skali i jakości polskiego rynku kapitałowego. Z drugiej strony wiąże się to ze zmianą struktury indeksowej oraz bazy inwestorów, co może mieć istotne konsekwencje dla przepływów kapitału – mówi Tomasz Bardziłowski, prezes GPW. Jak podkreśla, sam awans nie jest więc celem samym w sobie. Ważniejsza jest codzienna praca nad rozwojem rynku.
– Nie traktujemy awansu jako celu nadrzędnego. Dla nas kluczowe jest systematyczne zwiększanie skali rynku, wzrost free float i płynności, rozwój krajowej bazy inwestorów oraz przyciąganie spółek wzrostowych, technologicznych i innowacyjnych. Jeżeli te fundamenty będą budowane konsekwentnie, status rynku rozwiniętego stanie się naturalną konsekwencją, a nie celem samym w sobie. W takich warunkach będzie on dla warszawskiej giełdy szansą, a nie wyzwaniem – uważa szef warszawskiego parkietu.
Wśród ekspertów nie brakuje głosów, które wskazują, że w średnim i długim terminie podniesienie klasyfikacji Polski do grona rynków rozwiniętych w indeksach MSCI mogłoby przełożyć się na zwiększony napływ kapitału instytucjonalnego globalnych inwestorów. Patrząc na rozwój polskiego rynku wiele wskazuje na to, że wcześniej czy później na własnej skórze przekonamy się, czy faktycznie tak będzie.