W ostatnich dniach pan minister Jacek Sasin z trybuny sejmowej wygłosił płomienne przemówienie, w którym stwierdził, że Polska nie może się zgodzić na cele europejskiej polityki klimatycznej. Paliwem do tego i innych wystąpień był raport Banku Pekao pt. „Wpływ pakietu Fit for 55 na polską gospodarkę". Sam pakiet ma być według rządzących źródłem wszystkich kłopotów Polaków.

Panie premierze, przestańmy odtwarzać tę zdartą płytę, że „wszystkiemu winna jest Bruksela...", czy „wszystkiemu winna jest unijna polityka klimatyczna...".

Czytaj więcej

Pekao: Polskę stać na Fit for 55. Nie stać nas na rezygnację

Badania opinii wskazują, że Polacy chcą ochrony klimatu. Ale zacznijmy od tego, że cele europejskiej polityki klimatycznej, czyli zarówno cel neutralności klimatycznej do roku 2050, jak i cel redukcji emisji o 55 proc. do roku 2030, zostały już przyjęte i to w czasie, kiedy sprawował pan funkcję wicepremiera w polskim rządzie. Po raz pierwszy Unia Europejska zadeklarowała cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. podczas posiedzenia Rady Europejskiej w grudniu 2019 r. i deklaracja ta była następnie wielokrotnie jednomyślnie powtarzana przez premierów europejskich. Z kolei cel redukcji emisji o 55 proc. do roku 2030, wynikający z celu neutralności klimatycznej, został wpisany do europejskiego prawa klimatycznego, które weszło w życie w lipcu zeszłego roku.

Czytaj więcej

Co udało się osiągnąć dla klimatu w 2021. Polska węglowym skansenem

Najbliższe miesiące to czas na ustalanie sposobów realizacji tych celów, czas negocjacji poszczególnych aktów prawnych definiujących sposoby redukcji emisji z poszczególnych sektorów: gospodarki, energetyki, transportu, budownictwa.

Zamiast wygłaszać płomienne przemówienia na nieaktualne tematy, byłoby znacznie lepiej, gdyby pan zaangażował się w negocjacje, których wynik będzie decydował nie tylko o tym, jak szybko osiągniemy zamierzone redukcje emisji, ale przede wszystkim, w jaki sposób będą one zmieniać nasz sposób funkcjonowania, strukturę zatrudnienia, ale też poziom konkurencyjności poszczególnych przedsiębiorstw, regionów czy w końcu całych państw.

W swoich wystąpieniach podkreśla pan rolę systemu ETS, a w szczególności rolę opłat za prawa do emisji, jako główną przyczynę wzrostu cen energii. Prawdą jest, że cena uprawnień do emisji bardzo znacząco wzrosła na przestrzeni ostatnich miesięcy. Chciałbym jednak wskazać, że europejska polityka środowiskowa, w szczególności ETS, jest oparta o zasadę „zanieczyszczający płaci" (polluters pay). Dość gładko prześlizguje się pan nad faktem, że opłaty te stanowią dochód budżetu państwa i że w sposób oczywisty w związku z nadzwyczajnymi dochodami państwa, wynikającymi z rosnącej ceny uprawnień, rząd może i powinien odpowiednio obniżać podatki i inne daniny państwowe. Ostatnie propozycje obniżenia podatków w tzw. tarczy antyinflacyjnej są na pewno krokiem w dobrą stronę. Jednak przez całe lata rząd w odniesieniu do uprawnień ETS zachowywał się tak, jakby można mieć ciastko i zjeść ciastko – z jednej strony wydając dochody pochodzące ze sprzedaży uprawnień na cele niezwiązane z transformacją energetyczną i jednocześnie narzekając na ich wysokie ceny.

Czytaj więcej

Zbigniew Ziobro chce wycofania Polski z unijnego pakietu energetyczno-klimatycznego. Zapowiada uchwałę
Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Jestem przekonany, że cena energii w Polsce byłaby znacznie niższa, gdyby nie imposybilizm państwa i wynikający z niego cały szereg decyzji i zaniechań rządu, które zamiast prowadzić nas w kierunku transformacji energetycznej, powodują trwanie w zanurzonej w XIX wieku energetyce węglowej.

Panie premierze, nie stać nas na taką politykę energetyczną. Nie stać nas na dalsze blokowanie rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie. Dla przypomnienia, była to jedna z pierwszych gospodarczych decyzji tego rządu, jeszcze w 2016, czyli niesławna zasada 10H. Przez te wrogie inwestycjom przepisy zahamowaliśmy rozwój tej branży, a przecież o ile mniej uprawnień do emisji potrzebowałaby polska energetyka, gdybyśmy nie stracili ostatnich pięciu lat?

Nie stać nas na nietrafione (to najbardziej eleganckie sformułowanie, jakie przychodzi mi do głowy) pomysły na wydawanie pieniędzy spółek Skarbu Państwa w inwestycje typu elektrownia w Ostrołęce. To ogromne kwoty sięgające, według doniesień, 1,5 mld zł. Gdyby tę kwotę przeznaczyć na sfinansowanie instalacji fotowoltaicznych dla polskich rodzin, to mielibyśmy środki na sfinansowanie instalacji dla około 40 tys. gospodarstw domowych, czyli około 120 tys. mieszkańców Polski.

Nie znamy co prawda ostatecznego kształtu Krajowego Planu Odbudowy, bo z niezrozumiałych powodów rząd utajnił jego treść, ale nie stać nas na to, aby w dalszym ciągu spowalniać przyznanie Polsce ponad 5,6 mld euro, czyli ponad 25 mld zł.

Panie premierze, nie stać nas na tak intensywny ślad węglowy polskiej gospodarki. Już dziś część inwestycji zagranicznych omija Polskę w obawie o zbyt wysoki ślad węglowy wytwarzanych w Polsce produktów i usług. Za niedługo może się okazać, że polscy wytwórcy będą z tego powodu tracić już istniejące kontrakty i rynki zbytu, zresztą nie tylko na jednolitym rynku europejskim. Interes polskich przedsiębiorców wskazuje, że potrzebujemy zmniejszyć ślad węglowy polskiej gospodarki. Podeszły wiek polskich elektrowni zmusza nas do podjęcia nowych inwestycji.

Czas na podjęcie ponadpartyjnej konstruktywnej dyskusji i szybkich działań.

Autor był ministrem środowiska w rządzie Donalda Tuska