Reklama

Wsparcie potrzebne, dziennikarze idą!

Obecna władza kompletnie nie rozumie roli mediów w społeczeństwie. Zupełnie jak za Gomułki, rozróżnia tylko dwa typy: propagandzistów i wichrzycieli.

Publikacja: 17.11.2021 18:56

Wsparcie potrzebne, dziennikarze idą!

Foto: AFP

Rząd i politycy obozu władzy zapewniają z niezwykłą troską, że nie wpuszczają do strefy zamkniętej dziennikarzy m.in. dlatego, że muszą zadbać o ich bezpieczeństwo. Nigdy jeszcze władza tak wiele nie mówiła o dobrostanie przedstawicieli mediów jak dziś, kiedy nie chce w rejonie stanu wyjątkowego świadków swoich poczynań. Ta sama władza nie była ani w części tak troskliwa w 2020 r., kiedy dziennikarze zostali pobici podczas marszu 11 listopada i w wielu innych sytuacjach, kiedy mimo zagrożenia media starały się wykonywać swoje obowiązki.

We wtorek stało się jednak jasne, kto może być dla pracujących dziennikarzy takim zagrożeniem. Żołnierze w mundurach Wojska Polskiego według relacji fotoreporterów: Macieja Nabrdalika („New York Times"), Macieja Moskwy (kolektyw Testigo) i Martina Diviska (European Pressphoto Agency) zaatakowali ich podczas wykonywania obowiązków dziennikarskich poza strefą zamkniętą. Jak opowiadają, we wsi Wiejki koło Michałowa, gdzie starali się dokumentować obecność wojska, zostali fizycznie i słownie zaatakowani przez osoby w mundurach WP, które wyciągnęły ich z samochodu, „szarpiąc i używając wulgaryzmów". Osoby te odmówiły ujawnienia swojej tożsamości. – Koledzy mówili, że poziom agresji i wulgaryzmów był zaskakujący – mówi Marcin Lewicki z Press Club Polska. I dodaje, że dziennikarze dysponują nagraniami audio dokumentującymi atak.

Czytaj więcej

Ograniczenia na granicy mogą zostać bez stanu wyjątkowego

MON wszystkiemu zaprzecza i twierdzi, że fotoreporterzy nie byli oznaczeni, a w ogóle to zaczęli uciekać. Dlatego wyciągnięto ich z auta i skuto kajdankami. Poszkodowani zgłosili zdarzenie na policję, która przyjechała na miejsce i uwolniła dziennikarzy, ale personaliów sprawców ataku nawet nie spisała.

To prawda, że atmosfera w całym rejonie robi się coraz bardziej nerwowa. Jak daleko jednak władza zamierza rozszerzyć strefę zamkniętą przed mediami, pod pretekstem bronienia ich przed zagrożeniem – jak się okazuje – ze strony polskich mundurowych?

Reklama
Reklama

Ciekawą interpretacją wykazał się wiceszef MSWiA Maciej Wąsik na posiedzeniu komisji sejmowej, podczas której omawiano ustawę o ochronie granic, zgodnie z którą to poszczególni komendanci będą decydować o wejściu mediów na konkretny teren, o tym, co będą mogli tam robić i jak długo.

„Nie chcemy, żeby dziennikarze byli także w takich sytuacjach, gdzie dojdzie do pewnego starcia z dziennikarzami ze strony przeciwnej, chcemy, żeby byli w bezpiecznej odległości, żeby nie wchodzili tam, gdzie nie powinni wchodzić" – wyjaśniał przedstawiciel władzy. To tak, jakby wiceminister przyszedł do Sejmu prosto z serialu Stanisława Barei „Alternatywy 4", gdzie PRL-owski dziennikarz mówi do operatora: „Zaczyna się dziać coś ciekawego, wyłącz kamerę".

To nie pierwszy incydent z udziałem „osób w mundurach WP" w rejonie przygranicznym. Spuszczenie powietrza z kół Medyków na Granicy do tej pory nie zostało wyjaśnione. A będzie takich akcji pewnie więcej. Kilka dni temu na widok dziennikarzy „Rzeczpospolitej" i Oko.press, wartownik bazy w Siemianówce gromko zakrzyknął: „Wsparcie potrzebne! dziennikarze idą!".

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Były wiceminister z PiS szokuje: „Polska finansuje terroryzm”
Polityka
Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Ryszard Petru ujawnił wyniki
Polityka
Donald Tusk odpowiada na deklarację Jarosława Kaczyńskiego. „Bez Brauna? Nie ma szans”
Polityka
Czy Donald Trump weźmie Grenlandię siłą? Były wiceszef MSZ ma wątpliwości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama