W zeszłym tygodniu pojawiło się kilka sondaży, które wskazywały na spadek popularności PiS. Nie było to jakieś ogromne tąpnięcie, jednak w każdym z tych badań partia rządząca notowała kilkupunktowy ubytek. Warto się zatem zastanowić, z czego się to zjawisko wzięło i czy może być początkiem stałego trendu.

Banalne powody

Na pozór w polskiej polityce nie stało się nic, co miałoby zwiastować złe wieści dla obozu Zjednoczonej Prawicy. Co więcej, zaostrzenie się sytuacji na granicy na pewno mu pomogło, bo pozwoliło skupić się przy przywódcach państwa nawet tym wyborcom, którzy na co dzień nie są skorzy do popierania PiS. Co zatem spowodowało to zauważalne obniżenie popularności PiS? Wskazałbym na dwa banalne wytłumaczenia oraz na jedno nieoczywiste.

Zacznijmy od rzeczy trywialnej – ekonomii. Galopująca inflacja, drożyzna podstawowych produktów żywnościowych, podwyżka cen nośników energii – wszystko to z całą pewnością nie pomaga rządowi w zapewnianiu sobie poparcia wyborców i może wpływać na to, że przynajmniej część z nich winą za pogarszanie się swojej sytuacji materialnej obarcza władze. Trudno zresztą się temu dziwić – nie jest to zjawisko typowo polskie. Wszędzie na świecie ludzie w polepszeniu się ich warunków bytowych widzą dowód na własną zaradność, a winą za pogorszenie się tychże obarczają rządzących. Nie inaczej jest u nas i właśnie z tym zjawiskiem można wiązać spadki poparcia dla Zjednoczonej Prawicy.

Czytaj więcej

PiS walczy z kryzysami. Partia kupuje spokój na święta

Drugą przyczyną opisywanego fenomenu jest... Łukasz Mejza. Do opinii publicznej dotarło, kim jest ten człowiek i jakie wartości sobą reprezentuje. Analiza ruchu w internecie jednoznacznie wskazuje, że temat pana wiceministra i jego biznesowych aktywności nie jest niszowy i środowiskowy, lecz stał się ważną kwestią dyskutowaną w polskich domach (przykuwającą uwagę porównywaną z kryzysem na granicy!). A to nie jest dobra wiadomość dla PiS, bo pokazują tę partię z jak najgorszej strony. Patologiczne zachowania Mejzy, jego knajacki język i format osobowy w żaden sposób nie korespondują z tym, co powinien sobą reprezentować poseł i minister, a już na pewno poseł i minister obozu politycznego, który hasła rewolucji moralnej i sanacji obyczajów publicznych miał na ustach przez ostatnie lata.

Gdyby jeszcze było tak, że ów człowiek został obnażony w swych nagannych zachowaniach w czasie prosperity, w okresie, gdy „przypływ podnosił wszystkie łodzie" (by użyć sformułowania wykorzystywanego do opisywania procesów gospodarczych), to może wówczas jakoś jego skandaliczne uwikłania biznesowe nie przebiłyby się do opinii publicznej i nie zbulwersowały jej. Ale na nieszczęście dla wiceministra (oraz jego politycznych patronów) dziennikarze opisali jego aktywność w czasie wspomnianego pogorszenia się wskaźników ekonomicznych oraz stanięcia milionów Polek i Polaków w obliczu drożyzny. Także wyborców PiS.

Czytaj więcej

Kukiz grozi PiS "końcem współpracy". Chodzi o Mejzę

I właśnie ten kontrast między ich osobistą sytuacją a karierą Mejzy musiał zszokować niedużą ich część. Piszę „niedużą", bo przecież w notowaniach ZP nie nastąpiło – jak już zaznaczyłem – poważne tąpnięcie. Jeśli sondaże oddawałyby rzeczywiste nastroje społeczne, to przecież okazałoby się, że tych kilka punktów procentowych to zaledwie około 10 proc. dotychczasowych wyborców PiS. Ale to już wystarcza, by zmienić układ sił w przyszłym parlamencie. Nikt bowiem nie ma wątpliwości, że partia Kaczyńskiego nagle zanurkuje poniżej 25 proc. Trudno sobie wyobrazić, co musiałoby się stać, by skutkowało to tak poważnym uszczupleniem liczby zwolenników tego ugrupowania.

Autopromocja
FORUM ESG

Co warto wiedzieć o ESG? Jej znaczenie dla firm i gospodarki.

CZYTAJ WIĘCEJ

Wpływ nudy

Ale do tego, by straciło ono władzę w 2023 r., takie załamanie nie jest potrzebne – wystarczy odpłynięcie od PiS 10 proc. dotychczasowych wyborców, by zamiast snuć marzenia o wyniku powyżej 35 proc., Kaczyński musiał się liczyć z poparciem nie większym niż 30 proc. biorących udział w elekcji parlamentarnej.

Jest jeszcze czynnik trzeci, który obok kwestii ekonomicznych oraz moralnej degrengolady władzy przejawiającej się w promocji Mejzy odegrał rolę w spadku poparcia dla ZP. Tym zjawiskiem jest nuda. Czynnik mało zbadany przez politologów, ale przecież istotny i często jako jedyny tłumaczący odchodzenie (czasami po wielu latach udanych rządów) poszczególnych gabinetów w krajach zachodnich. Rzadko mówi się o tym na kongresach politologicznych czy socjologicznych, ale nuda odgrywa ważną rolę w procesach politycznych. Co ciekawe – zarówno u wyborców, jak i u polityków. W tym pierwszym przypadku po prostu dochodzi do „opatrzenia" się jakiejś ekipy, w wyniku czego przestaje ona wzbudzać sympatię w części swego dotychczasowego elektoratu. W drugim przypadku rzecz dotyczy znudzenia się sobą samych polityków – po kilku, czasami kilkunastu latach są oni najzwyczajniej w świecie znudzeni swoją pracą, kolegami, konfliktami, mediami, szybkim tempem życia oraz odpowiedzialnością.

Wydaje się, że mamy w Polsce do czynienia co najmniej z pierwszą wersją opisywanego fenomenu – czyli ze znudzeniem się wyborców swoimi idolami. Pewna część elektoratu ZP ma już dość stałej rewolucji moralnej, wzmożenia politycznego, ciągłych wojen wewnętrznych i zewnętrznych, których od sześciu lat dostarcza im obóz władzy. I chce już odpocząć.

Czy spadkowy trend może się utrzymać? To zależeć będzie od tego, jak PiS poradzi sobie z czynnikami, które do niego doprowadziły. Co do kwestii ekonomicznych – nie mam wystarczających kompetencji, by ocenić, jak, kiedy i czy w ogóle rząd poradzi sobie z drożyzną, inflacją i innymi problemami gospodarczymi. Drugi czynnik jest zależny od tego, co postanowi Kaczyński – może zastosować swoją stałą metodę, czyli ani kroku wstecz (zwłaszcza w obliczu żądań przeciwników), ale może także dla świętego spokoju doprowadzić do odejścia Mejzy ze stanowiska i usadowienia go w miejscu, gdzie nie będzie aż tak oburzał opinii publicznej, a jednocześnie zarabiał duże pieniądze (o co chyba mu w życiu chodzi). W takim przypadku zostanie „karnie zesłany" do jakiejś spółki Skarbu Państwa.

Najgorzej (z punktu widzenie interesów władzy) rzecz ma się z nudą, bo trudno przypuszczać, żeby w oczach wyborców PiS partia ta z czasem stawała się coraz atrakcyjniejsza. Można oczywiście zmienić premiera i kilku ministrów, ale problemu znużenia tą ekipą raczej się w ten sposób nie rozwiąże. Co zatem należałoby doradzić liderom ZP? Na polityczną nudę ciężko coś poradzić. Udana mała wojenka jest w takiej sytuacji zawsze wskazana, ale tę właśnie PiS wykorzystuje na granicy z Białorusią. Można także zacząć szczuć na kolejne grupy społeczne, ale jest coraz mniej środowisk, które do tej pory nie znalazły się na celowniku Nowogrodzkiej, a zagranie raz jeszcze w to samo może być ryzykowne. Coś jednak spece od PR w rządzie wymyślić muszą – inaczej przegrają już za dwa lata. I to może nawet nie z obecną opozycją, ale z nudą. A to byłby jednak wstyd.

Autor jest politologiem, profesorem Uniwersytetu Śląskiego